O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Światło

Ml 3, 1-4

Burning_candle_on_black_background

Wszystko było jasne. Jak płomyk świecy. Prorok zapowiedział  posłańca przygotowującego drogę. Posłaniec ogłosił przybycie Pana. Anioł Przymierza pojawił się w Świątyni jako Światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Izraela. Pojawił się nie jeden raz. Przez trzy lata napełniał Ziemię Świętą blaskiem Swojej nauki. Rozjaśniał mroki nieznajomości Świętego Oblicza Pana. Wszak od czasu Mojżesza nikt nie rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem.

Pomimo tego, większość pozostała w ciemności niewiary. Swoi Go nie przyjęli, nie rozpoznali. Wielu spośród tych, którzy Go rozpoznali, wolało pozostać w cieniu. Gdyż z kupiecką smykałką do kalkulowania wszystkiego, doszli do wniosku, że nierozpoznawanie Pana bardziej im się opłaca niż realna metanoia. I tak posłańca skrócili o głowę, a  Anioła Przymierza przybili do drzewa krzyża. Przekreślili Tego, którego oczekiwali, którego pragnęli.

Wpatruję się w płomyk świecy. Spoglądam głębiej – do swego sumienia. Świeca pomaga rozjaśnić najciemniejsze zakamarki jestestwa. Oczekuję Pana, pragnę z Nim przebywać. Czy to tylko wyuczone słowa, pobożna papka wtłaczana w trybiki myśli od dzieciństwa? Czy też rzeczywiste pragnienie, które pcha mnie, jak Symeona, do świątyni? Oczekiwanie, które zmusza, bym z uwagą spoglądał w każdą twarz, by rozpoznać Oczekiwanego.

Niech ta świeca w mej dłoni będzie pochodnią posłańca zwiastującego Miłość, a nie gromnicą wtykaną w martwe dłonie pogrążonego w mroku śmierci.

Dziękuje Panie za Twe światło. Sygnalizację na skrzyżowaniach i przejściach.

Jednego ducha i jednej myśli.

1 Kor 1,10-13.17

1280px-Si-o-se-Pol

Trwa tydzień w którym Kościół poleca mi modlitwę w intencji jedności wszystkich chrześcijan. Duch jedności i miłości braterskiej, który zawsze wyróżniał nas od innych, coraz wyraźniej zanika. Jeszcze się niby modlimy o jedność, jeszcze prowadzimy rozmowy, podpisujemy traktaty, wymieniamy się pocałunkami pokoju. Ale nasza jedność i braterstwo nie są pociągającym świadectwem dla pogrążonych w zwątpieniu i niewierze. Wysiłki świętych coraz bardziej przypominają blask pojedynczych zapałek wobec nadciągającej nocy na bezkresnej i nagiej pustyni.

Czy może być bliżej zjednoczenia chrześcijan, gdy coraz wyraźniej dzielą się sami katolicy? Ja jestem papieża Franciszka, a ja nie uznaję, tego heretyka i komunisty tylko papieża Benedykta. Należę do tych, którzy bronią wiary od czasów Piusa X. A ja słucham jedynego NASZEGO papieża. Uznaję ważność tylko mszy przodem do ołtarza i po łacinie, a ja prawdziwych wierzących spotykam tylko wśród charyzmatyków. Różnorodność, zamiast ubogacać, zaczyna skłócać. Gdyż zamiast szukać, tego co nas łączy, ciągle próbuję udowodnić, że tylko ja mam rację.

Jak podzielone jest polskie społeczeństwo, nie muszę dawać przykładów. Nie ma tygodnia, by chwiała się niezłomna jedność mojej i twojej rodziny. Choć życzę ci jak najlepiej, nie wątpię, że i u ciebie dochodzi do mniejszych lub większych scysji. Dlaczego tak jest? Dlaczego człowiek człowiekowi zamiast bratem jest wilkiem? Czy może nie z tego powodu, o którym pisał święty Paweł: Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię (Rz 7,15). Brakuje jedności nawet w sobie samym. Brakuje zgody pomiędzy rozumem, sumieniem i sercem.

Dlatego w tym Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan, proszę Cię Panie, bym nie zrzucał całej odpowiedzialności na papieża i patriarchę. Bym swojej roli nie ograniczał wyłącznie do krótkiej modlitwy lub raczej do wysłuchania modlitwy w tej intencji na dzisiejszej Mszy Świętej. Proszę Cię, bym wsłuchał się pilnie w głos sumienia we własnym sercu. Bym stał się człowiekiem jednego ducha i jednej myśli, a nie targały mną wichry namiętności, sporów, fałszywych ambicji i pożądliwości. Bo tylko tak budowana jedność – od własnych serc, ma szansę zabliźniać rany wszelkich rozłamów.

Naradzali się

Mk 3, 1-6

1648,_Pharisees_in_the_Temple_by_Rembrandt_RP-P-1961-1057

Faryzeuszom i zwolennikom Heroda nie było po drodze. Ich poglądy były mocno rozbieżne. Faryzeusze dziś kojarzą się nam jednoznacznie negatywnie. Tymczasem w czasach Jezusa to oni brali na siebie rolę autorytetów moralnych. Cieszyli się powszechnym poważaniem. Stali na straży prawa i etyki oraz wierności tradycji. Uważali się za spadkobierców Mojżesza i Ezdrasza. Podsycali nadzieję na przyjście Mesjasza, który miał przywrócić wielkość Izraela. Stosując dzisiejszą terminologię, byli konserwatywno-narodowymi reprezentantami społeczeństwa.

Tymczasem zwolennicy Heroda stali w obronie politycznego status quo. W sprawach moralności byli zaś otwarci szeroko na cywilizacje zachodnie – grecką i rzymską. Herod i jego synowie nie byli Żydami. Zdobyli tron, a właściwie kupili, z rąk wszechwładnych Rzymian. Religii mojżeszowej na tyle byli wierni, na ile potrzebowali przychylności tłumów. Religijność ta była jednak koniunkturalna i powierzchowna. Jan Chrzciciel miał im co wytykać. Historia z Herodiadą i Salome wiele mówi o tym środowisku. Herodianie to chyba tacy dzisiejszy liberałowie i kosmopolici. Grupa trzymająca z władzą.

Sojusz faryzeuszy i herodian jest zatem abstrakcyjny, jak … niemal bajkowy PO-PiS. A jednak przystąpili do rozmów i uzgodnili stanowisko. Przestali zwracać uwagę na to, co ich dzieli. Połączyły ich złe intencje. Gdy do tego sojuszu dołączyli się kapłani i saduceusze – przedstawiciele arystokracji i bogaczy, wyrok Sanhedrynu w sprawie Jezusa był przesądzony. Podzielony na frakcje Sanhedryn – coś w stylu parlamentu, w kwestii Nauczyciela z Nazaretu był praktycznie jednomyślny.

Trochę to wszystko uprościłem i historyk mógłby się wielokrotnie wtrącić. Zależało mi jednak na uwypukleniu pewnych analogii z obecną sytuacją. Nawet zło, w pewnym zakresie, potrafi zjednoczyć i pogodzić ze sobą nieprzejednanych wrogów. Zjednoczenie to jest tylko doraźne, ale mimo wszystko realne. Niezgoda jednak zawsze w ostateczności rujnuje, a zgoda buduje. Ileż można by było dobra osiągnąć, gdyby przystąpiono do rozmów i uzgodniono stanowiska wokół dobrej sprawy? Tych dobrych spraw dla Ojczyzny jest aż nadto. Wystarczy tylko wyjść i zaraz się naradzić.