Plug-in

J 15,5

  • Jezus z zamiłowaniem i z wyczuciem używał obrazowych porównań, żeby dotrzeć z Prawdą do umysłów słuchaczy. Przemawiał zazwyczaj do pasterzy i rolników, dlatego Jego przypowieści pełne są wyobrażeń z ich życia codziennego. Pasterz i owce, zaczyn chlebowy, dojrzewające łany zbóż, winnica… Ktoś zauważył, że brakuje odniesień do pracy ciesielskiej. No cóż – z pewnością wokoło było więcej pracowników rolnych niż wykwalifikowanych cieśli. A może Jezus „po ludzku” nie lubił odziedziczonej profesji? Tego nie wiem i nie muszę wiedzieć. Dziś z pewnością Jezus używa zupełnie innego języka. Bo któż wie i kogo to obchodzi, jaka jest różnica między latoroślą i winnym krzewem?
  • Gdy spoglądam na otaczających mnie młodych ludzi wpatrzonych w błyskające niebieskim światłem ekrany, z łatwością wyobrażam sobie Mistrza, który opowiada im taką przypowieść: Wy jesteście smartfonami, a ja prądem, sygnałem i internetem. Beze Mnie nic nie możecie uczynić. Niezależnie czy jesteś wypasionym sprzętem wartym kilka tysiaków, czy klawiszówką no-namem ze wschodniej Azji, jeśli nie jesteś podłączony do Mnie, do niczego nie możesz się przydać. Chyba tylko do wyrzucenia i złomowania. Ja daję ci życie, sens istnienia. Tylko wtedy gdy służysz jako sprawny telefon, z pełną baterią i zasięgiem, twoja wartość jest radością dla drugiego. Dlatego regularnie korzystaj z ładowarek i powerbanków (mojego Słowa, sakramentów Kościoła, posługi papieża i reszty duszpasterstwa). Podłączanie do sieci gazowej czy wodnej jest dla ciebie zabójcze!
  • Przylgnięcie do Jezusa, trwanie w łączności z Nim jest najistotniejszym zadaniem chrześcijanina. Pożądam kontaktu z Nim jak tonący powietrza. Mogę jednak często się modlić, czynić dobre uczynki, chodzić regularnie do kościoła, ale ciągle być oddzielonym od Niego. Żyję bowiem wciąż swoim własnym życiem, po swojemu. Teraz bowiem nie ja mam żyć, lecz żyć ma we mnie Chrystus. Gdy kieruję się wyłącznie swoimi zasadami i jedynie od czasu do czasu staram się przypodobać Bogu, jestem jak komputer zawalony wirusami i bezużytecznymi programami, który co chwilę się zwiesza. Czas na cięcie. Clean and plug-in.

Ewangelia (J 15, 1-8)

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami.

Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

Pełny zasięg Ewangelii

  • Za Jezusem ciągnie wielkie mnóstwo ludzi. Już nie tylko z Galilei, Judei, okolic Tyru i Sydonu. Imię Jezus pojawia się na ustach ludzi od Hawajów po Patagonię. Przedstawiciele chyba wszystkich narodów pod słońcem spragnieni są Ewangelii. Jezus zaprasza do siebie. Przyjdźcie do Mnie wszyscy – woła każdego dnia. Idźcie i głoście – daje nam polecenie. Dlatego Kościół podejmuje trud ewangelizacyjny, by Dobra Nowina, jak prąd czy internet, dotarła pod każdą strzechę. By Królestwo Boże obejmowało swym zasięgiem większy obszar niż telefonia komórkowa.
  • W zapale wiary stajemy się niejako zachłanni. Wyobrażamy sobie, że Jezus stanie się dla nas cudownym panaceum na wszelkie choroby i zło. Zasypujemy Go całą masą próśb, życzeń i niespełnionych pragnień. Nawet takich, których nie ośmielilibyśmy napisać w liście do świętego Mikołaja. Wydaje się, że pochwycenie Jezusa, uchwycenie się Go z całej siły, będzie jak główna wygrana w totolotku. Wraz z Jezusem znikną wszelkie bolączki i problemy. Jezus jest moim Królem – drżyjcie wszyscy moi wrogowie ziemscy i duchowi! Wznosząc wysoko ręce w modlitwie uwielbienia upajamy się zwycięstwem nad wszelkimi pokusami.
  • Lecz wtedy pokusy mimo wszystko przychodzą. Wśród próśb znajdujemy i takie, które ciągle są niewysłuchane. Na modlitwie zamiast cudownego duchowego odlotu odczuwamy posuchę, noc wiary, pustkę… Jezus niejako wyrywa się z ramion i wsiada do osobnej łódki. Stwarza dystans.
  • Przypomina w takim momencie, że jest po trzykroć święty. Jest transcendentny. Jego sacrum jest czymś oddzielonym, odseparowanym od naszego profanum. On nie chce i nie będzie talizmanem szczęścia, podkową przynoszącą szczęście, dobrą wróżką. On jest Bogiem, alfą i omegą, początkiem i końcem. Pragnie być celem naszego życia, a nie środkiem do uczynienia życia takim, jakim chcemy.

Na kogo tak naprawdę czekasz?

  • Zimowe święta, bo chyba tak należy nazwać tą komercyjno-ckliwą „szopkę” trwającą w świecie przez cały grudzień, być może mają za cel, by były odskocznią od tej ponurej rzeczywistości z serwisów informacyjnych. Afery, gwałty, wojny, zamachy, wypadki, katastrofy… trudno wytrzymać, gdy nasze stresy i lęki są bezustannie karmione takimi treściami. Pogodziliśmy się z faktem, że człowiek człowiekowi wilkiem. Dlatego z utęsknieniem czekamy na ten wigilijny wieczór, gdy będzie szansa, że wyciągnięta dłoń nie zostanie odepchnięta, a z ust napotkanych ludzi usłyszymy życzenia, a nie przekleństwa. Będzie tak bajkowo i słodko. Jak w reklamach. A potem: Święta, święta i po świętach. Wrócą ponure czasy pełne agresji, niepokojów i wojen. Byle do świąt – wyrwie się z westchnieniem.
  • Tymczasem adwent to czas oczekiwania na przyjście Pana, a nie spasionego Klausa w czerwonym kubraczku. Choć adorować Go będziemy złożonego w żłobie, to właśnie On, pełen Ducha, rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. On ma moc przezwyciężyć ostatecznie to fatum, które zdaje się nad nami ciążyć. Pod Jego władzą, pod Jego przemożnym wpływem, zgoda zapanuje nie tylko od święta. Klimat radości, ciepła i pokoju nabierze realnych wymiarów. Wilk wilkowi stanie się człowiekiem.
  • Sielankowy obraz z proroctwa Izajasza wydaje się tak nierealny. Jest wizją utraconego raju. Nawet ekolodzy nie śnią o takiej idylli! Zostaliśmy z niego wygnani, gdyż grzech burzy tę harmonię pomiędzy ludźmi i naturą. Jezus, jest tym, który ma władzę wprowadzić tam z powrotem wszystkich, którzy w Niego uwierzą. To nie złudna reklama – to właśnie się dzieje tu i teraz!
  • Czekasz na Niego, by pójść za Nim tą drogą? Czy też zadowolisz się lampkami na balkonie, zaglądaniem do skarpety, zajadaniem się karpiem i nuceniem pod nosem „Last Christmas”?

Iz 11,1-10

Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się Odrośl z jego korzenia. I spocznie na niej Duch Pana, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pana. Upodoba sobie w bojaźni Pana. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana na kształt wód, które przepełniają morze. Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą z modlitwą, i sławne będzie miejsce jego spoczynku.