Pod szaroburymi chmurami

Porzucone przez liście drzewa
drapią szarobure chmury
w nabrzmiałe od śniegu brzuchy
oczekując pomruku szczęścia
Niedoczekanie ich!
Nie czas na wiosenne burze
gdy grudzień szuka w roku dziury

Pocałunek okiennej szyby
schładza miłosiernie czoło
rozpalone niecierpliwą tęsknotą
Lampiony okien iskrzą wokoło
zmysłów czujnych jak roratnia świeca
Czy czekam?

ON był jest i będzie
tuż przy mnie
we mnie i wszędzie
W trzęsieniu słów Go nie ma
liczb burza Go nie zwiastuje

Wsłuchuję się w lekki powiew
czy cichy stukot obcasów
otwiera furtkę do nieba

Na kogo tak naprawdę czekasz?

  • Zimowe święta, bo chyba tak należy nazwać tą komercyjno-ckliwą „szopkę” trwającą w świecie przez cały grudzień, być może mają za cel, by były odskocznią od tej ponurej rzeczywistości z serwisów informacyjnych. Afery, gwałty, wojny, zamachy, wypadki, katastrofy… trudno wytrzymać, gdy nasze stresy i lęki są bezustannie karmione takimi treściami. Pogodziliśmy się z faktem, że człowiek człowiekowi wilkiem. Dlatego z utęsknieniem czekamy na ten wigilijny wieczór, gdy będzie szansa, że wyciągnięta dłoń nie zostanie odepchnięta, a z ust napotkanych ludzi usłyszymy życzenia, a nie przekleństwa. Będzie tak bajkowo i słodko. Jak w reklamach. A potem: Święta, święta i po świętach. Wrócą ponure czasy pełne agresji, niepokojów i wojen. Byle do świąt – wyrwie się z westchnieniem.
  • Tymczasem adwent to czas oczekiwania na przyjście Pana, a nie spasionego Klausa w czerwonym kubraczku. Choć adorować Go będziemy złożonego w żłobie, to właśnie On, pełen Ducha, rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. On ma moc przezwyciężyć ostatecznie to fatum, które zdaje się nad nami ciążyć. Pod Jego władzą, pod Jego przemożnym wpływem, zgoda zapanuje nie tylko od święta. Klimat radości, ciepła i pokoju nabierze realnych wymiarów. Wilk wilkowi stanie się człowiekiem.
  • Sielankowy obraz z proroctwa Izajasza wydaje się tak nierealny. Jest wizją utraconego raju. Nawet ekolodzy nie śnią o takiej idylli! Zostaliśmy z niego wygnani, gdyż grzech burzy tę harmonię pomiędzy ludźmi i naturą. Jezus, jest tym, który ma władzę wprowadzić tam z powrotem wszystkich, którzy w Niego uwierzą. To nie złudna reklama – to właśnie się dzieje tu i teraz!
  • Czekasz na Niego, by pójść za Nim tą drogą? Czy też zadowolisz się lampkami na balkonie, zaglądaniem do skarpety, zajadaniem się karpiem i nuceniem pod nosem „Last Christmas”?

Iz 11,1-10

Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się Odrośl z jego korzenia. I spocznie na niej Duch Pana, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pana. Upodoba sobie w bojaźni Pana. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana na kształt wód, które przepełniają morze. Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą z modlitwą, i sławne będzie miejsce jego spoczynku.

W chwili, której się nie domyślamy.

Mt 24,44

    •  Scenariusz nie jest optymistyczny. Według opinii naukowców z NASA, uderzenie mknącej ku nam asteroidy Bennu będzie tak silne, że zabije 60 % ludzkości. Nieprawdopodobne? Nie do końca… Naukowcy szacują, że prawdopodobieństwo uderzenia Bennu w Ziemię to 1:2700. Krytyczna dla naszej planety chwila może nastąpić 25 września 2135 roku.  I to jest pocieszająca wiadomość, gdyż ten kataklizm to nie mój problem. Bliższy termin zagłady wieszczą prorocy ekologicznej niewydolności planety. To może nas spotkać za kilkadziesiąt lat. Wciąż to jednak odległa perspektywa. Wystarczająca, by odpowiedzialność zrzucać na innych, lub uspokajać sumienie półśrodkami. Nie martwię się końcem świata. Nie przychodzi mi do głowy myśl, że jutra już może nie być. Nawet w obliczu postępującej choroby najbliższych, pozbawiam podświadomie śmierci racji bytu. To jeszcze nie teraz. Życie jest dłuższe niż brazylijskie seriale. Ciągnie się, ciągnie i tak bez końca. Lepiej martwić się problemami chwili bieżącej, bo dość ma dzień swoich trosk.
    • Dlatego koniec świata zaskoczy mnie i większość z nas. Nie zastanie przygotowanego, ubranego w elegancki czarny garnitur, z gromnicą w dłoni i zamkniętymi wszystkimi sprawami. Nieodwracalny wyrok dopadnie mnie równie znienacka jak przedpotowych ludzi: jedzących, pijących i w chwilach wesela. Decyzja na wieczność co do mojej osoby zastaje mnie przy codziennych obowiązkach, przy pracy, w zwyczajnej dniówce. Mój los rozstrzyga się w takiej samej prozaiczności jak twoja.
    • Pan bowiem przychodzi właśnie teraz. A może nawet wcześniej. Nie wiem kiedy, gdyż nie słyszę jak stoi pod drzwiami do mego jestestwa i uparcie wisi na domofonie. Nie otrzeźwiają mnie z tej swoistej drzemki kamienie rzucane w okna. Nie robią na mnie wrażenia bezustanne zawołania pod balkonem. Moje oczy nie widzą zawalonej skrzynki mailowej. Pan przychodzi bezustannie. Codziennie chce karmić na Eucharystii. Bezustannie chce dać się spotkać w potrzebującym człowieku. Mówi do mnie w Słowie Bożym.
    • W końcu Jego pragnienie spotkania się ze mną przemoże wszystko. Wyłamie zaryglowane drzwi i porwie do siebie. Wprost od żaren mielących moją codzienność. I to będzie prawdziwy koniec świata. Jakim mnie wtedy zastanie? Nie wiem. Tak samo jak nie wiem, kiedy to się stanie. Gdy będę otwarty na Jego obecność już teraz, gdy wyczulę się na Jego przyjścia i bezustanne powroty, być może nie przegapię zbytnio tego momentu i zdążę odsunąć zasuwkę w drzwiach, zanim wylecą z futryną.

Ewangelia (Mt 24, 37-44)

Potrzeba czujności w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona.

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. a to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».