W Kościele, lecz nie w kościele.

Łk 6,12-36
KKK 59-61

  • Bóg wybiera. Bóg powołuje, człowiek zaś odpowiada albo nie. Czy Bóg może powołać osobę niegodną? Nawet jeśli ktoś zachowywał się wcześniej parszywie, powołanie dowodzi, że Bóg dostrzegł w nim wartość i uznał za godnego Swej przyjaźni. Wystarczy wspomnieć celnika Mateusza, Szawła z Tarsu zanim stał się Pawłem… Wystarczy wspomnieć siebie. Zostałem bowiem powołany do świętości. Tak jak i ty drogi Czytelniku. Przynajmniej w momencie chrztu świętego. Żadną miarą nie mogłem sobie na to zasłużyć.
  • Katechizm dziś przypomina, że Kościół czci jako świętych Abrahama oraz innych patriarchów i proroków. Oznacza to, że świętość jest przeznaczona dla każdego. Wszak wielcy bohaterowie Starego Testamentu nie byli ochrzczeni. Ba! Nie słyszeli nawet o Synu Bożym. Dla Mojżesza Joshua to był jego osobisty sługa, pomocnik i w końcu następca, który miał wprowadzić Izraela do Ziemi Obiecanej. Słusznie przytaczamy prawdę, że poza Kościołem nie ma zbawienia, ale czy tak samo słusznie Kościół ograniczamy jedynie do stałych bywalców w kościele?
  • Jakie warunki osiągnięcia szczęścia podał Jezus w swych błogosławieństwach? Cóż należy spełnić, żeby otrzymać nagrodę w niebie? Czy mówił o przynależności do bractwa szkaplerznego? Czy wspominał o odmówieniu pompejanki? Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.
  • Jeśli pozostaję wierny Bogu nawet wtedy, gdy to się mi nie opłaca, gdy naraża mnie to na drwinę, mam powód do radości. Taką agresję mogę doświadczyć od wojujących ateistów ale też ze strony katolików, którym nie w smak, że służę chorym jako nadzwyczajny szafarz Najświętszego Sakramentu. Którzy uważają mnie za świętokradcę, bo bez święceń kapłańskich biorę do dłoni Ciało Chrystusa. Zanosząc Jezusa do tych starszych ludzi, którzy już są przykuci do swoich mieszkań, dostrzegam w ich oczach głód Eucharystii, głód modlitwy we wspólnocie. Widzę ich cierpienie spowodowane ubóstwem możliwości oddawania czci Bogu. Nie mogą pójść na majowe, nie pójdą w procesji Bożego Ciała. Pomimo tego, gdy przyjmują z moich niegodnych rąk Jezusa, bez wątpienia są szczęśliwi. Mocno to przeżywają. A ja wraz z nimi.  O wiele mocniej, niż podczas komunikowania długiej kolejki ludzi na niedzielnej mszy świętej.
  • Jakże często zdarza mi się kogoś odrzucać. Zazwyczaj z błahego powodu. Jakże często Bóg wybiera i pozostaje wierny w swym wyborze. Bo Pan Bóg jest niezmienny. Zdania nie zmienia. Tylko człowiek schodzi na manowce i odrzuca wybranie. Zamiast miłować wszystkich, jak Niebieski Ojciec, dzielę ludzi na tych, których lubię i nie lubię, na przyjaciół i nieprzyjaciół, na wierzących i niewierzących, na pobożnych i bezbożników, na „tradsów” i charyzmatyków, na katolików i heretyków. Wyliczać mogę w nieskończoność.

Pobożność faryzeuszy

Łk 5,27-6,11
KKK 56-58

  • Faryzeuszom i uczonym w Piśmie ciągle coś nie pasowało. Mieli bardzo skonkretyzowaną wizję bycia pobożnym człowiekiem. Tymczasem Jezus i Jego uczniowie co chwilę wychodzili poza ten zakres. Każdemu zdarza się zbłądzić, zgrzeszyć, złamać przykazanie. Pobożny człowiek, gdy sobie to uzmysłowi, żałuje tego występku. W pełni przyznaje się do porażki. Wystarczy to odpowiednio odpokutować i znów można być pobożnym człowiekiem. Tymczasem Jezus i Jego uczniowie postępują wbrew porządkowi. Gdy faryzeusz im wykaże, że postępują wbrew zwyczajom, zamiast się ukorzyć, wchodzą w dysputę. Dowodzą, że postępują prawidłowo. Zgodnie z duchem, a nie literą Prawa. Brzmi to bardzo logicznie. Dlatego przeraża to faryzeuszy. Oni już są  wprawieni w byciu pobożnymi ludźmi. Ludzi słabych taka postawa może sprowadzić na manowce. A kto schodzi na manowce, ten łamie Przymierze z Bogiem.
  • Czym według pobożnego człowieka jest przymierze? Jest układem, transakcją. Pan Bóg postawił warunki i jeśli je się spełni, ma się zagwarantowane błogosławieństwo tu na ziemi – pokój, potomstwo, zdrowie, bogactwo. Głupi jest ten, kto łamie przymierze. To jak oszukiwać w handlu, dawać fałszywą monetę, wybrakowany towar. Jeśli druga strona się zorientuje w oszustwie, to się wkurzy, zerwie transakcję. Z błogosławieństwa nici. Takie było i jest myślenie faryzeuszy w czasach Jezusa i dzisiaj.
  • Nie zadawaj się z grzesznikami! Bo z kim przestajesz takim się stajesz. Jeśli już zetknę się z grzesznikiem to moim obowiązkiem jako pobożnego człowieka jest wytknąć mu grzech. Grzesznik jest jak trędowaty, a trędowatych wyrzuca się poza obozowisko. Tymczasem Jezus zasiada z nimi do wspólnego stołu. Jak lekarz, który im bliżej jest chorego, tym ma większą szansę go uzdrowić.
  • Pobożny człowiek dużo pości. Postawa pokutnika jest dobrą kartą przetargowa w negocjacjach z Bogiem. Jeśli poszczę, odmawiam sobie przyjemności, świadczy to o tym, że jestem pobożnym człowiekiem, któremu nie w głowie próżne radości. Tymczasem uczniowie Jezusa są przepełnieni radością, śpiewają, ucztują.  Jeśli są tacy szczęśliwi, to Bóg może im poskąpić błogosławieństwa. Czy nie lepiej przyjąć postawę żebraka, jeśli się chce otrzymać niezasłużony datek – myśli sobie faryzeusz.
  • Pobożność faryzeusza – to droga do samozbawienia. Sprawiedliwa, gdyż nieosiągalna dla każdego. Każdy każdemu może wytknąć pomyłkę. Każdy może czuć fałszywą satysfakcję, że jest się lepszym od innych. Przestrzeganie ścisłych reguł gry jest wygodniejsze niż bezustanne improwizowanie. Tego bowiem wymaga autentyczna miłość, która jest zawsze dopasowana do drugiego, do czasu i miejsca, do okoliczności i potrzeb chwili. Łatwiej zerknąć do kodeksu niż wsłuchać się w głos sumienia. Prawo bowiem zawsze łatwo ominąć, jeśli jest tak wygodnie. Kochać się zaś nie da od czasu do czasu.

 

Miłość a nie eksperyment

Łk 5, 12-26 KKK 54-55

  • Istnieje pewna niszowa teoria spiskowa, że człowiek został stworzony przez kosmitów. Przeprowadzając eksperyment genetyczny, pchnęli ewolucję człowieka dynamicznie do przodu. Później przekazywali im część swej wiedzy. Pierwotni ludzie zdumieni niebotyczną i niewyobrażalną technologią swych stwórców, zaczęli oddawać im cześć boską. Kosmici odlecieli swymi statkami gdzieś dalej w kosmos. Od tej pory ludzie zaczęli z utęsknieniem spoglądać ku gwiazdom, modląc się do swych dobroczyńców. Gdyby to była prawda, jakie intencje przyświecałyby takim stwórcom? Czy człowiek byłby jedynie królikiem doświadczalnym? Myszką pozostawioną samej sobie po wykorzystaniu do badań?
  • Całym sobą czuję, że to bzdura. Nie mam żadnych wątpliwości, że Ten, który stworzył świat i na nim wszystko co żyje, cały czas otacza swe dzieło bezustanną troską. Na przestrzeni tysiącleci kontaktuje się z ludźmi, zawiera z nimi przymierza, odpowiada na ich modlitwy, czyni cuda… Trudno mi sobie wyobrazić, by jakiekolwiek badanie naukowe trwało tak długo. Ciągle z takim samym natężeniem i z podziwu godną konsekwencją. Kosmici musieliby być wieczni. Bo badań naukowych nie dziedziczy się przez setki pokoleń.
  • Jeszcze trudniej mi sobie wyobrazić, że Jezus był takim kosmitą, który zamierzając ingerować w los eksperymentu, wszczepił w Marię swój kod genetyczny, by urodzić się na ziemi jako człowiek. Czekałby cierpliwie przez 30 lat, żeby zrealizować swój plan, potem pozwolił w okrutny sposób zabić swoje ciało, które stało się zbędnym kostiumem i teleportował się na swój statek kosmiczny.
  • Już cała nasza wiara z wszelką cudownością, uzdrowieniami i zmartwychwstaniem wydaje się być bardziej wiarygodna i racjonalna. Jeśli bowiem założę, że Bogiem powoduje miłość do człowieka i to miłość bez granic, wszystko ma sens. Stworzenie istoty obdarzonej wolną wolą – a więc zdolnej do odwzajemnienia miłości. Bezustanna troska. Gotowość przyjęcia nas do siebie, by zespolić się w wieczności. A gdy człowiek zawalił, nie zrażenie się tym niepowodzeniem ale wierność. Nawet kosztem wcielenia i męki.
  • Pan mnie kocha. Dlatego chce dla mnie wyłącznie dobra. Chce, żebym był oczyszczony. Uleczy choroby ciała – jeśli to wzmocni moją komunię z Nim. Leczy też choroby duszy, by mogła z Nim połączyć się na wieki w niebie. Tym lekarstwem duszy jest odpuszczenie grzechów.