O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Wierny przyjaciel.

Syr 6,5-17
Mk 10,1-12

P_S_Krøyer_1899_-_Sommeraften_ved_Skagens_strand._Kunstneren_og_hans_hustru

Wierny przyjaciel jest lekiem na wszystkie smutki. Z prawdziwym przyjacielem można konie kraść, zjeść beczkę soli. Zwierzyć mu się z największych sekretów, to czysta przyjemność i ulga. Przy druhu nie wstyd śmiać się do rozpuku z samego siebie. Za Mickiewiczem “ rzekłbyś: dwój duch w jednym ciele.” I ta dygresja z wieszcza rodem, jest wskazówką na dylematy, które nurtują niejednego. Nie tylko z czasów Jezusa. Czy można dać list rozwodowy żonie?

Jeśli moja żona, twój małżonek, jest bliższym przyjacielem niż koszula skórze, to myśl o rozstaniu nie przyjdzie nigdy do głowy. Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. Nikt tak nie zna mojej biedy i słabości jak małżonek. Jeśli pomimo tego wciąż chce dzielić ze mną swój los, dwadzieścia cztery godziny na dobę, czyż nie jest to dla mnie dowód prawdziwości relacji?

Jeśli i ja chcę być dobrym i oddanym przyjacielem, muszę się poczuć odpowiedzialny za to wszystko, co nas łączy. Prawdziwy kompan nie myśli wyłącznie o własnych przyjemnościach i korzyściach, lecz gotów jest podzielić się choćby ostatnim kęsem chleba.

Jestem gotów pójść za swoją żoną w ogień. Gdyż tam skarb mój, gdzie serce moje. A nasze serca płoną w ogniu autentycznej i dozgonnej miłości.

U Niego jest miłosierdzie.

Syr 5, 1-8
Mk 9, 41-50

Syr5,5

Nigdy nie mów nigdy! Takich porad dotyczących skrajności słyszę wiele. Podobnie jak ostrzeżeń przed wszelkiej maści fundamentalizmami i radykalizmami. Sam mam dość i głośno wyrażam sprzeciw, gdy nie potrafię wykorzenić u starszego syna nieumiarkowanego czytania książek i grania w gry komputerowe. Marzy mi się złoty środek w życiu.  Pragnę wyrównania pagórków i dołków, by życie toczyło się jednostajnie, jak po maśle. Niepokoje, pokusy i wyrzuty sumienia zagłuszam uparcie powtarzanymi mantrami w stylu: “Byle do przodu”, “Jakoś to będzie”, “Tylko spokojnie”. Mrużąc oczy, patrzę na świat przez pastelową mgłę.

Tymczasem rzeczywistość, pomimo chóralnych zaklęć, upiera się być czarno-biała. Jedni drugim skaczą sobie do gardeł, nie znając co to kompromis. Więcej, mocniej, szybciej, natychmiast! Ścieżka życiowa to istne Himalaje. Dotyczy to też kwestii wiary. Coraz głośniej słychać przeciwników Kościoła, ale i wojujący katolicy są coraz butniejsi. Skrajne poglądy kształtują się również w kwestii zbawienia.

Z jednej strony podkreślam niezgłębioną wielkość Bożego Miłosierdzia. Ufam, że każdy człowiek dobrej woli przyjęty ma być z otwartymi ramionami przez Ojca. Właściwie wystarczy być w miarę uczciwym i porządnym. W niebie niektórzy oczekują spotkania z Gandhim, Judaszem, a nawet Hitlerem. Wszak z ostatnim oddechem mógł żałować wszystkiego. Prawda? Właściwie dla Boga nie ma nic niemożliwego więc czemu miałby i nie zbawić Szatana? Z miłością zatem spoglądam nie tylko na swych wrogów, ale i muzułmanów, ateistów. Pobłażliwie patrzę na słabości wszystkich. I na siebie samego. Bóg i tak mi wszystko wybacza, więc po co te skrupuły w sumieniu…Właściwie lepiej nie wyznawać tych grzechów w spowiedzi, bo jeszcze się ksiądz poczciwina zgorszy. Bóg i tak zna moje serce. Odprawiłem pierwsze piątki miesiąca więc mogę przymknąć oczy na to i owo…

Z drugiej strony surowy głos przypomina mi, że wszyscy ludzie są grzesznikami. Właściwie szczytem mych marzeń jest czyściec w nagrodę za sumienne wypełnianie wszystkich przykazań i godziny na kolanach. Poza Kościołem nie ma wszak zbawienia, a tego Kościoła coraz mniej nawet w samym Kościele. Ba! Sam papież już jest podejrzany, czy to nie Antychryst, który zwodzi nieszczęśników na manowce. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina! Oblężona twierdza wiary trzeszczy w szwach, ale się nie poddaje. Moce piekielne jej nie przemogą, dopóki moja pierś jest przedmurzem prawdziwego chrześcijaństwa.

Ciarki mnie przechodzą słysząc głosy jednych i drugich. Szukam wytchnienia w modlitwie i Piśmie Świętym. Dzisiejsze czytania jednak wpisują się w ten radykalny nurt.

Nie mów: Jego miłosierdzie zgładzi mnóstwo moich grzechów. U Niego jest miłosierdzie, ale i zapalczywość, a na grzeszników spadnie Jego gniew karzący. Grzmi w pierwszym czytaniu Jezus, syn Syracha.

Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. Potwierdza w Ewangelii Jezus, Syn Boży.

Miłość Jego bowiem to szczyt radykalizmu. Nikt nie ma większej miłości od tego, który życie oddaje za swego przyjaciela. Jezus poszedł na krzyż, gdy wszyscy byliśmy jeszcze zatwardziałymi grzesznikami. Co więcej – umarł też za każdego człowieka, który był, jest i będzie. Miłosierdzie Boże nie zna granic. To prawda. Ale miłość domaga się wzajemności. Miłość chce być równie mocno kochana, na ile sama spala się dla umiłowanego. Jezus chce mojej totalnej świętości. Gdyż tylko święci nie spłoną ze wstydu stając twarzą w twarz przed Najświętszym Obliczem. Dlatego Jezus wzywa mnie i ciebie do radykalnego odcięcia się od wszelkiej niedoskonałości i skazy. Łańcuchy, które wstrzymują mnie przed rzuceniem się w odmęt Bożego przebaczenia, muszą być przerwane.

Człowiek zrywając komunię z Bogiem traci swoje pierwotne piękno i doprowadza do oszpecenia wszystkiego wokół siebie. Wszystko, co wcześniej odsyłało do Ojca Stworzyciela i Jego nieskończonej miłości, teraz nosi smutny i przygnębiający znak ludzkiej pychy i zachłanności. Jednakże Pan nie zostawia nas samych i nawet w tym ponurym obrazie daje nam nową perspektywę wyzwolenia, powszechnego zbawienia. To słowa papieża Franciszka wypowiedziane podczas dzisiejszej audiencji.

Proszę Cię Panie, bym przestając przymykać oczy na zło we mnie i wokół siebie, nie zwątpił wobec tej smutnej i przygnębiającej rzeczywistości, ale bym czynnie dał odzew na Twą ofertę wyzwolenia i powszechnego zbawienia.

Jako żywe przykłady.

1P 5, 1-5

Boy-Jacket-Child-Denim-Parent-Kid-Bubbles-Family-926103

Zwyczajowo ten tekst stosuje się do kapłanów. Wszak są to zachęty skierowane do duszpasterzy przez pierwszego papieża. Przecież czytanie przeznaczone na święto Katedry Świętego Piotra nie jest wewnętrznym okólnikiem przesłanym z kurii rzymskiej do kapłanów, ale Słowem Bożym skierowanym do każdego. Również do mnie i do ciebie. Sądzę też, że te słowa nie zostały natchnione po to, by owieczki czujące się zbyt oskubane, miały biblijny argument do grożenia paluszkiem pazernym pasterzom. W jaki zatem sposób ta papieska katecheza jest też wskazówką dla mnie?

Przytaczany dziś fragment 1 listu św. Piotra, to słowa Prezbitera skierowane do prezbiterów, jak czytamy w greckim oryginale. Tak nazywano w Izraelu prominentnych członków Sanhedrynu. Sprawowali oni duchową władzę wraz z arcykapłanami i uczonymi w Piśmie. Stąd termin ten przyjął się w pierwotnym Kościele na określenie duchownych kierujących lokalnymi wspólnotami chrześcijan. Słownikowo jednak słowo πρεσβῠ́τερος (presbúteros), oznacza po prostu mężczyznę starszego od kogoś, bardziej doświadczonego. Czyż nie jestem takim “starszym” dla swoich dzieci?

To ja mam zatem paść – wychowywać, swoje stadko. To nie jest mój psi obowiązek, od którego niejeden mięczak ucieka, porzucając niechciany trud. Jeśli dałem życie z własnej woli, z własnej woli też je podtrzymuję w wychowawczym akcie. To naturalna konsekwencja pierwszego wyboru, a nie przykry obowiązek, który ktoś mi narzuca. To moja służba. Gdyż bycie starszym, to bardziej misja, niż przywilej. Moje doświadczenia nie mogą być lokatą zdeponowaną w banku pamięci na starość. To czyste marnotrawstwo. A więc dobrze rozumiana służba Starszego nie wyraża się w  nakładaniu ciężarów, ale w ich zdejmowaniu.  Dokonuje się to poprzez żywy przykład postępowania.

Kolejny aspekt, który mnie w dzisiejszym czytaniu dotyka bezpośrednio, to problem właściwej motywacji. Silną pokusą dla mnie jako rodzica, jest traktowanie trudu rodzicielskiego, jako inwestycji w przyszłość. Kolejny filar emerytalny. Inwestuję w dziecko, by ono czuło się zobligowane do utrzymywania mnie, gdy w końcu zacznie zarabiać więcej ode mnie. Czyż nie jest to okrojenie miłości ojcowskiej wyłącznie do biologicznych praw natury? Przy takim podejściu nie dziwi mnie niecierpliwe dreptanie rodziców współczesnych Piotrusiów Panów, którym niespieszno wyrwać się z przytulnego gniazdka.

Święty Piotrze, który również jesteś Starszym, naucz mnie podążać za naszym Mistrzem, który nie zawahał się przyjąć cierpienia, dla mojego dobra. Strąć mnie z delikatną reprymendą z tronu, gdy za bardzo upajam się rodzicielską władzą. I naucz mnie zdobywać szacunek swych dzieci autentycznym i mądrym oddaniem.