Razem

Łk 8,22-39 KKK 84-87

  • Apostołowie rozpaczliwie budzący swego Mistrza podczas burzy na jeziorze – jakże to bliski mi obraz. Chociaż ze wstydem muszę przyznać, że nawet do takiej postawy mi bywa daleko. W krytycznej sytuacji, gdy nie daję sobie rady, zamiast zwracać się do Jezusa, bliżej mi do postawy cierpiętnika użalającego się nad swoim losem. Doświadczeni rybacy z Galilei dobrze znali swoje możliwości. Dlatego podczas gwałtownej burzy podjęli wszelkie działania, by uratować statek lub przynajmniej siebie samych. Nie oglądali się na drugich dając z siebie wszystko, ale zarazem ściśle ze sobą współpracowali. Gdy musieli uznać swoją porażkę – schowali swoją rybacką dumę do przemoczonej kieszeni i obudzili Pana.
  • Kluczowa wydaje się współpraca uczniów. Wypowiadają się jednym głosem. W mniej dramatycznych sytuacjach, rzecznikiem ich jednomyślności był Szymon Piotr. Gdy przestawali być zgodni ze sobą, niejako tracili całą swą siłę. Ów Piotr na Ostatniej Wieczerzy w gronie Dwunastu zdecydowanym głosem deklarował, że jest gotów oddać życie za Pana. Gdy znalazł się sam na dziedzińcu Arcykapłana, przestraszył się służącej odźwiernej. Jezus doskonale znał tę słabość swoich uczniów. Od samego początku przyzwyczajał ich do pracy zespołowej. Na misję posyłał ich po dwóch. A właściwie szli w trójkę, bo gdzie dwaj modlą się w imię Jezusa, tam i On jest pomiędzy nimi.
  • Wspólnotowość Kościoła jest odbiciem jedności Trójcy Świętej. Dopóki żyję i działam w zgodzie z resztą Kościoła, dopóty mam pewność, że Jezus jest przy mnie, poucza mnie i chroni przed wszelkim niebezpieczeństwem. „Cały lud święty zjednoczony ze swymi pasterzami trwa stale w nauce Apostołów, we wspólnocie braterskiej, w łamaniu chleba i w modlitwach, tak iż szczególna zaznacza się jednomyślność przełożonych i wiernych w zachowywaniu przekazanej wiary, w praktykowaniu jej i wyznawaniu.” Jeśli wierzę w to, co podaje do wiary papież i biskupi, mam pewność, że nie błądzę w wierze. Jeżeli do „prawd” dochodzę sam, na podstawie własnych dociekań, własnej lektury Pisma Świętego, prywatnych objawień, wyskakuję niejako z Piotrowej łodzi. Jestem szaleńcem, gdy w takiej sytuacji, będę się upierał, że to ja postępuję właściwie, a reszta jest skazana na zagładę.
  • Wierni z uległością przyjmują prawdy wiary przekazywane im przez ich pasterzy. Ta uległość ma być jednak wyrazem jednomyślności a nie podporządkowania. Biskupi, tak jak Apostołowie w łodzi, nie mają mocy, by rozkazywać wiatrom i uciszać burze. Oni są jedynie wyrazicielami naszych próśb i wołań o pomoc. Jeśli jednak zacznę traktować konsekrowane osoby jak swoistych nadludzi, z przesadnym respektem i czołobitnością, mogę ich wystawiać na pokusę. Mogą zapomnieć o własnej słabości i omylności, typowej dla wszystkich ludzi. „Urząd ten Nauczycielski nie jest ponad słowem Bożym, lecz jemu służy, nauczając tylko tego, co zostało przekazane”. Kapłan to sługa niosący latarnię prawdziwej Nauki. Moim zadaniem jest iść za nim. Jeśli go wyprzedzę, bo kroczyć będę żwawiej od niego, szybko się potknę wkraczając w ciemność. Jeśli zaś upadnę przed nim na kolana, żeby wychwalać jego posługę i dziękować za niesienie lampy – obaj będziemy stali w miejscu zamiast posuwać się do przodu.

Jako żywe przykłady.

1P 5, 1-5

Boy-Jacket-Child-Denim-Parent-Kid-Bubbles-Family-926103

Zwyczajowo ten tekst stosuje się do kapłanów. Wszak są to zachęty skierowane do duszpasterzy przez pierwszego papieża. Przecież czytanie przeznaczone na święto Katedry Świętego Piotra nie jest wewnętrznym okólnikiem przesłanym z kurii rzymskiej do kapłanów, ale Słowem Bożym skierowanym do każdego. Również do mnie i do ciebie. Sądzę też, że te słowa nie zostały natchnione po to, by owieczki czujące się zbyt oskubane, miały biblijny argument do grożenia paluszkiem pazernym pasterzom. W jaki zatem sposób ta papieska katecheza jest też wskazówką dla mnie?

Przytaczany dziś fragment 1 listu św. Piotra, to słowa Prezbitera skierowane do prezbiterów, jak czytamy w greckim oryginale. Tak nazywano w Izraelu prominentnych członków Sanhedrynu. Sprawowali oni duchową władzę wraz z arcykapłanami i uczonymi w Piśmie. Stąd termin ten przyjął się w pierwotnym Kościele na określenie duchownych kierujących lokalnymi wspólnotami chrześcijan. Słownikowo jednak słowo πρεσβῠ́τερος (presbúteros), oznacza po prostu mężczyznę starszego od kogoś, bardziej doświadczonego. Czyż nie jestem takim “starszym” dla swoich dzieci?

To ja mam zatem paść – wychowywać, swoje stadko. To nie jest mój psi obowiązek, od którego niejeden mięczak ucieka, porzucając niechciany trud. Jeśli dałem życie z własnej woli, z własnej woli też je podtrzymuję w wychowawczym akcie. To naturalna konsekwencja pierwszego wyboru, a nie przykry obowiązek, który ktoś mi narzuca. To moja służba. Gdyż bycie starszym, to bardziej misja, niż przywilej. Moje doświadczenia nie mogą być lokatą zdeponowaną w banku pamięci na starość. To czyste marnotrawstwo. A więc dobrze rozumiana służba Starszego nie wyraża się w  nakładaniu ciężarów, ale w ich zdejmowaniu.  Dokonuje się to poprzez żywy przykład postępowania.

Kolejny aspekt, który mnie w dzisiejszym czytaniu dotyka bezpośrednio, to problem właściwej motywacji. Silną pokusą dla mnie jako rodzica, jest traktowanie trudu rodzicielskiego, jako inwestycji w przyszłość. Kolejny filar emerytalny. Inwestuję w dziecko, by ono czuło się zobligowane do utrzymywania mnie, gdy w końcu zacznie zarabiać więcej ode mnie. Czyż nie jest to okrojenie miłości ojcowskiej wyłącznie do biologicznych praw natury? Przy takim podejściu nie dziwi mnie niecierpliwe dreptanie rodziców współczesnych Piotrusiów Panów, którym niespieszno wyrwać się z przytulnego gniazdka.

Święty Piotrze, który również jesteś Starszym, naucz mnie podążać za naszym Mistrzem, który nie zawahał się przyjąć cierpienia, dla mojego dobra. Strąć mnie z delikatną reprymendą z tronu, gdy za bardzo upajam się rodzicielską władzą. I naucz mnie zdobywać szacunek swych dzieci autentycznym i mądrym oddaniem.