Znajomość

Wtorek w 1 tygodniu Adwentu

ocean-1149981_1280

Myślę, że dzisiaj kluczowym słowem jest znajomość. Wiadomo, bez znajomości można o wiele mniej niżby się chciało. Chodzi tu przede wszystkim o znajomości wśród wysoko postawionych ludzi. Ale i znajomość pewnych faktów może się przydać. Często wręcz jest niezbędna. Dobrze o tym wiedzą aplikujący na określone stanowiska. Referencje, koneksje, umiejętności i kwalifikacje – to podstawa.

Dzisiejsze czytania mówią o korzyściach wypływających ze znajomości Pana. To są dopiero “plecy”! Jednak tak rzadko się do tej znajomości odwołuję. Dlaczego? Wszak znajomość Pana przynosi rozwiązanie wszelkich odwiecznych konfliktów. Nawet niedźwiedzica zaprzyjaźni się choćby z taką krową. A cóż dopiero drugi człowiek ze mną. Znajomość Pana chroni od zła i krzywdy. Otwiera na rzeczy, które innym się nawet nie przyśnią. Otwiera nieziemskie perspektywy.

Jak otworzyć przed sobą te nieskończone możliwości? Jak wejść do tego uprzywilejowanego grona znajomych Boga Ojca?

To łatwe. Proste, jak dać się porwać oceanicznej fali. Duch Święty – Duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej, jak tsunami, pragnie mnie i ciebie ogarnąć. Przeniknąć na wskroś. Byśmy Nim przesiąkli.

Jeśli nie będę się przed Nim bronił, zroszony Jego mocą, choćbym był głuchym i martwym pniem – zakiełkuję pierwotną nowością.

Powiedz tylko słowo.

Poniedziałek w 1 tygodniu Adwentu.

migrants

Czy słowa setnika coś ci przypominają? To dobrze. To znak, że bywasz świadomie na mszach świętych. I ty dołączasz się do tej prośby wypowiadanej codziennie przez miliony ust. Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja.

Pan wysłuchuje tej prośby i posyła swe słowa. Bezustannie i wytrwale. Wielokrotnie i na różne sposoby. Słowa spragnione wysłuchania i zaowocowania w sercach i życiu proszących. Błąkają się one po świecie. Jak tłum migrantów, gotowych na wszystko, by dotrzeć do sytych i próżnych, zadufanych w sobie, rozleniwionych i znudzonych. Sparaliżowanych i bardzo cierpiących.

Przemawia przez Swój wybrany i umiłowany naród. Do Egipcjan, Asyryjczyków, Babilończyków, Greków i Rzymian. By wszystkie narody, również i nasz, pociągnąć do siebie, nauczyć dróg swoich i uczynić dziećmi wiary…

Żydzi? Ci chytrzy i pazerni ludzie, którzy wszędzie się wcisną, by nachapać się pieniędzy? I dla zdobycia władzy, gotowi są nawet wykorzystać holokaust? Ten naród Judaszów i faryzeuszy? Nigdy!

Pan jednak się nie zraża. Wciąż przemawia do wołających o słowo, do mnie i do ciebie, na kartach Pisma Świętego. Daje nam prawa, proroctwa, mądrości, modlitwy i przede wszystkim Dobrą Nowinę.

Biblia? Ta strasznie gruba, nudna i staroświecka książka? Jedynie efektownie wygląda na półce w salonie. A czytać ją mogą księża i świadkowie Jehowy. To nie dla mnie. Zresztą w ogóle nie lubię czytać.

Pan jest wierny i wciąż posyła swe słowa. Wybiera kapłanów, by je przekazywali, głosili i wiernie tłumaczyli.

Od kleru – tej czarnej zarazy, najlepiej się trzymać z daleka. Papież Franciszek to heretyk, nawet do pięt nie sięga NASZEMU papieżowi. A księża to złodzieje, darmozjady i pedofile.

Słowo Pana wciąż dobija się do naszych granic, jak kolejne fale migrantów. Jest na każdej ścieżce, drodze, plaży. On obdarzył każdego ochrzczonego udziałem w swej misji prorockiej. Chce mówić do mnie i do ciebie przez każde usta. Chce kierować każdymi dłońmi, by trafiać do wołających przez wszystkie napisane zdania. Być może woła do ciebie na tym blogu? Być może chce dotrzeć do adresata przez twój komentarz?

Słowo stoi u twego progu. Wypowiedz je w końcu, a będzie uzdrowiona dusza sparaliżowanego człowieka.

Czujni, zwarci, gotowi.


Pierwsza niedziela adwentu.

W ten weekend wraz z całą rodziną byliśmy w Warszawie. Wieczorem, wracając z Centrum Kopernika, zauważyliśmy pewne poruszenie pod hotelem. Zajechała tam dłuuuga limuzyna oczekując na wyjście z hotelu swego przyszłego pasażera. Musiała już tam stać dłuższą chwilę. Celebryta wyraźnie się nie spieszył. Jakby podgrzewał atmosferę. Wokół biegali podekscytowani dziennikarze z aparatami fotograficznymi. Szukali najlepszych pozycji do dobrego ujęcia.

Na drugi dzień, przed innym luksusowym hotelem, widziałem podobną scenę. Elegancka para wychodzi z budynku. Pan niedbałym ruchem podnosi rękę. Kierowca przejeżdżającej właśnie taksówki natychmiast zawraca, by zatrzymać się tuż przed parą, która nawet na chwilę nie zwolniła kroku.

Jedni czujni, uważni. Drudzy nonszalanccy, żyjący chwilą obecną. I właśnie ci pierwsi potrafią być gotowi na każdą chwilę, gdyż ci drudzy oduczyli się czekać.

Adwent to czas oczekiwania. Święty Bernard mówił o trzech przyjściach Jezusa. Pierwsze w Betlejem, trzecie w dniu ostatecznym. Drugie zaś bezustannie dokonuje się tu i teraz. Jezus jest Panem, który był, który jest i który przychodzi.

Niech ten Adwent będzie czasem, kiedy wzmocnię w sobie czujność godną paparazzich. Niech dostrzegam Jezusa i Jego działania wokół siebie. Życzę też sobie i tobie gotowości i cierpliwości taksówkarza. Bym był gotowy do służby na każde skinienie ręki.