Ty się tym zajmij.

Wpierw przeczytaj: Mt 15,29-37

Pieter_Claesz_-_Herring_with_bread_and_beer_-_1122_(OK)

Modlitwa zawierzenia „Jezu, Ty się tym zajmij!” została podyktowana przez Jezusa neapolitańskiemu kapłanowi ks. Dolindo Ruotolo w prywatnym objawieniu. W ostatnich czasach zdobywa ona coraz większą popularność wśród katolików na całym świecie. Również w Polsce. Uczy ona pełnej ufności postawy dziecka.

Boję się jednak chwil w życiu, kiedy postawę dziecięctwa bożego przemieniam w szkaradną karykaturę. Dziecięcą ufność i bezpośredniość zastępuję nastawieniem rozleniwionego i roszczeniowego bachora. Jakże wiele takich dzieci dzisiaj. „Starzy się na niczym dzisiaj nie znają. Ja wiem najlepiej jak spędzić przyjemnie czas. Ustawię się w życiu najlepiej i najprzyjemniej – po swojemu. A jeśli przyjdą jakiekolwiek kłopoty, jeśli jakichś obowiązków nie będzie się dało uniknąć – ty się tym zajmij. I to szybko!”

Tymczasem Jezus jest zawsze skory do pomocy. Nawet wtedy, gdy strzelam focha i się szarogęszę. Nie chce jednak być tylko strażakiem w momentach, gdy pali mi się grunt pod nogami. Nie chce też być tylko od wielkiego dzwonu. Chce towarzyszyć mi na dobre i na złe. Gotów jest wspierać mnie nawet w najbardziej prozaicznych sprawach. Jest przecież moim Panem w niedziele, ale i w szare dni tygodnia. Pomoże wybrać życiowe powołanie, żonę. Zasugeruje także który ubrać krawat do koszuli. Będzie wspierał w śmiertelnej chorobie, ale i pomoże przy kipiącym mleku. Towarzyszy na drodze do wieczności i w popołudniowym korku na autostradzie.

Czy to oznacza, że mam pozostawać w życiu biernym? Życie ma być czekaniem, aż w końcu Bóg ześle gwiazdkę z nieba? Znów mam przed oczami bezstresowo chowane dziecko, które leżąc przed ekranem woła ciągle „Daj! Więcej! Szybciej!”

Jezus, widząc głodny tłum, mógł jednym słowem zaradzić tej biedzie. Mógł przepełnić ich uczuciem sytości. Mógł przemienić kamienie w chleb, by każdy go miał w obfitości, pod ręką. Jednak On nie wyręcza człowieka. Nie hoduje jak tuczne zwierzę lub rybki w akwarium. Traktuje mnie serio. Czyż można inaczej kochając prawdziwie? Bym nie stracił szacunku do siebie, ponagla mnie do współpracy. Gotów jest przyjąć ode mnie nawet tak niewiele, jak te siedem chlebów. Z jednej strony to mało – wobec ogromu potrzeb. Z drugiej strony to wszystko, co mam w tej chwili.

Pomaga uskrzydlić ten blog, jeśli tylko przestanę traktować go jako własnego wymądrzania się. Jak wracam do poprzednich wpisów na tym blogu, bez wahania mogę wskazać te, które tworzyłem sam – na siłę. Wierzę jednak, że i te marne wypociny mogą przemienić twoje serce, jeśli sięgając po nie usiądziesz Bogu na kolanach i poprosisz cicho: „Poczytaj mi, Tato”.

Powiedz tylko słowo.

Poniedziałek w 1 tygodniu Adwentu.

migrants

Czy słowa setnika coś ci przypominają? To dobrze. To znak, że bywasz świadomie na mszach świętych. I ty dołączasz się do tej prośby wypowiadanej codziennie przez miliony ust. Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja.

Pan wysłuchuje tej prośby i posyła swe słowa. Bezustannie i wytrwale. Wielokrotnie i na różne sposoby. Słowa spragnione wysłuchania i zaowocowania w sercach i życiu proszących. Błąkają się one po świecie. Jak tłum migrantów, gotowych na wszystko, by dotrzeć do sytych i próżnych, zadufanych w sobie, rozleniwionych i znudzonych. Sparaliżowanych i bardzo cierpiących.

Przemawia przez Swój wybrany i umiłowany naród. Do Egipcjan, Asyryjczyków, Babilończyków, Greków i Rzymian. By wszystkie narody, również i nasz, pociągnąć do siebie, nauczyć dróg swoich i uczynić dziećmi wiary…

Żydzi? Ci chytrzy i pazerni ludzie, którzy wszędzie się wcisną, by nachapać się pieniędzy? I dla zdobycia władzy, gotowi są nawet wykorzystać holokaust? Ten naród Judaszów i faryzeuszy? Nigdy!

Pan jednak się nie zraża. Wciąż przemawia do wołających o słowo, do mnie i do ciebie, na kartach Pisma Świętego. Daje nam prawa, proroctwa, mądrości, modlitwy i przede wszystkim Dobrą Nowinę.

Biblia? Ta strasznie gruba, nudna i staroświecka książka? Jedynie efektownie wygląda na półce w salonie. A czytać ją mogą księża i świadkowie Jehowy. To nie dla mnie. Zresztą w ogóle nie lubię czytać.

Pan jest wierny i wciąż posyła swe słowa. Wybiera kapłanów, by je przekazywali, głosili i wiernie tłumaczyli.

Od kleru – tej czarnej zarazy, najlepiej się trzymać z daleka. Papież Franciszek to heretyk, nawet do pięt nie sięga NASZEMU papieżowi. A księża to złodzieje, darmozjady i pedofile.

Słowo Pana wciąż dobija się do naszych granic, jak kolejne fale migrantów. Jest na każdej ścieżce, drodze, plaży. On obdarzył każdego ochrzczonego udziałem w swej misji prorockiej. Chce mówić do mnie i do ciebie przez każde usta. Chce kierować każdymi dłońmi, by trafiać do wołających przez wszystkie napisane zdania. Być może woła do ciebie na tym blogu? Być może chce dotrzeć do adresata przez twój komentarz?

Słowo stoi u twego progu. Wypowiedz je w końcu, a będzie uzdrowiona dusza sparaliżowanego człowieka.