Relacja

Wpierw przeczytaj Łk 11,1-4

rosary-716250_960_720

Przychodzili i wciąż przychodzą do Jezusa z różnymi prośbami. Abym przejrzał! Powiedz memu bratu, by oddał moje pieniądze! Ulituj się nade mną. Chcę być bogaty. Daj mi dobrą żonę. Ulecz mnie z trądu. Tysiące próśb w tysiącach sytuacji, gdy moje potrzeby są nie zaspokojone i znikąd już nie znajduję pomocy. Jezus – ostatnia instancja, ostatnia nadzieja lub… skarbonka bez dna.

On cierpliwie wysłuchuje i zaradza brakom mojego serca. Choć jakże często nie po mojej myśli, tak małostkowej i egoistycznej.

Uczniowie, a więc ci, którzy mają odwagę podążać za Chrystusowym wezwaniem, ci którzy bacznie obserwują Jego kroki, by się do Niego jak najbardziej upodobnić, też przychodzą z prośbą. Może też coś im uwierało, czegoś brakowało, o czymś od dawna marzyli, ale nie o to prosili. Nauczyli się już bowiem, że Pan i tak zadba o nich. O wiele lepiej niż sami są w stanie sobie wyobrazić. Dlatego proszą Go o dar dobrej modlitwy. O łaskę zacieśniania relacji z Bogiem. Proszą o furtkę do absolutnej Pełni. Do spełnienia, które daje rzeczywiste i trwałe szczęście.

I otrzymują od Jezusa – najlepszego Przyjaciela dar najcenniejszy. Relacja moja z Bogiem może być najbliższa z możliwych. On może być moim Ojcem, Tatusiem.

Chleb życia

Wpierw przeczytaj J 6,41-51

eucharystia

Pisząc ten wpis, zajadam z miseczki mieszankę studencką. Moja dłoń raz za razem sięga po orzeszka, żurawinę, suszonego bananka i co tam jeszcze jest pysznego. Właściwie nie wiem, gdyż robię to mimochodem. Ani się spostrzegę w twórczym zapale, jak miseczka się opróżni. Słodycz mnie wypełni, ale nie nasyci. Jak skończę pisać i opublikuję ten wpis, szybciutko przygotuję kolację.

  • Nie wystarczy nasycić głód, trzeba się porządnie najeść.
  • Nie wystarczy wypić jeden kieliszek, trzeba się upić.
  • Nie wystarczy odwiedzić rodzinę na wsi, trzeba wykupić wczasy na Karaibach.
  • Nie wystarczy mieć telefon do rozmów, trzeba mieć najnowszy topowy model.
  • Nie wystarczy mieć 100 minut w abonamencie, trzeba mieć wszystko bez limitu.
  • Nie wystarczy mieć 110 kanałów w telewizorze, trzeba mieć jeszcze Netflixa.
  • Nie wystarczy obejrzeć dobry film po kolacji, trzeba  obejrzeć cały sezon serialu.
  • Nie wystarczy 20 sukienek w szafie, trzeba pójść wydać krocie na wyprzedażach.
  • Nie wystarczy najlepsza przyjaciółka z klasy, trzeba mieć tysiące znajomych na FB.
  • Nie wystarczy czuła noc z żoną, trzeba szukać inspiracji w pornografii.
  • Nie wystarczy pensja z pracy, trzeba dodatkowych fuch, etatów, nadgodzin i przekrętów finansowych.

Wyliczanka ta nie ma końca. Tak jak nienasycone jest nasze ciało. Ciągle chcemy więcej, gdyż ciągle nam mało. Ciągle mamy powody do narzekań i szemrań. Dłoń sięga raz za razem do miseczki i za chwilę uderza o puste dno. Ciało pęcznieje, lecz i apetyt rośnie w miarę jedzenia. Co innego mój duch.

  • Dlaczego duch nie jest tak nienasycony?
  • Dlaczego nie odczuwam tak nieprzepartego głodu Jezusa?
  • Dlaczego siedem razy przebaczać, to wciąż dla Pana za mało?
  • Dlaczego dłuży mi się Msza święta i każda modlitwa?
  • Dlaczego sądzę, że jedna przyjęta Eucharystia wystarczy mi jak Eliaszowi na czterdzieści dni i nocy wędrówki, a może i dłużej?
  • Dlaczego wciąż zawężam listę bliźnich wartych szczypty mej miłości?

Obym przesadnie dbając o zachcianki ciała, nie zagłodził się z dala od jedynego chleba życia – Jezusa.

 

Dobrze, że tu jesteśmy

Wpierw przeczytaj Mk 9, 2-10

camping-2581242_1280

Zachwycony widokiem przemienionego Jezusa Piotr chciał zatrzymać czas, utrwalić tę cudowną chwilę. Niebo przed nim się otworzyło, chciał je zachować na dłużej. Chciał postawić trzy namioty, by zamknąć w nich Jezusa, Mojżesza i Eliasza. By móc ich podziwiać, rozpytywać, prosić, za każdym razem, gdy tego dusza zapragnie. Wystarczy „zapukać” do odpowiedniego namiotu. Chwilo, trwaj!

Niejednokrotnie doświadczam cudu. Blask z nieba wprost pada na moją twarz. Jest tak słodko i błogo na modlitwie. Wydaje mi się, że nie tyle wyczuwam bliskość dobrego Boga, ile chwytam Go mocno za pięty i nie chcę już więcej puścić, by mieć Go całkowicie dla siebie. Wspaniała modlitwa, rozmodlona wspólnota, adoracja, podniosły śpiew, rekolekcje, cytat z Pisma Świętego, który jest jak strzał w dziesiątkę, zapierający dech w piersiach widok, czyjeś cudowne świadectwo… Chwilo, trwaj!

Zazwyczaj ta chwila trwa tak krótko. Tak jak Piotr schodzę z własnej góry Tabor do codzienności. Z tęsknotą wołam potem „Przyjdź Jezu, wołam Cię, przyjdź!” „Duchu Święty zstąp!” Czekam, tęsknię. Zapominam o tych cudownych chwilach, tracę cierpliwość, wątpię…

Zaraz, zaraz! Czy Bóg mnie opuścił? Czy został z Eliaszem i Mojżeszem na górze Tabor, przeganiając mnie z powrotem do portu w Kafarnaum? Przecież Jezus schodzi ze mną, towarzyszy mi, tłumaczy, przykazuje. To ja uciekam od Niego swoimi myślami. Zostawiam Go dla własnych spraw. Jak głupi ślepiec wołam Go, skarżąc się, że nie otrzymuję właśnie tego i teraz, czego akurat pragnę. Przecież jestem wciąż w Jego ramionach? Wołam rozpaczliwie: Przyjdź!

On stoi u drzwi mego serca i cierpliwie kołacze. Czeka na moje przemienienie.