Relacja

Wpierw przeczytaj Łk 11,1-4

rosary-716250_960_720

Przychodzili i wciąż przychodzą do Jezusa z różnymi prośbami. Abym przejrzał! Powiedz memu bratu, by oddał moje pieniądze! Ulituj się nade mną. Chcę być bogaty. Daj mi dobrą żonę. Ulecz mnie z trądu. Tysiące próśb w tysiącach sytuacji, gdy moje potrzeby są nie zaspokojone i znikąd już nie znajduję pomocy. Jezus – ostatnia instancja, ostatnia nadzieja lub… skarbonka bez dna.

On cierpliwie wysłuchuje i zaradza brakom mojego serca. Choć jakże często nie po mojej myśli, tak małostkowej i egoistycznej.

Uczniowie, a więc ci, którzy mają odwagę podążać za Chrystusowym wezwaniem, ci którzy bacznie obserwują Jego kroki, by się do Niego jak najbardziej upodobnić, też przychodzą z prośbą. Może też coś im uwierało, czegoś brakowało, o czymś od dawna marzyli, ale nie o to prosili. Nauczyli się już bowiem, że Pan i tak zadba o nich. O wiele lepiej niż sami są w stanie sobie wyobrazić. Dlatego proszą Go o dar dobrej modlitwy. O łaskę zacieśniania relacji z Bogiem. Proszą o furtkę do absolutnej Pełni. Do spełnienia, które daje rzeczywiste i trwałe szczęście.

I otrzymują od Jezusa – najlepszego Przyjaciela dar najcenniejszy. Relacja moja z Bogiem może być najbliższa z możliwych. On może być moim Ojcem, Tatusiem.

Dobrze, że tu jesteśmy

Wpierw przeczytaj Mk 9, 2-10

camping-2581242_1280

Zachwycony widokiem przemienionego Jezusa Piotr chciał zatrzymać czas, utrwalić tę cudowną chwilę. Niebo przed nim się otworzyło, chciał je zachować na dłużej. Chciał postawić trzy namioty, by zamknąć w nich Jezusa, Mojżesza i Eliasza. By móc ich podziwiać, rozpytywać, prosić, za każdym razem, gdy tego dusza zapragnie. Wystarczy „zapukać” do odpowiedniego namiotu. Chwilo, trwaj!

Niejednokrotnie doświadczam cudu. Blask z nieba wprost pada na moją twarz. Jest tak słodko i błogo na modlitwie. Wydaje mi się, że nie tyle wyczuwam bliskość dobrego Boga, ile chwytam Go mocno za pięty i nie chcę już więcej puścić, by mieć Go całkowicie dla siebie. Wspaniała modlitwa, rozmodlona wspólnota, adoracja, podniosły śpiew, rekolekcje, cytat z Pisma Świętego, który jest jak strzał w dziesiątkę, zapierający dech w piersiach widok, czyjeś cudowne świadectwo… Chwilo, trwaj!

Zazwyczaj ta chwila trwa tak krótko. Tak jak Piotr schodzę z własnej góry Tabor do codzienności. Z tęsknotą wołam potem „Przyjdź Jezu, wołam Cię, przyjdź!” „Duchu Święty zstąp!” Czekam, tęsknię. Zapominam o tych cudownych chwilach, tracę cierpliwość, wątpię…

Zaraz, zaraz! Czy Bóg mnie opuścił? Czy został z Eliaszem i Mojżeszem na górze Tabor, przeganiając mnie z powrotem do portu w Kafarnaum? Przecież Jezus schodzi ze mną, towarzyszy mi, tłumaczy, przykazuje. To ja uciekam od Niego swoimi myślami. Zostawiam Go dla własnych spraw. Jak głupi ślepiec wołam Go, skarżąc się, że nie otrzymuję właśnie tego i teraz, czego akurat pragnę. Przecież jestem wciąż w Jego ramionach? Wołam rozpaczliwie: Przyjdź!

On stoi u drzwi mego serca i cierpliwie kołacze. Czeka na moje przemienienie.