Dodaj wiary.

Wpierw przeczytaj: Łk 17, 1-6

2017-05-15-10-02-30-900x675

Wybierając grzech, nie jestem masochistycznym samobójcą. Wybieram go, gdyż tak chcę. Bo tak łatwiej, przyjemniej. Z mojego, egoistycznego punktu widzenia. Pierwszym krokiem walki z słabością jest wyjść z tego kręgu sobiepaństwa. Każdy mój grzech, nawet ten najbardziej prywatny, skrywany, oddziaływuje bowiem na innych. Ma znaczenie w moich relacjach z bliskimi i obcymi. Niech w końcu dotrze do mnie, że jako chrześcijanin, grzesząc, staję się zgorszeniem dla innych. Jako ojciec daję zły wzór swoim synom, jako mąż zniechęcam żonę. Cóż dopiero jako aktywny parafianin. Czy się stoi, czy się leży, to świadectwo się należy. Może mi to powiedzieć każdy mijający mnie na ulicy przechodzień. Możesz rzucić mi w twarz i ty.

A wtedy pozostaje chwycić ten obciążający mnie wyrok jak kamień młyński w garść i z wysiłkiem i bólem rzucić w otchłań morską. Grzechowi zadać śmierć w odmętach Bożego Miłosierdzia. Jedyne to rozsądne wyjście.

Jakże często jednak, zamiast wziąć się za siebie, z dociekliwością godną detektywa śledzę błędy innych. Gorsi ode mnie mają się stać drabiną do samousprawiedliwienia. Dlatego tak chętnie obnoszę się z poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości, jaka mnie choćby draśnie. Tymczasem tak uzyskane samousprawiedliwienie, że wszyscy grzeszą, a niektórzy dużo gorzej ode mnie, nie prowadzi do pokoju. Gwałcone w ten sposób sumienie krzyczy rozpaczliwie. Żal winowajcy ma budzić pokój, a nie dziką satysfakcję. Satysfakcję, która wznosi mury, a nie łączy.

Rady ewangeliczne są tak oczywiste. Trudno jednak się zmienić. Staram się. Kolejne zrywy poprawy szybko się kończą potknięciem o stare nawyki. Własną mocą nigdy mi się nie uda osiągnąć szczytów doskonałości. Potrzebna jest wiara.

Zamiast pochodni wiary w najlepszym wypadku zdobywam się jedynie na drobne iskierki, które tak szybko gasną.

Dodaj mi wiary, Panie!

Jego wsparcie jest jak nieprzebrany ocean łatwopalnej cieczy. Jeśli iskierka mojej wiary skieruje się wprost do Niego, nastąpi nieuchronna eksplozja łaski. Każdy cud stanie się rzeczywistością.

Zamiast zgorszeniem, stanę się zwierciadłem wskazującym Pana. Zamiast mącicielem rozsiewać będę pokój. Zamiast niedowiarkiem stanę się uczniem wiernie podążającym za Mistrzem.

 

Z celnikami i grzesznikami.

Sobota w 1 tygodniu zwykłym.
Mk, 2, 13-17

Szymon Zelota

To pytanie na uczcie u celnika Lewiego nie zadawali sobie wyłącznie uczeni w Piśmie i faryzeusze. Zrodziło się też ono w sercach uczniów. Trzeba być naiwniakiem, żeby sobie wyobrażać, że pozytywna odpowiedź na Jezusowe powołanie przemienia w jednej chwili w człowieka absolutnie świętego. Bycie uczniem Jezusa nie uodpornia na pokusy, nie prostuje momentalnie zawiłości błędnego myślenia, nie uwalnia od skłonności do grzechu. Judasz mający słabo wykształcone poczucie uszanowania cudzej własności, nawet jako apostoł grzebał w cudzej skarbonie. Piotr nie od razu przestał być w gorącej wodzie kąpanym pyszałkiem. Szymonowi Zelocie pewnie otwierał się scyzoryk w kieszeni na widok Rzymianina.

Ów Szymon Apostoł to jeden z najmniej znanych apostołów. Dziś zazwyczaj do jego imienia dodajemy przydomek Gorliwy. W Ewangelii wg świętego Łukasza jednak nazwany jest inaczej. Szymon Zelota. Zeloci to ugrupowanie w rzymskiej Palestynie. Stawiali sobie za cel walkę z Rzymianami oraz Żydami, którzy kolaborowali z okupantem. Byli święcie przekonani, że poddanie się niewoli oznacza zaparcie się Boga — jedynego władcy Izraela. Wierzyli również, że przez walkę przyspieszą przyjście Mesjasza. Najbardziej radykalni, nomen omen gorliwi, spośród nich utworzyli najstarszą na świecie organizację terrorystyczną. Podczas świątecznych zgromadzeń, w tłoku sztyletowali oskarżonych o współpracę z Rzymianami. Po czym rozpływali się w tłumie. Skąd ja to znam. Ach ten Bliski Wschód!

Szymon być może rozpoznawszy w Jezusie oczekiwanego Mesjasza, aż rwał się do boju. Spodziewał się, że zwycięstwo przyjdzie wkrótce. Jako jeden z Jezusowych dowódców pogoni precz okupantów i zdrajców. Takich jak Lewi. Wzywanie do nawrócenia i pojednania z Bogiem może go trochę niecierpliwiło. Znając jednak historię swego narodu, ten gorący patriota wiedział, że tylko czystość religijna daje gwarancje Bożej pomocy w walce. Może widząc Jezusa uwalniającego Żydów od chorób, wyobrażał sobie, że z taką samą łatwością wygubi legiony zarazą. Jak Asyryjczyków króla Sennacheryba walczących z Judeą (2Krl 19,35). Jakże trudna zatem musiała być dla niego lekcja z domu Lewiego. Zrozumiał ją jednak. Pojął bowiem, że straszniejszą niewolą jest każda nienawiść i wrogość we własnym sercu.

Przeraża mnie ciągle wzrastająca nienawiść w polskim społeczeństwie. Podział i chęć konfrontacji. Coraz ostrzejsze są padające słowa. Jak kule wystrzeliwane w swego oponenta. Obelgi i pomówienia wbijane jak sztylety w plecy. Wszystko pod sztandarami patriotyzmu, obrony wiary, wolności i demokracji. Czy pan Petru, Niesiołowski i Kijowski przyjęliby zaproszenie Jezusa na ucztę pojednania z działaczami PIS? Czy słuchacze Radia Maryja na zaproszenie Jezusa zaangażowaliby się w działalność charytatywną z Owsiakiem i Biedroniem? Czy ja sam jestem gotowy do przebaczenia i pojednania?

Święci Mateuszu i Szymonie, módlcie się za nami. Módlcie się za mną.