Dziedzictwo Abrahama

Łk 6,37-49
KKK 62-64

  • Bardzo głośno jest w tych dniach o Izraelu. Świat dzieli się na tych, którzy oskarżają armię izraelską o zbrodnię ludobójstwa w Gazie oraz tych, którzy zarzucają tym pierwszym antysemityzm. Nie będę się wypowiadać, która strona ma rację, gdyż nie o tym jest ten blog. Chcę tylko zwrócić uwagę, że przez tysiąclecia ten niewielki naród cały czas wzbudza jakąś kontrowersję.  Trudno wobec nich przejść obojętnie. Niejednokrotnie znacznie silniejsze narody próbowały zmieść ich z powierzchni ziemi. Począwszy od faraona z czasów Mojżesza. Rzymianom udało się ich rozproszyć po całym świecie i odebrać nadzieję na powrót do swojej ziemi. Pomimo tego, po prawie dwóch tysiącach lat, udało im się utworzyć państwo Izrael. Na ziemiach, które przez poprzednie stulecia, trwające dłużej niż cała historia Polski, stały się ojczyzną Palestyńczyków.
  • Trudno się zgodzić z obecną polityką Izraela, który wykorzystując swą przewagę militarną i poparcie największego mocarstwa, konsekwentnie dąży do ostatecznego wyeliminowania przeciwników. Sumienie natychmiast mi podpowiada, by stanąć po stronie słabszego. Choć przyznać muszę, że ten słabszy wiele uczynił, by sprowokować brutalny atak. Rozumiem dobrze głosy potępienia akcji militarnej w Gazie dobiegające z całego świata. Burzę się jednak wewnętrznie, gdy krytyka polityki konkretnego rządu, przeradza się w niechęć do całego narodu.
  • Urodziłem się i spędziłem całe dzieciństwo w Będzinie. Miasto to przed wojną było ważnym centrum dla mniejszości żydowskiej w II Rzeczypospolitej. Akurat w moim mieście stanowili oni zdecydowaną większość, która została praktycznie unicestwiona podczas Holokaustu. Dziś miasto ponownie zaczyna się przyznawać do swego żydowskiego dziedzictwa. Tej historii nie da się bowiem wymazać, jakby się nie wydarzyła. Kultura żydowska wycisnęła trwały ślad. Ten klimat w którym dorastałem pewnie sprawia, że z szacunkiem spoglądam na historię narodu żydowskiego. Przyznać muszę, że jego trwałość wobec przeciwności losu jest zadziwiająca. Respekt też budzi, wielki tu odsetek ludzi obdarzonych szczególnymi talentami, w dziedzinie nauki, sztuki, ekonomii. Wytłumaczenie zdaje się być tylko jedno. Skoro Bóg wybrał ich przed wiekami, to Jego opieka ciągle nad nimi trwa, gdyż Bóg nie zmienia zdania. Potomstwo Abrahama ciągle jest Ludem Wybranym.
  • Jezus w rozmowie z Nikodemem oznajmił, że mieszkańcy Jego Królestwa muszą się narodzić na nowo. Nie z ciała, ale z wody i z Ducha. Temu nowemu potomstwu, Abraham przekazał nie tyle swe geny, co wiarę. Wszyscy wierzący w Boga są niejako wszczepieni w potomstwo tego patriarchy. Abraham jest nie tylko przodkiem narodu żydowskiego. W zamyśle Boga stał się ojcem wszystkich wierzących w jednego Boga – Stworzyciela nieba i ziemi. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, zarówno Żydzi jak i Arabowie wierzą w tego samego Boga. Choć inaczej Go nazywają. Obydwa narody wywodzą się od Abrahama. Również my, jako chrześcijanie, choć nie jesteśmy semitami, przyznajemy się do tego patriarchy. Bóg ofiarował mu Ziemie Świętą. Jest to decyzja nieodwołalna. A zatem wszystkie strony konfliktu mają jednakowe prawo do tej Ziemi Obiecanej jako do swej ojcowizny.
  • Niestety, tak Palestyńczycy jak i Izraelici żadną miarą nie są w stanie patrzeć na siebie jak na braci. Koncentrują się wyłącznie na tym co ich dzieli. Choć mają wspólną ojczyznę, patrzą na siebie jak na śmiertelnych wrogów. Sądzą, oskarżają, potępiają. Oślepieni tą nienawiścią wodzą się nawzajem wprost do dołu nieszczęścia i śmierci. Ta nienawiść rodzi straszne owoce. Gdyby jednak obydwie strony oparły się na tym wspólnym fundamencie jakim jest Bóg, który ich wybrał w Abrahamie, zamiast ruin i pustyni mielibyśmy wokół Jerozolimy wspaniały i trwały wspólny dom.

Z celnikami i grzesznikami.

Sobota w 1 tygodniu zwykłym.
Mk, 2, 13-17

Szymon Zelota

To pytanie na uczcie u celnika Lewiego nie zadawali sobie wyłącznie uczeni w Piśmie i faryzeusze. Zrodziło się też ono w sercach uczniów. Trzeba być naiwniakiem, żeby sobie wyobrażać, że pozytywna odpowiedź na Jezusowe powołanie przemienia w jednej chwili w człowieka absolutnie świętego. Bycie uczniem Jezusa nie uodpornia na pokusy, nie prostuje momentalnie zawiłości błędnego myślenia, nie uwalnia od skłonności do grzechu. Judasz mający słabo wykształcone poczucie uszanowania cudzej własności, nawet jako apostoł grzebał w cudzej skarbonie. Piotr nie od razu przestał być w gorącej wodzie kąpanym pyszałkiem. Szymonowi Zelocie pewnie otwierał się scyzoryk w kieszeni na widok Rzymianina.

Ów Szymon Apostoł to jeden z najmniej znanych apostołów. Dziś zazwyczaj do jego imienia dodajemy przydomek Gorliwy. W Ewangelii wg świętego Łukasza jednak nazwany jest inaczej. Szymon Zelota. Zeloci to ugrupowanie w rzymskiej Palestynie. Stawiali sobie za cel walkę z Rzymianami oraz Żydami, którzy kolaborowali z okupantem. Byli święcie przekonani, że poddanie się niewoli oznacza zaparcie się Boga — jedynego władcy Izraela. Wierzyli również, że przez walkę przyspieszą przyjście Mesjasza. Najbardziej radykalni, nomen omen gorliwi, spośród nich utworzyli najstarszą na świecie organizację terrorystyczną. Podczas świątecznych zgromadzeń, w tłoku sztyletowali oskarżonych o współpracę z Rzymianami. Po czym rozpływali się w tłumie. Skąd ja to znam. Ach ten Bliski Wschód!

Szymon być może rozpoznawszy w Jezusie oczekiwanego Mesjasza, aż rwał się do boju. Spodziewał się, że zwycięstwo przyjdzie wkrótce. Jako jeden z Jezusowych dowódców pogoni precz okupantów i zdrajców. Takich jak Lewi. Wzywanie do nawrócenia i pojednania z Bogiem może go trochę niecierpliwiło. Znając jednak historię swego narodu, ten gorący patriota wiedział, że tylko czystość religijna daje gwarancje Bożej pomocy w walce. Może widząc Jezusa uwalniającego Żydów od chorób, wyobrażał sobie, że z taką samą łatwością wygubi legiony zarazą. Jak Asyryjczyków króla Sennacheryba walczących z Judeą (2Krl 19,35). Jakże trudna zatem musiała być dla niego lekcja z domu Lewiego. Zrozumiał ją jednak. Pojął bowiem, że straszniejszą niewolą jest każda nienawiść i wrogość we własnym sercu.

Przeraża mnie ciągle wzrastająca nienawiść w polskim społeczeństwie. Podział i chęć konfrontacji. Coraz ostrzejsze są padające słowa. Jak kule wystrzeliwane w swego oponenta. Obelgi i pomówienia wbijane jak sztylety w plecy. Wszystko pod sztandarami patriotyzmu, obrony wiary, wolności i demokracji. Czy pan Petru, Niesiołowski i Kijowski przyjęliby zaproszenie Jezusa na ucztę pojednania z działaczami PIS? Czy słuchacze Radia Maryja na zaproszenie Jezusa zaangażowaliby się w działalność charytatywną z Owsiakiem i Biedroniem? Czy ja sam jestem gotowy do przebaczenia i pojednania?

Święci Mateuszu i Szymonie, módlcie się za nami. Módlcie się za mną.