Nie róbcie targowiska

Środa w 32 tygodniu zwykłym.

blurred-21619_640.jpg

 

Jak wynika z raportu „Agentki Cyfrowej Zmiany: Kompetencje cyfrowe kobiet w Polsce”, 88 proc. kobiet w wieku 16-24 korzysta  z komputera codziennie, co stanowi wynik najlepszy w Unii Europejskiej. Są to dane z początku tego roku znalezione w internecie.

Kolejna rzecz wyszukana w sieci. Okazuje się, że codziennie czytam ponad 150 artykułów w czytniku RSS. Do tego śledzenie na bieżąco wyników meczów w najsilniejszych ligach piłkarskich Europy. Ze wszystkimi strzelcami bramek. Ikonki w pasku adresu przeglądarki bezustannie podają mi aktualne dane, co do ilości otwieranych stron, zablokowanych okienek, wejść na WordPressa. Ponadto dane z Windowsa w postaci temperatury procesora, ilości wolnej pamięci RAM i obciążenia procesora. Przychodzące maile, wiadomości na czacie, facebooku, aktualizacje programów.

To dopiero komputer. A jeszcze zalew informacji ze smartfonu, telewizora, prasy. Wszędobylskie reklamy. Strumieniowo puszczana muzyka, przeplatana śmiesznymi filmikami z sieci. Byle przypadkiem nie oszołomiła mnie cisza.

Nawet w trakcie Mszy świętej. Ba! Podczas modlitwy indywidualnej, myśli krążą jednocześnie wokół tysiąca mniej i bardziej ważnych spraw. Niby walczę z rozproszeniami. Ale skuteczniej rozpraszam się na atomy nieuwagi i banału.

Tęsknię za usłyszeniem w tym gwarze głośniejszym niż rwetes bliskowschodnich bazarów świstu Jezusowego bicza. Niech wbije mi do głowy, że moje ciało, serce i mój umysł to świątynia Ducha Świętego. Niech nie robię ze swego życia targowiska.

Któż z was

Wtorek w 32 tygodniu zwykłym

butler-675452_640.jpgPoczątek tych słów Jezusa od razu nasunął mojej pamięci słowa pojawiające się dwa rozdziały wcześniej w Łukaszowej Ewangelii. Te o zaginionej owcy i zgubionej drachmie. Albo jeszcze inne: “Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.” Wszystkie te frazy przedstawiają człowiekowi sytuacje niewyobrażalne. Prawie niedorzeczne.

Porzucenie 99 owiec na rzecz tej krnąbrnej “czarnej owcy”. Spraszanie gości i urządzanie imprezy po znalezieniu równowartości 100zł. Bycie bez grzechu.

Podobnie ów dzisiejszy właściciel, który przygrzewa garnek z obiadem, by nakarmić wypatrywanych z niecierpliwością najemników i niewolników. Nie jak pan, lecz dobry ojciec. A jeszcze lepiej – troskliwa matka.

Tak postępować tylko może ktoś bezgranicznie przepełniony bezinteresowną miłością. Nie liczący się z własnym interesem i wygodą. Ktoś dobry jak Bóg, który kocha nie oczekując niczego w zamian. Gdyż nic nie mogę Mu zaoferować, czego sam nie otrzymałem od Niego wcześniej.

Moje dobre uczynki niejako są dla Boga “nieużyteczną służbą”. Nie są walutą, za którą kupię sobie miłosierdzie i lata odpustu. Wykonuję tylko to, co i tak jest moim obowiązkiem. Utrudzony tymi obowiązkami. Tą orką na własnym poletku i pasterską harówką nad cudzymi owcami, w końcu wrócę do Domu Ojca. A tam zaskoczy mnie suto zastawiony stół. Posiłek nie dla sługi liczącego na najbardziej opłacalny “wikt i opierunek”, z trzynastką i wczasami pod gruszą.

Jak ziarnko gorczycy

Poniedziałek w 32 tygodniu zwykłym.

cubbington-pear-tree

  • Pan odpowiada na prośby w zaskakujący sposób. Z jednej strony stawia jakże trudny w swej prostocie warunek do spełnienia. Z drugiej zaś strony oferuje obietnicę ponad wyobrażenia. Przecież nie  proszę Go o cud na miarę rozkazywania drzewom. Czy w tym paradoksie nie jest może ukryta wskazówka, że poprzeczka zawieszona na wysokości ziarna gorczycy, to nie minimum kwalifikacyjne? Wszak hojność Boga nie zna granic w odpowiadaniu na moją wiarę.
  • Pojedyncze ziarno gorczycy to tak niewiele. Nawet mistrz kuchni z tego jednego składnika nie wymyśli obiadu. Na samej gorczycy doświadczyłbym tylko goryczy. Wiara, jak gorczyca, ma właściwości lecznicze. Dodaje smaku. Najlepszy jednak sos na nic się zda, jeśli danie główne będzie liche. Ode mnie zależy jak pyszna będzie strawa na całe życie. Nie chcę serwować luksusowej musztardy do rowerowej dętki z grilla.
  • Uderza mnie fakt, że Jezus ową mocno zakorzenioną morwę, która stanowi zawadę i przeszkodę, nie chce unicestwić, ale przesadzić. I to w miejsce tak zaskakujące jak morskie bałwany. Wszystko ma bowiem jakiś ukryty sens, zgodny z Bożym zamysłem. To wiara pozwala go odkryć. I poukładać poszczególne klocki zwyczajności według najlepszego porządku. Gdzie nawet zawalidrogi mogą się stać ostatnią deską ratunku dla rozbitka.