Siedmiu braci

32 niedziela zwykła rok C
foggy-road.jpg

  • Trudne chwile po prostu zdarzają się. Jest to naturalna kolej rzeczy. I dotyczy to nie tylko prześladowań. Taka jest konsekwencja moich wyborów, praw natury, zwłaszcza mojej ludzkiej – skażonej grzechem pierworodnym. Trudności zdarzają się, czy chcę tego, czy nie. To jest często ode mnie niezależne. Moim i twoim zadaniem jest godnie stawić trudnościom czoła. Jak owa machabejska rodzina.
  • Jest ich siedmiu. A więc w znaczeniu biblijnym –  wielu. To nie jest tak, że tylko my mamy pecha. Że zły uwziął się jakoś szczególnie na mnie. Że ta właśnie pokusa krąży dokoła, czyhając aby pożreć właśnie mnie. To nie jest tak, że walkę toczę sam. Mam wielu braci i Matkę Kościół. I to nie tylko jako kibiców, sędziów widowiska wewnętrznej walki. Ale współtowarzyszy znojów. Zacnych sojuszników.
  • A pokusa może być kusząco banalna. Czy świat się zawali jeśli przekąszę troszkę wieprzowiny? Przecież tu nie chodzi o publiczne palenie krzyży, zabijanie współbraci czy profanację najwyższych wartości. Nie na darmo się mówi, że diabeł tkwi w szczegółach.

Oko


Boże oczy obrócone. Dzień i noc patrzą w tę stronę, gdzie moja niedołężność ratunku czeka. I nie tylko patrzą z sadystycznym zaciekawieniem. Wpadłem bowiem Bogu w oko i patrzy na mnie z miłością. Zachowuje mój obraz i strzeże jak źrenicy oka.

Boża Opatrzność to nie rodzaj reality-show. Pan Bóg to nie big brother, ale Ojciec, który czuwa. Bez zbędnej nadopiekuńczości. Jego skrzydła nas osłaniają, lecz nie wyręczają w samodzielnym chodzeniu.