Wtorek w 32 tygodniu zwykłym
Początek tych słów Jezusa od razu nasunął mojej pamięci słowa pojawiające się dwa rozdziały wcześniej w Łukaszowej Ewangelii. Te o zaginionej owcy i zgubionej drachmie. Albo jeszcze inne: “Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.” Wszystkie te frazy przedstawiają człowiekowi sytuacje niewyobrażalne. Prawie niedorzeczne.
Porzucenie 99 owiec na rzecz tej krnąbrnej “czarnej owcy”. Spraszanie gości i urządzanie imprezy po znalezieniu równowartości 100zł. Bycie bez grzechu.
Podobnie ów dzisiejszy właściciel, który przygrzewa garnek z obiadem, by nakarmić wypatrywanych z niecierpliwością najemników i niewolników. Nie jak pan, lecz dobry ojciec. A jeszcze lepiej – troskliwa matka.
Tak postępować tylko może ktoś bezgranicznie przepełniony bezinteresowną miłością. Nie liczący się z własnym interesem i wygodą. Ktoś dobry jak Bóg, który kocha nie oczekując niczego w zamian. Gdyż nic nie mogę Mu zaoferować, czego sam nie otrzymałem od Niego wcześniej.
Moje dobre uczynki niejako są dla Boga “nieużyteczną służbą”. Nie są walutą, za którą kupię sobie miłosierdzie i lata odpustu. Wykonuję tylko to, co i tak jest moim obowiązkiem. Utrudzony tymi obowiązkami. Tą orką na własnym poletku i pasterską harówką nad cudzymi owcami, w końcu wrócę do Domu Ojca. A tam zaskoczy mnie suto zastawiony stół. Posiłek nie dla sługi liczącego na najbardziej opłacalny “wikt i opierunek”, z trzynastką i wczasami pod gruszą.
