Czyż Bóg nie weźmie w obronę?

 Sobota w 32 tygodniu zwykłym.


Udziel mi Panie pomocy w ucisku, bo próżna jest pomoc ludzka. Marnie bowiem wychodzę, gdy na własną rękę próbuję nad wszystkim zapanować. A już zupełnie wychodzę na głupca, gdy chowam głowę w piasek. Lub udaję, że pada deszcz, gdy wróg pluje mi w twarz.
Wdowa z dzisiejszej przypowieści uczy mnie rozsądku w obliczu zbyt trudnych kłopotów. Nie zadowala się półśrodkami. Konsekwentnie szuka pomocy u najlepszego fachowca w sprawie.

A któż zna lepszego obrońcę niż Bóg? Ja osobiście polecam. Sprawdzony i niedrogi.

Czy jednak starczy mi tej wiary, gdy przyjdzie?

Abyście nie utracili.

Piątek w 32 tygodniu zwykłym.

6757871357_f3f060a40c_b.jpg

 

Zabezpieczenie środków finansowych na dzień dzisiejszy i przyszłość, to jeden z głównych motorów działania. I jedno z głównych źródeł życiowych stresów. Wszak po to wpierw się uczyłem, a teraz pracuję, by otrzymać wystarczającą zapłatę. Nie zawsze jest to możliwe, więc konieczna jest umiejętność racjonalnego gospodarowania tym, co  posiadam. Szastanie pieniędzmi na prawo i lewo może jest przyjemne, ale źle świadczy o człowieku. Tak postępują tylko lekkoduchy, albo złodzieje. Nie chcę być tak klasyfikowany więc oszczędzam i pomnażam.

To prawo dotyczy nie tylko kasy. Zabezpieczać muszę wszelką wartość, którą w trudzie zdobyłem. Począwszy od życia i ciała – tu postępuję rozsądnie, gdy dbam o zdrowie. Cennym kapitałem jest również rodzina. Zaniedbanie jej, to początek kryzysu, który niejednego doprowadził do bankructwa.

Odzyskanie utraconej wolności w postaci Ojczyzny zajęło Polakom 123 długich i trudnych lat. Brak patriotyzmu i solidarności narodowej, to jak trwonienie dorobku wielu pokoleń.

I w końcu wartości duchowe. Gdy zostawiam je na boku, staję się wewnętrznie martwy. Leżę wtedy jak cuchnąca padlina i czekam, aż rozdziobią mnie sępy i inne ptactwo.

Z musu, czy dobrowolnie.

Czwartek w 32 tygodniu zwykłym

Dotline_no_amberine_red.jpg

 

To odwieczny dylemat rodzica. A myślę, że szczególnie ojca. Wymagać, czy nie wymagać? Oto jest pytanie. Jako ten starszy, naturalnym jest, że muszę odpowiadać za swoje dziecko. Niejako swoją odpowiedzialnością obejmuję nie tylko siebie, ale pokrywam też braki odpowiedzialności u swego dziecka. Wynikają one z braku wiedzy, doświadczenia i tego wszystkiego, co kiedyś określało się terminem “pstro w głowie”. Gdy syn chce wyjść z domu pomimo mrozu bez czapki, to moja w tym głowa, by czapka trafiła na jego głowę. On myśli w tej chwili o zepsuciu swojej wyżelowanej fryzurze. Ja nauczony doświadczeniem wiem, że u obłożnie chorego nawet najlepszy grzebień nie pomoże, by wyglądać dobrze. Więc warto zadbać o swoje zdrowie. A właściwie o zdrowie swojego nastolatka.

Tylko jak to wyegzekwować? Jedna szkoła to metoda survivalu i wojskowej musztry. Wykorzystuję autorytet. I mocą tej rodzicielskiej władzy, robię z synów zdyscyplinowanych, twardych mężczyzn.

Drugą szkołę zaprezentował mi święty Paweł w stosunku do Filemona. Mógł mu posłać “biskupi dekret” pozbawiający go praw własności do Onezyma. Z kazaniem o równości wszystkich ludzi i wyższości ubóstwa. Zamiast tego odwołał się do jego dobrej woli. A może przedstawił mu prośbę z gatunku tych nie do odrzucenia? Może grzecznie postawił Filemona “pod ścianą”, egzaminując jego wolę, czy już jest wystarczająco dobra? Po latach trudu wychowawczego.

Trudno odpowiedzieć na to hamletowskie pytanie. “Wymagać, czy nie wymagać.” Każda błędna próba może się skończyć kiepsko. Nie tylko dla wychowanka.