O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Stosownie do czasu

Święto Świętych Młodzianków.

Nicolas_Poussin_-_Massacre_des_Innocents

Święci Młodziankowie. Nie wiadomo jak ich wielu. Nie wiadomo jak wyglądali. Nie wiadomo kim byli ich rodzice. Nie wiadomo nawet jak mieli na imię. Wiem jednak, że są święci. Beztrosko bawią się w niebieskiej piaskownicy pod troskliwym i pełnym miłości spojrzeniem swego Kolegi z betlejemskiego podwórka. A skoro święci, to znaczy, że szczęśliwi. I ofiarowani mi gratis, jako wzór do osiągnięcia szczęścia.

Dziś świętość kojarzy się przeważnie z bohaterami barokowych obrazów w kościołach. Naśladowanie ich przez zwykłego człowieka, skończy się, co najwyżej, świętoszkowatością. Tłumacząc z Moliera na język współczesnych liberalnych komediantów– naiwnym łbem przykrytym moherowym beretem.

Przeciętni katolicy, pogodzeni z dolą grzesznika, mają też inne wyobrażenia. Święty to mistyk wymęczony postami. Cudotwórca, albo przynajmniej stygmatyk. Z kolanami twardszymi niż końskie kopyta od klęczenia. I znajomością Pisma Świętego w jednym paluszku. Najlepiej w językach oryginalnych. Święty to żebrak rozdający ostatni kęs i ostatnią koszulę. To bywalec szpitali i przytułków, z czułością całujący stopy trędowatych. Oczywiście do tego dokładają dziewicę, która nawet nie spojrzy na mężczyznę. Kryjącą się za grubym welonem, by nikt w niej nie dostrzegł kobiety. Albo matka gotowa umrzeć, by spełnić swoje posłannictwo i wydać na świat kolejne dziecko. Niby wszystko prawda. Niby wszystko podparte przykładami. Ale czy tak sobie wyobrażam swoją drogę do szczęścia?

Cała tak postrzegana świętość wydaje się tak nieosiągalna i nierealna, że nie warto nawet próbować jej osiągnąć. Już lepiej się skupić na zdobywaniu szczęścia w tym życiu. Małego i grzesznego – na ludzką miarę. A w tamtym życiu, po śmierci – liczyć na szybką amnestię w czyśćcu. Gdyby spytać się wiernych, tłumnie wypełniających w te dni kościoły, kto z nich pójdzie prościutko do nieba. Pewnie starczyłoby mi palców, by zliczyć optymistów.

Święci Młodziankowie nie byli mistykami. Nie poznamy ich uczynków miłosierdzia względem ciała i duszy. Nawet nie umierali z imieniem Jezus na ustach, jak święci męczennicy. Ba! Nie byli nawet ochrzczeni. Nie zrobili zatem nic, by trafić do nieba. Nic, a nic! Bo na niebo się nie zasługuje. Niebo się otrzymuje jako dar. Trzeba być tylko we właściwym miejscu. Stosownie do czasu. By ten dar otrzymać osobiście. To nie jest poza moim i twoim zasięgiem, by tam trafić. Wystarczy wsłuchać się w głos sumienia, albo dowiedzieć się od Mędrców. Gdzie Pan na mnie czeka z nagrodą. Skoro niemowlakom z Betlejem się to udało…

Spotkajmy się w niebie. Wszyscy szczęśliwi.

Kto wytrwa

Święto świętego Szczepana.

sad-505857_1280

Chrześcijaństwo rodziło się z krwi męczenników. Los Szczepana pisany był, jest i będzie wielu. To co piękne, dobre i prawdziwie wielkie rodzi się zazwyczaj w bólach. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Tylko te związki się ostoją, które przetrwają długą rozłąkę lub kryzys. Podobnie jest z pracą twórczą. Mało kto rodzi się Mozartem, który tworzył arcydzieła niejako między jednym, a drugim oddechem. Talent nie podparty ciężką pracą nawet jeśli zapłonie, to buchnie płomieniem jak sucha słoma. I tyle go było widać. Pora na następną gwiazdkę.

Unikanie trudów i problemów to priorytet dzisiejszych czasów. Dobrze to mają wbite w głowę zwłaszcza dzieci.

  • Nie chcesz chodzić na wf? Masz zwolnienie.
  • Dyktanda to dla ciebie problem, który wymaga więcej nauki? Pewnie masz dysleksję.
  • Nie smakuje ci to? To nie jedz.
  • Nie chciałeś posprzątać po sobie? Już to za ciebie robię.
  • Nie chcesz się w końcu usamodzielnić i wziąć odpowiedzialność za własne życie? Jesteś jeszcze młody. Masz dopiero 30 lat. Więc dalej możesz żyć na garnuszku u rodziców.
  • Nie potrafię ugotować obiadu? Jeśli mama nie zaprasza, za rogiem jest duże, żółte M.
  • Nie mam cierpliwości do dziecka, by spędzić z nim dobry czas? Zawsze mogę mu dać smartfona. Albo po prostu wstawię telewizor do dziecięcego pokoju.

Wyliczać można w nieskończoność. Tymczasem to co wielkie, dobre rodzi się zazwyczaj w bólu. Wielu, by uniknąć trudu, poprzestaje na małości. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Zamieszkało wśród nas.

Boże Narodzenie.

Brooklyn_Museum_-_The_Birth_of_Our_Lord_Jesus_Christ_(La_nativité_de_Notre-Seigneur_Jésus-Christ)_-_James_Tissot_-_overall

Przeczytałem dzisiaj informację, że w Paryżu obecnie żyje dwa razy więcej szczurów niż ludzi. Dlaczego takie informacje podaje się akurat w Święta? Nie wiem. Wiem tylko, jaka wizja pojawiła mi się przed oczami.

Otóż władze miasta Paryża postanowiły uhonorować swoją najliczniejszą grupę mieszkańców. Specjalnym, uroczystym dekretem, merostwo nadało wszystkim szczurom obywatelstwo wraz z  związanymi z nim prawami. Co więcej. Ze szczurów uczyniła grupę uprzywilejowaną. Od tej pory to ludzie musieli służyć gryzoniom. Być im poddanymi i ze wszech miar usłużnymi. Dla wygody nowych obywateli dostosowywano całe miasto. Ułatwiono dojścia do magazynów żywności. Usuwano wszelkie przeszkody w postaci betonowych ścian i innego żelastwa. Buntujący się przeciwko nowym władcom Paryża ludzie zostali bezpardonowo strąceni do otchłani Bastylii. Szczury szybko się rozmnażały, lecz nie potrafiły sobie dać rady z różnymi chorobami, które je dręczyły. Mer Paryża oddał zatem swoje dziecko, by zostało genetycznie zmodyfikowane i stało się podobne we wszystkim myszom. Nie miało jednak im władać. Syn został przeznaczony jako dawca narządów. A w ostateczności jako żywy pokarm. Wszystko to, z niewytłumaczalnej i niezmiernej miłości do szczurów. I tu bajka się kończy. Po ludzku absurdalna i niesmaczna. Panie wybaczą.

Czy wywyższenie ludzi ponad aniołów nie było dla części z nich jeszcze bardziej szokujące? Jezus zstąpił z wysokości niebios na samo dno człowieczej biedy. Czyż nie jest to wyrazem jeszcze większej i niezgłębionej miłości Boga Ojca do synów Adama? Możemy z godnością już teraz patrzeć na siebie. Nawet jeśli czasami zachowujemy się gorzej od zwierząt. Jeśli Bóg jest jednym z nas  i jest to powodem radości chórów anielskich, czy narzekanie na los ma jakikolwiek sens?

Cóż masz niebo nad ziemiany?
Bóg porzucił szczęście twoje,
Wszedł między lud ukochany,
Dzieląc z nim trudy i znoje;
Nie mało cierpiał, nie mało,
Żeśmy byli winni sami,
 A Słowo Ciałem się stało
 I mieszkało między nami.

Wesołych Świąt rodzących prawdziwą radość i nadzieję, życzę wszystkim.