Kto wytrwa

Święto świętego Szczepana.

sad-505857_1280

Chrześcijaństwo rodziło się z krwi męczenników. Los Szczepana pisany był, jest i będzie wielu. To co piękne, dobre i prawdziwie wielkie rodzi się zazwyczaj w bólach. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Tylko te związki się ostoją, które przetrwają długą rozłąkę lub kryzys. Podobnie jest z pracą twórczą. Mało kto rodzi się Mozartem, który tworzył arcydzieła niejako między jednym, a drugim oddechem. Talent nie podparty ciężką pracą nawet jeśli zapłonie, to buchnie płomieniem jak sucha słoma. I tyle go było widać. Pora na następną gwiazdkę.

Unikanie trudów i problemów to priorytet dzisiejszych czasów. Dobrze to mają wbite w głowę zwłaszcza dzieci.

  • Nie chcesz chodzić na wf? Masz zwolnienie.
  • Dyktanda to dla ciebie problem, który wymaga więcej nauki? Pewnie masz dysleksję.
  • Nie smakuje ci to? To nie jedz.
  • Nie chciałeś posprzątać po sobie? Już to za ciebie robię.
  • Nie chcesz się w końcu usamodzielnić i wziąć odpowiedzialność za własne życie? Jesteś jeszcze młody. Masz dopiero 30 lat. Więc dalej możesz żyć na garnuszku u rodziców.
  • Nie potrafię ugotować obiadu? Jeśli mama nie zaprasza, za rogiem jest duże, żółte M.
  • Nie mam cierpliwości do dziecka, by spędzić z nim dobry czas? Zawsze mogę mu dać smartfona. Albo po prostu wstawię telewizor do dziecięcego pokoju.

Wyliczać można w nieskończoność. Tymczasem to co wielkie, dobre rodzi się zazwyczaj w bólu. Wielu, by uniknąć trudu, poprzestaje na małości. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Jakim prawem?!


Poniedziałek w 3 tygodniu Adwentu.

O mój Jezu! Ty znasz te chwile, gdy w rozżaleniu wyrywa się z moich ust sprzeciw. Jakim prawem to ode mnie wymagasz? Czemu do tego dopuściłeś? Czy Ty mnie faktycznie kochasz? Jęczę przygnieciony niepowodzeniami, które wyzywająco nazywam dopustem bożym.

Jakim prawem?! Nie bądź taki drobiazgowy, nieludzki! Przecież to taki drobiazg.Wyrywa się z rozpalonych ust, gdy pokusa, tracąc cierpliwość, rozpala moje ciało gorączką chcicy.

Czym różnię się wtedy od Kajfaszów i Annaszów? Od czarnego marszu walczącego o wyłączne prawo do własnego brzucha? Od tęczowego korowodu, ryczącego jakim prawem Kościół ma decydować kto z kim może iść do łóżka? Czy waga problemu zmienia fakt, że sprzeciwiam się Bogu? Że kwestionuję Jego prawa?

A Ty Jezu odpowiadasz mi pytaniem, na pytanie. Tak cichutko, jak słabo słyszalny jest głos sumienia. Zagłuszany na wszelkie możliwe sposoby.

Czy te reguły, przeciw którym się buntujesz, to ludzki wymysł, wtłaczany złośliwie od najmłodszych lat? Czy to tylko kampania tych w czarnych kieckach? Czy też ten głos sumienia, który w tobie jest, pochodzi od Boga samego? Rozstrzygnij jak Hiob. A jeśli odpowiedź ci się nie spodoba i wraz z Kajfaszem zaprowadzisz mnie na krzyż, to nawet z niego będę Cię budził z gorączki pytaniami.

Ludu mój, ludu, cóżem ci uczynił, czemże zasmucił, albo czem zawinił?

Nie bójcie się!

3 Niedziela Adwentu

USMC-081218-M-4507D-001

Nie bójcie się!  Gdy słyszę te słowa w ustach kogoś potężniejszego ode mnie, albo kogoś komu porządnie podpadłem, są one niezwykłą pociechą. Usłyszeć je i pozostać wciąż małodusznym karzełkiem stłamszonym przez lęk – to rzeczywiście małość.

Nie bój się! Woła do mnie Izajasz. Oto twój Bóg. Już się zbliża. Nadchodzi, aby podnieść mnie z omdlałych kolan. Przychodzi, by pokrzepić osłabłe ręce. Nie czas zanurzać twarz w roztrzęsionych dłoniach. Nie czas na kolanach mieszać się z prochem. Pan jest blisko, by wypełnić swoje obietnice.

Na Jego słowie można bowiem polegać bardziej, niż na słowie harcerza i Zawiszy. Jeśli On powie, stanie się. Niezawodnie. Wszak rzekł słowo i świat stał się. Jego słowo otwiera oczy niewidomym i przywraca słuch głuchym. Przypomina o tym Jezus Janowi pogrążonemu w mroku więziennego zwątpienia. Przypomina również mnie oraz tobie.

Nie bój się małoduszny – Pan przychodzi aby cię zbawić, dać radość i szczęście. Nic nie stanie Mu na przeszkodzie. Nie bój się. Nie daj się zwątpieniu.

Wątpić, to ludzka rzecz. Świadczy o tym, że do wiary i nadziei nie podchodzi się bezmyślnie i bezrefleksyjnie. Jeśli wątpię, mogę jak Jan zadawać pytania. Usłyszę odpowiedź i przekonam się. Powróci otwarcie się na Bożą Prawdę. A Prawda mnie wyzwoli. Porażką jest ulec zwątpieniu i pozwolić mu kierować własnymi wyborami. A wtedy otworzyłbym się i zaufałbym słowom innym niż Pana. Czy będzie to harcerz, czy Zawisza? Lepiej zacząć się bać, jeśli mam ufać tylko w człowieka.

Tobie Panie zaufałem; nie zawstydzę się na wieki! Mów zatem Panie, bo sługa Twój słucha.