Eliasz


Sobota w 2 tygodniu Adwentu.

Eliasz to nie tylko postać historyczna. To nie tylko tytuł genialnego oratorium Feliksa Mendelssohna-Bartholdiego. To misja jednania ojca z synem. To mission impossible wyprostowania naszych ścieżek prowadzących do Boga. To dyspozytor ruchu niebieskiego, który zamiast deszczu błogosławionych plonów zsyła na oczadziałych sukcesem wpierw ogień oczyszczenia. Jeśli konieczna jest taka ostateczność.

To misja zazwyczaj straceńcza. Bez grobu bohatera, lecz z ognistym rydwanem porywającym do następnej misji.

Rzadko kiedy Eliasz bywa rozpoznany. Gdy słyszymy jego głos, zamiast rozsądku, słuchamy rodzącej się w nas agresji wobec tego, kto burzy nasz spokój i stan posiadania. Na jego karcenia odpowiadamy ciosem. Gdy ramię nasze zbyt krótkie, uderzamy boleśnie potwarzą. Przestań mi tu pieprzyć. Nie bądź taki gorliwy moherze. Skąd się urwałeś.

Eliaszem może być każdy, kto chce skruszyć mur wokół serca. Nawet twój wróg i bezbożnik lub szaleniec.

Eliaszem jestem i ja oraz ty, jeśli tylko nie zamkniesz prawdy w swoich ustach. Zrobisz z nim co zechcesz. Możesz go zabić. We mnie i w sobie. On i tak wróci. Gdziekolwiek i kiedykolwiek. Jak błyskawica.

W niewoli.

Środa w 2 tygodniu Adwentu.

handcuffs-921290_1280

Wolność jest najbardziej upragnioną wartością. Obiektywnie jednak rzec biorąc, nie potrafię być wolny. Dobrowolnie poddaję się innym. Może dlatego, że chcę być wolny również od odpowiedzialności?

Nawet wtedy, gdy władze i przełożeni dają mi spokój, rezygnuję z własnej wolności. Otaczam się normami, regułami, konwenansami. Ulegam modom, zniewalają  przyzwyczajenia, nałogi. Jestem niewolnikiem telewizji, komputerów. Ręce jak kajdanki skuwa smartfon. Wysłuchuję z pokorną uwagą trybu rozkazującego reklam. Zrobię wszystko, dla dobrej opinii u innych. W domu dobrowolnie wchodzę pod pantofel żony lub dzieci.

Jeśli będę upartym anarchistą i “róbta co chceta” będzie moją mantrą, z batem popędzą mnie w niewolę popędy i instynkty. Nawet gdy nic nie robię, rozpływając się w pustym pudełku nirwany, pomiata mną grawitacja i ulegać muszę prawom natury. Zdaje się niemal, że jedyną wolnością jest wolność wyboru niewoli.

W jarzmie tych wszystkich zależności, w rozgardiaszu rozkazów i pokus, dociera do mnie kolejne wezwanie do poddania się w niewolę. Słodkie nawoływanie, inną jednak słodyczą, niż słodycz pożądliwości. “Weźcie moje jarzmo na siebie.” Oddajcie się Mnie w niewolę.

Czy znajdę, gdzie indziej lepszego Pana? Pan pokorny. Posłuszny we wszystkim Ojcu. Nic nie musi, gdyż wszystkiego chce. Chce zaś tylko tego, czego pragnie Jego ciche serce pełne miłości. Miłość daje wolność prawdziwą.

Jezu cichy i pokorny sercem, uczyń serce moje według serca Twego.

Cieszy się bardziej.

Wtorek w 2 tygodniu Adwentu.

sheep-1822137_1280

I z czego się cieszysz Baranie?  Porzuciłeś nas – swoich 99 kumpli, by mieć całą trawę wyłącznie dla siebie? A może znudził ci się pasterz i jego psy? Postanowiłeś być wolną owcą i żyć na własne kopyta? Marne są twoje szanse, Baranie, w świecie pełnym drapieżników. Gdzie nawet owca owcy wilkiem. Zobaczysz, kto się będzie śmiał ostatni.

I czemu beczycie głupie? Pasterz sobie poszedł i was zostawił? Góry niebezpieczne i zagroda przepełniona? Nawet nie potraficie wychylić nosa, by zobaczyć jaki świat jest piękny wokoło? Nic, tylko się z was śmiać – głupie capy.

A Pan – Dobry Pasterz, przysłuchuje się tej kakofonii pobekiwań i uśmiecha się najszerzej. Cieszy się bowiem z każdej owcy. Zna każdą po imieniu. I każda, bez wyjątku, jest cenniejsza dla Niego, niż wszystkie stada na świecie razem wzięte. Jestem Jego słodkim koziołkiem, a ty jesteś ukochaną owieczką. Czy zazdrośnie sądzisz, że Bóg pokocha bardziej bezimienną ludzkość, niż ciebie? Nawet jeśli jesteś krnąbrną i zbłąkaną owcą?

Gdy się prawdziwie kocha, liczy się tylko Ty i ja. Reszta, to dobry klimat dla nas.