To, co widzieliście.


Środa w 3 tygodniu Adwentu.

Wątpisz? Proś, a otrzymasz. Potwierdzenie swojej wiary otrzymał Jan. Otrzymać mogę i ja. Oraz ty.

Zwątpienie zazwyczaj rodzi się z dwóch powodów. Pierwszy, to poczucie nieobecności Boga. Duchowa oschłość, niewysłuchane modlitwy. Po prostu, jak grochem o ścianę. Drugi zaś to zniechęcenie spowodowane błędnym obrazem Boga. Bóg bezlitosny sędzia, rzucający przykazaniami i postami, jak kłodami pod nogi.

Jan Chrzciciel wskazując Jezusa jako Mesjasza, być może spodziewał się, że będzie On zwielokrotnieniem jego misji. Jeszcze bardziej surowy, jeszcze głośniej grzmiący, jeszcze bardziej oderwany od grzesznego świata. Pan prostuje tę wizję ukazując Swoje prawdziwe oblicze i Swoją autentyczną misję na ten czas. Boże Miłosierdzie.

Jestem chrześcijaninem. Nazwa te nie pochodzi od słowa chrzest. Jej źródłosłowem jest termin Chrystus. Chrześcijanin to człowiek Mesjasza. To wręcz mały Chrystus. Zatem i ja zobowiązany jestem do ogłaszania światu Jezusa, prawdy o Nim, uczynkami  miłosierdzia.

Pierwsi uczniowie Jezusa szokowali świat promieniującą wokół miłością. Garnęli się zatem do nich wszyscy spragnieni prawdziwie ludzkiego traktowania. Prawdziwego braterstwa, równości i wolności. Ilość wyznawców Jezusa wzrastała jak śnieżna kula.

Dziś te wartości coraz rzadziej kojarzą się z Kościołem. Coraz mniejszy jest bowiem procent chrześcijan żyjących duchem miłosierdzia. Coraz słabsze świadectwo. Raczej dajemy podstawy błędnych wyobrażeń Boga. Już widzę jak moja naburmuszona mina zachęca do rzucenia się w ramiona Księcia Pokoju.

Święta coraz bliżej. W naturalny sposób wszyscy wobec siebie starają się być cieplejsi. Sukces odnosi Szlachetna Paczka. Wigilijne dzieło pomocy. Puste miejsce przy stole, które coraz częściej zajmuje samotny sąsiad.

To, co widziałem i słyszałem u Ciebie Jezu, niech inni doświadczają we mnie i wokół mnie.

Nie bójcie się!

3 Niedziela Adwentu

USMC-081218-M-4507D-001

Nie bójcie się!  Gdy słyszę te słowa w ustach kogoś potężniejszego ode mnie, albo kogoś komu porządnie podpadłem, są one niezwykłą pociechą. Usłyszeć je i pozostać wciąż małodusznym karzełkiem stłamszonym przez lęk – to rzeczywiście małość.

Nie bój się! Woła do mnie Izajasz. Oto twój Bóg. Już się zbliża. Nadchodzi, aby podnieść mnie z omdlałych kolan. Przychodzi, by pokrzepić osłabłe ręce. Nie czas zanurzać twarz w roztrzęsionych dłoniach. Nie czas na kolanach mieszać się z prochem. Pan jest blisko, by wypełnić swoje obietnice.

Na Jego słowie można bowiem polegać bardziej, niż na słowie harcerza i Zawiszy. Jeśli On powie, stanie się. Niezawodnie. Wszak rzekł słowo i świat stał się. Jego słowo otwiera oczy niewidomym i przywraca słuch głuchym. Przypomina o tym Jezus Janowi pogrążonemu w mroku więziennego zwątpienia. Przypomina również mnie oraz tobie.

Nie bój się małoduszny – Pan przychodzi aby cię zbawić, dać radość i szczęście. Nic nie stanie Mu na przeszkodzie. Nie bój się. Nie daj się zwątpieniu.

Wątpić, to ludzka rzecz. Świadczy o tym, że do wiary i nadziei nie podchodzi się bezmyślnie i bezrefleksyjnie. Jeśli wątpię, mogę jak Jan zadawać pytania. Usłyszę odpowiedź i przekonam się. Powróci otwarcie się na Bożą Prawdę. A Prawda mnie wyzwoli. Porażką jest ulec zwątpieniu i pozwolić mu kierować własnymi wyborami. A wtedy otworzyłbym się i zaufałbym słowom innym niż Pana. Czy będzie to harcerz, czy Zawisza? Lepiej zacząć się bać, jeśli mam ufać tylko w człowieka.

Tobie Panie zaufałem; nie zawstydzę się na wieki! Mów zatem Panie, bo sługa Twój słucha.