Eliasz


Sobota w 2 tygodniu Adwentu.

Eliasz to nie tylko postać historyczna. To nie tylko tytuł genialnego oratorium Feliksa Mendelssohna-Bartholdiego. To misja jednania ojca z synem. To mission impossible wyprostowania naszych ścieżek prowadzących do Boga. To dyspozytor ruchu niebieskiego, który zamiast deszczu błogosławionych plonów zsyła na oczadziałych sukcesem wpierw ogień oczyszczenia. Jeśli konieczna jest taka ostateczność.

To misja zazwyczaj straceńcza. Bez grobu bohatera, lecz z ognistym rydwanem porywającym do następnej misji.

Rzadko kiedy Eliasz bywa rozpoznany. Gdy słyszymy jego głos, zamiast rozsądku, słuchamy rodzącej się w nas agresji wobec tego, kto burzy nasz spokój i stan posiadania. Na jego karcenia odpowiadamy ciosem. Gdy ramię nasze zbyt krótkie, uderzamy boleśnie potwarzą. Przestań mi tu pieprzyć. Nie bądź taki gorliwy moherze. Skąd się urwałeś.

Eliaszem może być każdy, kto chce skruszyć mur wokół serca. Nawet twój wróg i bezbożnik lub szaleniec.

Eliaszem jestem i ja oraz ty, jeśli tylko nie zamkniesz prawdy w swoich ustach. Zrobisz z nim co zechcesz. Możesz go zabić. We mnie i w sobie. On i tak wróci. Gdziekolwiek i kiedykolwiek. Jak błyskawica.

Które poginęły z domu.

Sobota w 1 tygodniu Adwentu.

fog-1208283_1280

Najprzyjemniej jest w gronie swoich bliskich. Otoczony znajomymi, podobnie myślącymi, czuję się bezpiecznie. Mogę swobodnie rozmawiać. Nie obawiając się gwałtownej polemiki. Mogę w takim gronie krytykować tych innych, inaczej myślących. Usłyszę tylko cichy pomruk aprobaty. I zanurzę się wraz z innym we wspaniałej atmosferze bycia tym lepszym.

Tymczasem Jezus posyła mnie właśnie do tych gorszych. Po to by ich zwalczać? By wytykać im błędy i obnażać ich zło? By piętnować odszczepieńców? Właśnie nie! Posyła mnie do nich, bo poginęli. Bardziej lub mniej świadomie zeszli ze ścieżki i gdzieś błądzą w cieniu. A ja swym światłem dobrego przykładu i miłosiernej troski, mam towarzyszyć im w powrocie na drogę do prawdziwego Światła.

Człowiek pijany na ulicy, sprawia jednak, że szybko przechodzę przez ulicę, by szerokim łukiem ominąć “trędowatego”. Nawet nie wiem, gdzie mógłbym spotkać narkomanów. Nie wyobrażam sobie, bym miał prowadzić z nimi jakąkolwiek rozmowę. Ale po co podawać takie ekstremalne przykłady. Czy stać mnie na dyskusję w gronie znajomych, gdy temat rozmowy schodzi na krytykę Kościoła, albo chrześcijańskich norm moralnych? Czy w ogóle z kimkolwiek “niezaangażowanym” rozmawiam na tematy religijne?

W Kościele często obserwuję lub sam prezentuję postawę zamkniętej twierdzy. Spotykamy się wyłącznie we własnym gronie, słuchamy i czytamy wyłącznie media katolickie. Tutaj my, a tam oni. Czy dlatego, tak się od nich odgradzam, że się ich boję? Czy też boję się, że gdy wejdę między wrony, zacznę krakać jak one? Marny ze mnie robotnik, jeśli boję się pracy do której jestem wezwany. A żniwo ciągle jest wielkie.

Powiedz tylko słowo.

Poniedziałek w 1 tygodniu Adwentu.

migrants

Czy słowa setnika coś ci przypominają? To dobrze. To znak, że bywasz świadomie na mszach świętych. I ty dołączasz się do tej prośby wypowiadanej codziennie przez miliony ust. Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja.

Pan wysłuchuje tej prośby i posyła swe słowa. Bezustannie i wytrwale. Wielokrotnie i na różne sposoby. Słowa spragnione wysłuchania i zaowocowania w sercach i życiu proszących. Błąkają się one po świecie. Jak tłum migrantów, gotowych na wszystko, by dotrzeć do sytych i próżnych, zadufanych w sobie, rozleniwionych i znudzonych. Sparaliżowanych i bardzo cierpiących.

Przemawia przez Swój wybrany i umiłowany naród. Do Egipcjan, Asyryjczyków, Babilończyków, Greków i Rzymian. By wszystkie narody, również i nasz, pociągnąć do siebie, nauczyć dróg swoich i uczynić dziećmi wiary…

Żydzi? Ci chytrzy i pazerni ludzie, którzy wszędzie się wcisną, by nachapać się pieniędzy? I dla zdobycia władzy, gotowi są nawet wykorzystać holokaust? Ten naród Judaszów i faryzeuszy? Nigdy!

Pan jednak się nie zraża. Wciąż przemawia do wołających o słowo, do mnie i do ciebie, na kartach Pisma Świętego. Daje nam prawa, proroctwa, mądrości, modlitwy i przede wszystkim Dobrą Nowinę.

Biblia? Ta strasznie gruba, nudna i staroświecka książka? Jedynie efektownie wygląda na półce w salonie. A czytać ją mogą księża i świadkowie Jehowy. To nie dla mnie. Zresztą w ogóle nie lubię czytać.

Pan jest wierny i wciąż posyła swe słowa. Wybiera kapłanów, by je przekazywali, głosili i wiernie tłumaczyli.

Od kleru – tej czarnej zarazy, najlepiej się trzymać z daleka. Papież Franciszek to heretyk, nawet do pięt nie sięga NASZEMU papieżowi. A księża to złodzieje, darmozjady i pedofile.

Słowo Pana wciąż dobija się do naszych granic, jak kolejne fale migrantów. Jest na każdej ścieżce, drodze, plaży. On obdarzył każdego ochrzczonego udziałem w swej misji prorockiej. Chce mówić do mnie i do ciebie przez każde usta. Chce kierować każdymi dłońmi, by trafiać do wołających przez wszystkie napisane zdania. Być może woła do ciebie na tym blogu? Być może chce dotrzeć do adresata przez twój komentarz?

Słowo stoi u twego progu. Wypowiedz je w końcu, a będzie uzdrowiona dusza sparaliżowanego człowieka.