Rodzina

Sobota w 3 tygodniu Adwentu

Abraham_Lilien

Abraham i Dawid są ogromnie szczęśliwi, że Jezus pozwala się nazywać ich synem. Nie tylko oni, gdyż na rodowód Jezusa składa się długa lista zacnych i mniej zacnych (z dzisiejszego, ludzkiego punktu widzenia) przodków. Gdy gwiazda sportu przyznaje się publicznie do swego pierwszego trenera, jest to dla niego wielkie wyróżnienie. Nawet jeśli w całej swojej karierze doczekał się tylko jednego wybitnego podopiecznego. Nawet jeśli ten uczeń przerósł go o Himalaje. Słowo zdolnego wychowanka poświadcza jednak, że jego wysiłek miał sens. Nie poszedł na marne. Brak innych sukcesów temu nie zaprzeczy.

Potomkowie Abrahama mieli różne koleje losów. Były tam osoby będące wzorem oddania i męstwa – jak Dawid. Ale też i takie kreatury jak Manasses. On to przeprowadził synów swoich przez ogień w Dolinie Synów Hinnoma , uprawiał wróżbiarstwo , czary i magię , ustanowił zaklinaczy i wieszczków . Mnóstwo zła uczynił w oczach Pana , pobudzając Go do gniewu (2Krl 33,6). Do niego też przyznawał się Jezus.

Każdy z tego długiego ciągu ludzi  przekazywał potomkom swój bagaż życiowy, swoją wiedzę, mądrość, doświadczenia, wiarę, modlitwy, umiejętności i pamięć o przodkach. Większość z tych skarbów została jednak roztrwoniona. Świadczy o tym choćby fakt, że królewski potomek – Józef, był biednym cieślą w prowincjonalnej dziurze. Nie wyobrażam sobie potomków współczesnych wielkich rodów, którzy spadliby w drabinie społecznej aż do klasy robotniczej. Przykład? Karl Thomas Robert Maria Franziskus Georg Bahnam Habsburg-Lothringen. Obecna głowa rodziny Habsburgów raczej nie ma co marzyć o przywdzianiu na głowę dziadkowej korony cesarskiej. Ale eurodeputowanym jest. I  dyrektorem generalnym Organizacji Narodów i Ludów Niereprezentowanych.

Wchodząc do rodziny Abrahamowej, wszystkie te wielopokoleniowe doświadczenia Jezus przyjął jako swoje dziedzictwo. Nie pogardził żadnym. Nie wstydził się tego, że nazywano Go synem cieśli. Choć niejednokrotnie słyszał też, jak tytułują Go królewskim mianem Syna Dawida.

Rodzina dla Boga jest czymś świętym. Jakakolwiek by ona była. A czym dla mnie jest moja rodzina?

Nie bójcie się!

3 Niedziela Adwentu

USMC-081218-M-4507D-001

Nie bójcie się!  Gdy słyszę te słowa w ustach kogoś potężniejszego ode mnie, albo kogoś komu porządnie podpadłem, są one niezwykłą pociechą. Usłyszeć je i pozostać wciąż małodusznym karzełkiem stłamszonym przez lęk – to rzeczywiście małość.

Nie bój się! Woła do mnie Izajasz. Oto twój Bóg. Już się zbliża. Nadchodzi, aby podnieść mnie z omdlałych kolan. Przychodzi, by pokrzepić osłabłe ręce. Nie czas zanurzać twarz w roztrzęsionych dłoniach. Nie czas na kolanach mieszać się z prochem. Pan jest blisko, by wypełnić swoje obietnice.

Na Jego słowie można bowiem polegać bardziej, niż na słowie harcerza i Zawiszy. Jeśli On powie, stanie się. Niezawodnie. Wszak rzekł słowo i świat stał się. Jego słowo otwiera oczy niewidomym i przywraca słuch głuchym. Przypomina o tym Jezus Janowi pogrążonemu w mroku więziennego zwątpienia. Przypomina również mnie oraz tobie.

Nie bój się małoduszny – Pan przychodzi aby cię zbawić, dać radość i szczęście. Nic nie stanie Mu na przeszkodzie. Nie bój się. Nie daj się zwątpieniu.

Wątpić, to ludzka rzecz. Świadczy o tym, że do wiary i nadziei nie podchodzi się bezmyślnie i bezrefleksyjnie. Jeśli wątpię, mogę jak Jan zadawać pytania. Usłyszę odpowiedź i przekonam się. Powróci otwarcie się na Bożą Prawdę. A Prawda mnie wyzwoli. Porażką jest ulec zwątpieniu i pozwolić mu kierować własnymi wyborami. A wtedy otworzyłbym się i zaufałbym słowom innym niż Pana. Czy będzie to harcerz, czy Zawisza? Lepiej zacząć się bać, jeśli mam ufać tylko w człowieka.

Tobie Panie zaufałem; nie zawstydzę się na wieki! Mów zatem Panie, bo sługa Twój słucha.

W niewoli.

Środa w 2 tygodniu Adwentu.

handcuffs-921290_1280

Wolność jest najbardziej upragnioną wartością. Obiektywnie jednak rzec biorąc, nie potrafię być wolny. Dobrowolnie poddaję się innym. Może dlatego, że chcę być wolny również od odpowiedzialności?

Nawet wtedy, gdy władze i przełożeni dają mi spokój, rezygnuję z własnej wolności. Otaczam się normami, regułami, konwenansami. Ulegam modom, zniewalają  przyzwyczajenia, nałogi. Jestem niewolnikiem telewizji, komputerów. Ręce jak kajdanki skuwa smartfon. Wysłuchuję z pokorną uwagą trybu rozkazującego reklam. Zrobię wszystko, dla dobrej opinii u innych. W domu dobrowolnie wchodzę pod pantofel żony lub dzieci.

Jeśli będę upartym anarchistą i “róbta co chceta” będzie moją mantrą, z batem popędzą mnie w niewolę popędy i instynkty. Nawet gdy nic nie robię, rozpływając się w pustym pudełku nirwany, pomiata mną grawitacja i ulegać muszę prawom natury. Zdaje się niemal, że jedyną wolnością jest wolność wyboru niewoli.

W jarzmie tych wszystkich zależności, w rozgardiaszu rozkazów i pokus, dociera do mnie kolejne wezwanie do poddania się w niewolę. Słodkie nawoływanie, inną jednak słodyczą, niż słodycz pożądliwości. “Weźcie moje jarzmo na siebie.” Oddajcie się Mnie w niewolę.

Czy znajdę, gdzie indziej lepszego Pana? Pan pokorny. Posłuszny we wszystkim Ojcu. Nic nie musi, gdyż wszystkiego chce. Chce zaś tylko tego, czego pragnie Jego ciche serce pełne miłości. Miłość daje wolność prawdziwą.

Jezu cichy i pokorny sercem, uczyń serce moje według serca Twego.