Jak wam się zdaje?

J 11,56

  • Wielokrotnie w codziennym życiu staję przed moralnym dylematem. Muszę dokonać wyboru pomiędzy swoim własnym przekonaniem a głosem sumienia. Gdy te dwa punkty widzenia są zbieżne, życie toczy się gładko. Jednakże, kiedy moja wola podsycana swoistą „chcicą” staje okoniem do moralnego determinanta z głębi mego jestestwa, wewnętrzny pokój staje w obliczu niewypowiedzianej wojny. Niestety, bardzo często kampania  ta przybiera formę blitzkriegu. Nim sumienie się zmobilizuje, już decyzja nie tylko jest podjęta, ale i wykonana. Łatwiej jest mi pójść za tym, co jest wymierne, materialne i przynoszące natychmiast  doraźne korzyści, niż docenić abstrakcyjne wartości duchowe. Gdy zgwałcone sumienie wystosowuje protestacyjną notę dyplomatyczną, za Kajfaszem powtarzam: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod rozwagę, że lepiej jest dla was poświęcić to, czego się nie widzi, niż stracić to, co samo się pcha w ręce.
  • Każdy taki wybór coraz bardziej zanurza mnie w świecie materialnych, doraźnych korzyści. Z każdą taką decyzją staję się jednocześnie coraz mniej wrażliwy na świat duchowy, ukierunkowujący mnie na wieczność. Aż przychodzi moment, kiedy przestaję dostrzegać Jezusa. Kiedy nie potrafię odróżnić głosu sumienia od swoich własnych wewnętrznych przemyśleń. Jeśli w takim momencie moje kroki poprowadzą mnie do strefy sacrum, odczuwam pustkę, wyobcowanie. Moje słowa modlitwy zdają się wtedy czczą paplaniną skierowaną do Nieobecnego. Mogę zamilknąć i uznać to za bezsens. Mogę też zacząć szukać Jezusa, którego zgubiłem. Stawać w świątyni i z niepokojem pytać: Czyżby nie miał przyjść na święto?
  • Jutro rozpoczyna się wyjątkowy Wielki Tydzień. Czas, kiedy w kościołach spędzaliśmy dużo więcej czasu niż zwykle. Tym razem jednak będzie inaczej. Pascha – przejście od śmierci do życia, od niewoli do wolności musi się dokonać wyłącznie w moim umyśle i sercu. Jeśli do tej pory byłem tylko widzem wspaniałego liturgicznego misterium, teraz będę musiał stać się głównym aktorem tego dramatu z happy endem.
  • Zamiast przyglądać się, jak proboszcz obmywa stopy dwunastu mężczyznom w Wielki Czwartek, sam muszę pochylić się z miłosierdziem nad swymi współdomownikami, aby rzeczywiście stali się moimi bliskimi. Zamiast ustawiać się w kolejce do ucałowania wymalowanych ran na figurze Ukrzyżowanego, sam muszę zrobić uczciwy rachunek sumienia, by z wrażliwością pochylić się nad ranami, które zadaję i które otrzymuję. Zamiast podziwiać buchający ogień z płonących palemek, sam muszę wykrzesać sobie ogień, który rozświetli mroczne zakamarki w moim życiu. Zamiast oceniać wykonanie exultetu, sam muszę wzbudzić w sobie autentyczną radość z budzącego się we mnie nowego życia, by całym sobą wykrzyczeć Alleluja!
  • To bardzo trudne wyzwanie, jeśli cała moja dotychczasowa pobożność wypływała bardziej z siły przyzwyczajenia, wierności tradycji i owczego pędu. Trudno uwierzyć, że w tych czterech ścianach, które z konieczności stały się wyłącznym miejscem pracy i odpoczynku miałby się wydarzyć większy cud, niż przy wskrzeszeniu Łazarza. Sacrum spotyka się z profanum. Chętka z łaską. Serial na ekranie z transmisją Mszy świętej… Czy wywieszę białą flagę i zamiast walki o swą duszę znów wyruszę na polityczną wojenkę pomiędzy władzą a opozycją?

Ewangelia (J 11, 45-57)

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.

Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: «Cóż zrobimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, a przyjdą Rzymianie i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród». Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: «Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod rozwagę, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród».

Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić.

Odtąd Jezus już nie występował otwarcie wśród Żydów, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasta zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami.

A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: «Jak wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?»

Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.

Bądźmy prawdziwie wolni

J 8,36

Zachłyśnięci wolnością

popłynęliśmy w swój rejs

dookoła globalnej wioski

wygodnym statkiem wycieczkowym

który wszystko zapewniał

cudowne all-inclusive

wliczona iluzja bezpieczeństwa…

Wystraszony świat zamknął ostatnie porty

wraz z klątwą przegranego

Cóż – mieli prawo

Żyjemy w wolnym świecie…

Maseczka stłumi chichot drwiny

by nie ranić ludzi wyzbytych

poczucia jakiejkolwiek winy

Ewangelia (J 8, 31-42)

Prawdziwe wyzwolenie przez Chrystusa

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».

Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?”»

Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca».

W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham».

Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego».

Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga».

Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał».

Besztanie

 

Mk 8,33

  • Jeśli ze Słowem Bożym jesteś za pan brat, niejednokrotnie może najść cię pokusa, żeby przejść obok niego niejako mimochodem. Słyszałeś ten fragment wielokrotnie. Już go znasz, masz urobiony pogląd. Wiesz o co tu gra, więc po pierwszych słowach wyłączasz się i kartę z Ewangelii odkładasz do przypisanej jej odpowiedniej szufladki. Ziarno Słowa nie ma szans zakiełkować w twoim sercu. Nie może porazić cię swoją rewolucyjną nowością. By nie ulec tej pokusie rutyny, zmuszam się do wchodzenia za każdym razem głębiej. Do wyczuwania w sumieniu najdelikatniejszych alikwotów drgań, które zazwyczaj są przytłumione przez myśli dominujące, wpojone w setkach oklepanych kazań i rozważań. Pomocne jest sięgnięcie do innego tłumaczenia. Prawdziwą skarbnicą jest tekst oryginalny. Nie trzeba znać antycznej greki, by czytać dziś Ewangelię w oryginale. Są już dostępne interlinearne wydania Pisma Świętego, czy to w wersji książkowej, czy elektronicznej. Dziś chcę się z tobą podzielić jednym takim odkryciem.
  • W scenie swoistego sondażu opinii publicznej, podczas którego Piotr wyznał, że Jezus jest Mesjaszem, trzy razy występuje czasownik επιτιμαν (epitiman). Przetłumaczyć go można jako „zbesztać”, „zganić”. Jeśli sięgniesz po tłumaczenie Biblii Tysiąclecia, które znamy z czytań mszalnych, czytając dzisiejszą perykopę pierwszy raz natkniesz się na to słowo w wersecie 30. Jezus surowo im przykazał, żeby apostołowie nie rozgłaszali, że jest On Mesjaszem. Ten sam czasownik ewangeliści używają, gdy Jezus gromi złe duchy, by zamilkły i wyszły z opętanego. Ten sam czasownik wybrzmiewa także wtedy, gdy Jezus ucisza straszną burzę na jeziorze. Jest to zatem słowo potężne, pełne mocy i boskiej wszechwładzy. Temu słowu nie jest w stanie oprzeć się szatan. Dlaczego zatem Jezus z taką mocą zareagował na arcypobożne wyznanie Piotra? Czy tu chodzi tylko o skromność i pokorę Jezusa? Trudne pytanie, dlatego łatwo przejść nad nim do porządku dziennego. Tymczasem i tutaj mamy opis bezpardonowej walki Pana z przeciwnikiem – Szatanem. Czyż Jezus nie musiał zmagać się z pokusą, by nie spełnić odwiecznych marzeń swoich pobratymców, którzy po latach wygnań, tułaczki, prześladowań z utęsknieniem oczekiwali Bożej odpłaty? Czyż nie tego oczekiwano od sprawiedliwego Boga? Wszak są narodem wybranym! Po odsiewie plew musi przyjść wraz z Mesjaszem czas zemsty i królowania. Wszyscy tym żyli wokoło. Nie tylko Piotr tak myślał. Czy wszyscy mogą się mylić, czyż nie to zapowiadali prorocy? Jakże zjadliwe i przekonywujące są podszepty Szatana!
  • W czasach apostolskich, Mesjasza zaszufladkowano jako wodza niezwyciężonych wojsk izraelskich. W tak skrojonym mu mundurze miał dla swych ziomków podbić cały świat. Trzymać się blisko takiego mesjasza, to zdobyć władzę, bogactwo, ustawić się do końca życia. Królestwo mesjasza ma być wszak wieczne! Gdyby zatem apostołowie rozpoczęli rozpowiadać wszystkim wokoło, że Jezus jest właśnie tym mesjaszem – nikt by nie zważał już na przesłanie Dobrej Nowiny. Zamiast otwierać się na obietnicę Bożego Miłosierdzia, tłumy z Góry Błogosławieństw ostrzyliby miecze przed rychłą rozprawą z Rzymianami. Czyż nie o to chodziło Szatanowi? Dlatego Jezus zamiast pochwałą, poczęstował apostołów surowym przykazaniem. Zaczął też wyjaśniać jaka jest prawdziwa Jego misja. Zupełnie otwarcie, by nie mieli żadnych wątpliwości i złudzeń, zapowiedział im swoją mękę i zmartwychwstanie. Jego orężem jest nie miecz, a krzyż. Jego wrogiem jest nie Rzym, ale śmierć.
  • Jeśli wyznaczasz komuś rolę, nadajesz stanowisko, wystawiasz opinię, okazujesz w ten sposób swoją władzę nad tą osobą. Nawet jeśli wskazane komuś stanowisko jest bardzo zaszczytne, to ty ustalasz reguły gry. To ty przestawiasz pionki na szachownicy. Tę niepisaną zasadę, za namową Złego, próbujemy też rozciągnąć na Pana Boga. Chcemy niejako Go oswoić, ujarzmić. Przykrawamy Go na swoją modłę i miarę. Piotr wziął Jezusa na bok i zaczął Go upominać. Jeśli czytasz ten tekst w polskim tłumaczeniu, brzmi on tak niewinnie. Przyjacielska pogawędka, dobra rada. Tymczasem w oryginale mamy tu znów nasz czasownik επιτιμαν. Piotr autorytarnie beszta Jezusa! Przejechał się po nim z góry na dół. Może już wyobrażał sobie jak będzie zaufanym doradcą Jezusa-króla. Może już planował kierowanie Nim z tylnego siedzenia, a On tu wygaduje takie głupoty! Jak śmie krzyżować jego przemyślne plany?! Nie może mu tego zrobić! Grzech pierworodny Adama i Ewy polegał na tym, że zapragnęli oni być równymi Bogu. Piotr ze swoim besztaniem stawia się ponad Bogiem!
  • Gdy Jezus zrugał morze, natychmiast ono ucichło. Zganione złe duchy, bez słowa uciekały z podkulonym ogonem. Tymczasem wobec swoich umiłowanych uczniów Jezus zdaje się bezbronny. Piotr nie stracił mowy, jak Zachariasz, gdy pojawiła się w jego głowie zdrożna myśl. Nie zamienił się w skalny słup jak żona Lota, gdy odciągał Jezusa na bok. Czyż to nie jest oznaką jak wielką słabość ma Pan względem ciebie i mnie? Jak bardzo nas kocha, nawet wtedy, gdy chcemy z Niego uczynić powolną sobie marionetkę? Gdy zasypujemy Go swoimi żądaniami, oczekiwaniami, gdy własne plany przedstawiamy do podpisu jak ultimatum?
  • Jezus kolejny raz zgromił Piotra słowami (znów ten czasownik). Ale nie są to słowa wyroku, ale przywołanie do porządku. Pokazanie znarowionemu uczniowi gdzie jest jego miejsce. „Zejdź mi z oczu” to w oryginale „stań za mną, wróć do szeregu”. Jezus zatem nie odrzuca Piotra, jak można by było zinterpretować polską wersję. Niejako ponawia swoje powołanie – Pójdź za mną! Pamiętaj, że to Ja jestem twoim mistrzem. Zaufaj Mi. Myślisz po ludzku, tymczasem któż jak Bóg lepiej zatroszczy się o ciebie?

Mk 827 Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: «Za kogo uważają Mnie ludzie?» 28 Oni Mu odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków». 29 On ich zapytał: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Mu Piotr: «Ty jesteś Mesjasz». 30 Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili.31 I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. 32 A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. 33 Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie».