O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Zostańmy przyjaciółmi.

J 21, 15-19

Zostańmy przyjaciółmi. Słowa te z ust ukochanej są bolesne jak niespodziewany cios w plecy. Choć wedle intencji wypowiadającego miały być najłagodniejszą formą zerwania. Nie pasujemy do siebie, znudziłeś mi się, nie dostaję w tym związku tego, czego pragnę, czuję się zbyt przytłoczona, zbyt przynaglana… Szczerość może być odebrana zbyt osobiście, jako niechęć i złość. A propozycja przyjaźni zakłada, że nie czujemy urazy. W konsekwencji jednak kończy się to zazwyczaj tak, że nie ma ani miłości, ani zakochania, ani przyjaźni. Pora szukać dalej, bo tu już nie ma niczego dobrego. Tylko skryty żal z jednej strony i niepokój z drugiej. Przykra sytuacja.

Doświadcza ją niejednokrotnie Jezus. Nawet ze strony Piotra, jak czytamy w tej perykopie z Janowej Ewangelii. Zwłaszcza, gdy czytamy ją w oryginale, gdyż język polski zmuszony jest nieporadnie oddawać różnicę pomiędzy miłością agapé, o którą pyta Mistrz, a relacją w oparciu o caritas, którą oferuje apostoł.

Czy kochasz mnie nad życie? Szalenie mocno, jak tylko Ja mogę cię kochać? Czy spalasz się z tej miłości i świata poza mną nie widzisz? Pragnę cię. Czujesz to samo co Ja?

Słyszysz te pytania Jezusa?

Tak Jezu. Jesteś moim Mistrzem, lubię Cię słuchać, gdyż często masz coś fajnego do powiedzenia. Doceniam to, że oferujesz mi pomoc, wsparcie. Miło się z tobą spędza czas. Fajnie mieć Cię za znajomego. W pewnych sytuacjach dodaje to prestiżu. Zostańmy przyjaciółmi.

Słyszysz Piotra? I siebie? Bo ja siebie tak.
Lecz Jezus się nie poddaje. Pyta drugi raz i nie zraża się, gdy wciąż wykręcam się sianem. Oddaje mi siebie. I nie ustaje w szukaniu wzajemności. Jednakże z taktem. W końcu prosi mnie bowiem o tyle, ile sam mu chcę dać. O moją lichą caritas. Dlatego zasmucił się Piotr, gdy trzeci raz usłyszał Jezusowe pytanie. Nie było tam już słów: „Czy miłujesz mnie bardziej?”

Panie, ty wszystko wiesz. Ty znasz mnie lepiej. Widzisz te skorupy obaw, które mnie tłamszą. Widzisz ten chytry egoizm, który mi nie pozwala się oddać całkowicie, bez bocznej furtki i wentylu bezpieczeństwa. Zostańmy przyjaciółmi, gdyż nie potrafię Cię jeszcze kochać, tak jak na to zasługujesz. A nie chcę Cię zupełnie stracić z oczu.

A Jezus, jak prawdziwy przyjaciel, od razu pociesza zasmuconego Piotra. I zapowiada mu śmierć na krzyżu. Tak, Piotrze. Wiem, że mnie kochasz – nad życie.

Wiem, że mnie kochasz, choć się tego boisz. Słyszysz to, jak i ja słyszę?

Jedno

J 17,20-26

Rodzina

Nawet mi nie przyjdzie do głowy, by rozdzielać i różnicować Boga jedynego w Trójcy Świętej. Myśl w stylu: Bóg Ojciec jest dobry dla starych żydów, ja zdecydowanie preferuję odlotowego Ducha Świętego, to czysty absurd. Jedność Boga jest niepodważalna. I jest wzorem dla mnie w relacjach. Ciebie też przechodzą ciarki, gdy to sobie uświadamiasz, jak wysoko poprzeczka jest zawieszona?

Małżeństwo. Od tej pory jedno jesteśmy. Gdy słyszę Kowalscy, Nowakowie itd. przed oczami mam jedną rodzinę, choć w wielu osobach. Pomimo konfliktów, awantur, różnic charakterów i temperamentów, małżeństwo, rodzina trwa. Co Bóg złączył nie może być rozwodem rozdzielone. Podobnie nic nie zmieni faktu, że jestem ojcem swoich dzieci. Choćbym nie wiem jak był wkurzony lub rozczarowany, zawsze to będzie moja krew. I każde badanie DNA to potwierdzi.

Gorzej niż dziecinadą byłoby odwracanie się od bliskich plecami. Wydzieranie jakiegoś członka rodziny ze zdjęć, czy z listy urodzinowych gości. Żadna bowiem okoliczność nie powinna zaprzeczyć tej rzeczywistości, że jestem z nią jedno.

Ale czy tak samo jedno jestem z kimś więcej niż najbliższa rodzina? Wspólnota, społeczność w pracy, parafia, Polska, Kościół, chrześcijanie, ludzkość…

Jezus w kluczowym momencie swego życia całym sobą błagał bym był ci bliski. By gej zbratał się z łysym faszystą, by żebrak pokochał milionera. By Prezesowi Donald był równie bliski jak brat bliźniak. Byśmy w końcu byli jedno.

Za każdym razem, gdy się od kogoś odcinam, gdy buduję mur wrogości, a nawet gdy zbyt dużą wagę przywiązuję do tego co mnie odróżnia, występuję przeciwko jedności. I niech to będzie dla mnie tak samo absurdalne jak konfrontowanie ze sobą Osób Trójcy Świętej. Tak samo niesprawiedliwe jak odrzucanie Jezusa. I tak samo zabójcze jak rozszczepianie atomu.

Przestań się lękać

Dz 18, 9-18

GrecjaDz18w10

Dlaczego sobie nie ułatwiać życia, gdy jest to możliwe? Takie zdroworozsądkowe podejście niejednokrotnie pomaga. Przesada w upraszczaniu działania i unikaniu kłopotów, może jednak doprowadzić do fatalnych konsekwencji. Zwłaszcza w materii życia duchowego. Jeśli bowiem zastosuję zasadę „Bądź  dobry dla innych, a inni będą dobrzy dla ciebie” do relacji z samym Panem Bogiem, łatwo mogę wpaść w błędne myślenie, że swoją dobrocią mogę zasłużyć na wdzięczność Pana Boga. Będę sumiennie uczestniczył w praktykach religijnych, skrupulatnie przestrzegał wszystkich przepisów Prawa, a Bóg z nieba obsypie mnie błogosławieństwem i spełnieniem wszystkich marzeń. Nie obdarza? Ciągle mam pod górkę? Widocznie za mało się staram i muszę być bardziej papieski od papieża. Znów obuchem w łeb dostałem? Albo Bóg się na mnie uwziął, albo to wina tych okropnych grzeszników, którzy mnie otaczają. I paprzą swym brudem moją nieskazitelną niewinność. Ich wina musi być ukarana, gdyż spodziewana nagroda z nieba ciągle jest przez nich odwlekana. Ciągnę więc ich przed sądy lub jak Sostenesa osobiście wywlekam przed nieubłagany samosąd. Frustracja domaga się wyżycia.

Nawet przez myśl mi nie przemknie przyznanie się, że tak blisko mi do faryzeuszy i zaślepionych ortodoksów. Łatwiej i przyjemniej jest bowiem oceniać innych. Skoro są gorsi, to ja jestem lepszy. I pławię się w swojej „lepszości” dziękując losowi za wszystkich gorszych ode mnie. Uwalniają mnie oni od lęku, że w miłości tak blisko jestem już dna. Że nadzieja ledwo dycha. A wiara straszy echem w swej pustce.

Im bardziej się porównuję z innymi, im ostrzej widzę cudze potknięcia, tym bardziej mną kieruje lęk. Lęk przed odrzuceniem i potępieniem.

Tymczasem Zmartwychwstały Jezus, w tej nocy pełnej lęku, kolejny raz powtarza mi słowa pełne otuchy: „Przestań się lękać!” Nie bój się płakać i zawodzić. Przerwij poszukiwania gorszych od siebie. Przemiana w lepsze zazwyczaj wiąże się z bólami rodzenia. Po dużym trudzie tym większa będzie radość.

Święty Paweł miał przestać lękać się swych prześladowców. Zza zaciśniętych pięści oskarżycieli miał dostrzec tych wielu w mieście, do których był posłany. Realizacja powołania miała zaprzątać całą jego uwagę.

I ja biorę się za swoje życie, by je godnie przeżyć. Wszak Pan jest ze mną i nikt nie targnie się na mnie, by mnie skrzywdzić.