O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Samarytanie

Wpierw przeczytaj: Łk 9,51-56

refugees

Samarytanie byli kimś obcym dla prawowiernych żydów. Co zapalczywsi rzekliby, że byli paskudnym wrzodem wszczepionym przez Persów w czasach niewoli babilońskiej. Byli kimś w rodzaju imigrantów, którzy przez wieki nie potrafili i nie chcieli się do końca zasymilować. Pomimo tego, że w zasadzie przyjęli wiarę w Jedynego Boga, to uparcie pozostawali sobą. Nie pozwalali zapominać o swojej odrębności. Inność zmusza do ustosunkowania. Najczęściej wyzwala uczucia strachu i nieufności.

Najlepszą obroną jest atak. Agresja rodzi chęć rewanżu. Rany podziału leczą się najdłużej. Konflikt narasta…

Ponieważ bezpośrednie spotkanie wrogów może się źle skończyć, żydzi zwyczajowo do Jerozolimy pielgrzymowali okrężną drogą wzdłuż Jordanu. Decyzja Jezusa by pielgrzymować przez Samarię, musiała zatem mocno zirytować apostołów. Gdy spotkali się z problemami po drodze, pewnie pod nosem sobie mruczeli: A nie mówiliśmy? Ja wiedziałem, że tak będzie. Zawsze tak jest z tymi psami. Oby ich ogień pochłonął!

W mojej parafii żaden z księży nawet nie wspomniał, że rozpoczął się Tydzień Modlitwy za Uchodźców. Może nie chcą wtykać kolejnego kija w to mrowisko? Trwa gorąca dyskusja, czy przyjmować uchodźców i w ten sposób narażać się na niebezpieczeństwo, czy też pomagać im w ich własnych środowiskach. Zanim się odpowie na to pytanie, potrzebna jest jednak wcześniejsza zmiana myślenia.

Nie znajdę właściwego rozwiązania, dopóki nie zrozumiem w pełni, że ten ktoś inni to też człowiek jak ja. Uchodźcy to „nie liczby, tylko osoby: to twarze, imiona, historie życia i odpowiednio do tego należy ich traktować” – przypomnę słowa papieża Franciszka.

Naturalnym priorytetem człowieka jest zapewnienie bezpieczeństwa sobie i własnym bliskim. Oddanie życia za osobę obcą to szczyt świętości, do jakiej wzywa mnie Jezus. Wiem, że nim ten szczyt osiągnę, muszę pokonywać małymi kroczkami kolejne etapy. Zawsze w górę!  Inni dla mnie to nie tylko imigranci, innowiercy, czy ludzie o odmiennej orientacji politycznej lub seksualnej. Innym, który mnie irytuje, może być nawet ktoś tak bliski jak żona (chyba z Wenus tu spadła) lub własne dziecko, które ciągle gasi moje oburzenie argumentem, że wszyscy jego znajomi tak robią. Nie akceptować mogę nawet samego siebie.

Obym zaczął oswajać się z innością.

Aniele Boży

Wpierw przeczytaj: Psalm 91

anioł stróż

Aniele Boży

Mój najjaśniejszy Cieniu

wielce wielmożny

i wielce łaskawy

Aniele Boży Stróżu mój !

W niemałym zdziwieniu

ja – stwór dwunożny

bez skrzydeł

i trochę przyciężkawy

a jeszcze więcej głupszy

ganiam Cię wszędzie

po wykrotach

i po przepaściach…

Nie myśląc co to będzie

sam skaczę przeciw tłumom

w uzbrojonych rotach

ćwiczonych w napaściach

i zwyciężam

tracąc ledwie guza…

Jak się nie zmęczysz

wiercąc się jak burza

by swą wszechobecnością

ochronić mnie przed

nawałnicą głupich błędów ?

Ile nagród i pochwał

przyjąłeś z godnością

że wciąż przy mnie ślęczysz

gdy ja śnię o niebieskich migdałach ?

Mój najjaśniejszy Cieniu

obrońco mój z nieba zesłany

jak zwykle nieoczekiwany

Aniele Boży Stróżu mój !

Bóg Ci zapłać

gdyż ja jak zwykle zapomnę…

 

Długodystansowiec

Wpierw przeczytaj: 1 Tm 6, 2c-12 oraz Łk 8,1-3

Men's_10000m_Final_-_2012_Olympics_-_1

Bardzo krótki jest ten fragment z Ewangelii Łukaszowej. Choć w czasie rzeczywistym trwał o wiele dłużej, niż potrzeba sekund do jego przeczytania lub odsłuchania. (Mam nadzieję, że korzystasz z linków, które zamieszczam powyżej) Tak bowiem jest z prozą życia. Wbrew szerzonym opowieściom o niesamowitych wydarzeniach, dobrych i złych, to zwyczajna wędrówka przez kolejne dni stanowi większość mojego i twojego życia. Nie inaczej było z Jezusem, którego lata aktywnej działalności wypełnione były przede wszystkim długimi wędrówkami przez miasta i wioski. Cuda, spory, tłumy były tylko szczyptą przypraw dodającą smaku codziennej strawie głoszenia Dobrej Nowiny.

Mogę psioczyć na monotonię codzienności i wszelkimi sposobami szukać atrakcji, urozmaicenia. Przeskakiwać z kwiatka na kwiatek. Na siłę szukać nowinek lub wyzwań. Może się to stać celem samym w sobie. Na smartfonie co kilka tygodni testuję wciąż nowe aplikacje do czyszczenia pamięci. Cały czas spodziewam się czegoś, efektywniejszego i efektowniejszego. Wolę nie myśleć, w jakim stanie jest już rejestr systemu operacyjnego. Podobnie może być z dziećmi, które zasypywane są przez rodziców ciągle nowymi zabawkami, nowymi zajęciami pozalekcyjnymi, szkoleniami, kursami. Chcemy, by były coraz mądrzejsze i coraz bardziej szczęśliwe. Często widzę takie zajechane i przesycone dzieci.

Tymczasem Jezus w swej wędrówce nie traci nigdy z oczu Swojego celu. Jest mu wierny, aż po krzyż, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. Nie szukał lepszej ścieżki kariery. Nie bał się „wypalenia zawodowego”. Prawdziwy wzór dla długodystansowców.

Podobnie św. Paweł chrześcijańskie życie porównuje do zawodów sportowych. Do ucieczki i pościgu. Ten całożyciowy maraton to moja profesja. Jeśli to sens i treść mego życia, śmiało mogę powiedzieć, że jestem zawodowcem. A profesjonalny biegacz w zawodach nie idzie na żywioł. Cały czas pamięta o celu biegu, jakim jest zwycięstwo. Wszystko temu podporządkowuje.

Na przeszkodach, podbiegach, wirażach lub w chwilach kryzysu zawodowy długodystansowiec mobilizuje się i skupia. A na długich, prostych, monotonnych odcinkach? Taka jest bowiem w większości trasa. On dobrze wie, że to wymarzony czas na regenerację sił. Albo na przyspieszenie!