O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Post

Wpierw przeczytaj: Mt 9,14-15

wedding-love-happy-couple-51322_Fotor

Celem postu nie jest schudnięcie. Wielki Post to nie światowe dni dietetycznego odżywiania i dbania o własną figurę. Postem nie jest również masochistyczne zadawanie sobie jakiegoś niepotrzebnego bólu. Już dawno temu Kościół wykazał, że tłumy biczowników nie obrały słusznej drogi. Czym zatem jest post?  To sztuka życia. Chrześcijańska alternatywa dla wschodnich filozofii, takich jak joga. Celem postu jest opanowanie własnej woli i nauczenie się przestrzegania dyscypliny nawet wówczas, gdy namiętności, czyli kaprysy woli, nawyki i słabości ciała pchają mnie w ramiona tego, co łatwiejsze, przyjemniejsze, bardziej odurzające… i mniej wartościowe.

Nie potrzebuję wielkiego wysiłku intelektualnego, żeby odkryć, czego mi w życiu brakuje. Czego bym chciał, co mają inni. Czego mi ciągle mało. Te pragnienia buzują we mnie jak w dobrze napalonym kominku. Każda spostrzeżona fajna rzecz, każda chwytliwa reklama lub cudze przechwalanie się, są jak kłody bukowego drewna dorzucone do tego ognia. Żadne zaspokojenie chwilowej zachcianki nie ugasi tego trawiącego żaru. Te pragnienia dnia codziennego pchają mnie w wyścig szczurów. Topią w zawiści. Wpędzają w depresję. Czytałem dziś o badaniach naukowców, którzy stwierdzili, że przy depresji pracują te same części mózgu, co przy rozczarowaniach, zawiedzionych nadziejach, niespełnionych pragnieniach.

Dlatego prawdziwy pokój odnajdę tylko wtedy, kiedy stawię opór nadmiernym namiętnościom, a nie kiedy im ulegnę. Najlepszym sposobem żeby to osiągnąć jest post. Czym zatem jest post?

To rezygnacja z mniejszego dobra, by to większe, wartościowsze tym bardziej mnie ubogaciło. Na swoim weselu nie czytałem książek, nie oglądałem telewizji, nie rozglądałem się za innymi dziewczynami, choć wszystkie wokół mnie zrobiły się na bóstwo. Cały skoncentrowany byłem na szczęściu przeżywanym z Ukochaną. Cokolwiek odrywałoby mnie od tego szczęścia, pozbawiałoby mnie tego, co najwartościowsze. Obym w ten sam sposób pościł, gdy mam okazję wykorzystywać te nieliczne chwile, które mamy wyłącznie dla siebie.

Pościć, to nie zawracać sobie głowy głupotami, gdy staję przed wielką szansą. Pościć, to nie psuć sobie dobrego smaku po wyśmienitej uczcie zapychając się śmieciowym jedzeniem. Pościć, to nie zadowalać się byle czym, gdy nadchodzi coś wspaniałego.

Tak mi się tylko wydaje

Wpierw przeczytaj: Łk 9, 23-27

13923109301_2b49b471ae_c

Słyszałem to już tak wiele razy. Wyryte jest już głęboko w świadomości, że słuchając te słowa w kolejny Wielki Post, reaguję na nie jak na zwyczajowe „Dzień dobry” z ust mijanego na schodach sąsiada. Ale Ewangelia nie może być melodią tła. Słowo Jezusa to nie tło – to treść życia. To wręcz warunek przeżycia.

Mam się zaprzeć siebie. To zaparcie się samego siebie niejednokrotnie polega na uznaniu tego, że mylę się co do oceny siebie i świata, że jest inaczej, niż mi się wydaje. To próba zaufania Komuś większemu ode mnie samego. Ciągle brzmi to w moich uszach jak pobożny slogan? Tak mi się tylko wydaje. Jest dokładnie inaczej. Obym tym razem zaufał w to, co słyszę z Twych ust. Krzyż czeka.

Wydaje mi się, że krzyż jest ponad moje siły. Chwilami w głębi serca odczuwam delikatny żal, że Jezus nie pozostawia mi w zasadzie wyboru. Twardy warunek – albo krzyż, albo samozatracenie. Wszystko dlatego, że krzyż automatycznie kojarzy się z czymś nieprzyjemnym, trudnym, bolesnym. Samozachowawczy instynkt rozpieszczonego dziecka popycha mnie do odrzucenia drogi Jezusa. Zachowuję się jak małe dziecko, które wypluwa gorzką tabletkę.

A może, tylko tak mi się wydaje?

Chodź i zobacz

Wpierw przeczytaj: J 1, 43-51

figowiec

Filip się zapalił do sprawy. Znalazł Tego, na którego czekał przez całe życie. Znalazł swoje spełnienie i szczęście. Nic dziwnego, że rozpierała go radość. Jeśli coś mnie rozpiera od wewnątrz, musi się to uzewnętrznić. Wentyl bezpieczeństwa ujawnia się między innymi w ten sposób, że dzielę się wokoło tym, co mnie pobudza.

By ukierunkować niespożytą energię mojego młodszego syna, nauczyłem go dziś najprostszych komend języka HTML. Oczywiście mocno się do tego zapalił. Co parę sekund wołał mnie i kogo tylko zobaczył, że na „jego stronie internetowej” właśnie pojawiło się nowe słowo, pierwszy obrazek, zmieniła się czcionka. Jego radość i duma z siebie nie pozwalała mu czekać, aż do końcowego efektu swych prac. Podobnie było i z apostołem z Betsaidy.

Napotkanemu Natanaelowi momentalnie wyjawia tę prawdę, która przemieniła jego życie. Bez owijania w bawełnę, od razu końcowe wnioski. Spektakularnie. Takie świadectwo może mieć wielką moc, jeśli trafi na podatną glebę – złaknioną ożywczej wody. Gorzej, gdy trafi na twardy jak skała sceptyczny umysł. Wzmocniony żelbetonem uprzedzeń, obiegowych opinii, przesądów i złych doświadczeń. Po tak nieprzygotowanym gruncie prawda może z łatwością spłynąć. „Cóż dobrego może być z Nazaretu?” – takie argumenty i chłód słuchacza szybko studzą zapał niejednego świadka.

Filip się nie poddaje. On już pojął, że sama obecność Jezusa może skruszyć wszelkie wątpliwości. Sam przecież tej niezwykłej mocy doświadczył. Gdy spostrzega, że jego wysiłki nie spełniają pokładanych w nich nadziei, oddaje je w ręce Jezusa. Nie wierzysz w to, co mówię? Chodź i zobacz sam! Przekonaj się osobiście. 

Zadaniem świadka Ewangelii jest nie tyle samemu przekonać słuchacza, ile doprowadzić go do osobistego spotkania z Jezusem. By tam, u samego Źródła, upoił się Słowem Życia.

Pisząc ten blog, czy moderując grupę na Facebooku, staram się nie narzucać ci swojego punktu widzenia. Choć nieraz brakuje mi cierpliwości i zasypuję powiadomieniami o nowych wpisach. Nie chcę wpoić ci swojej wiary ani swego obrazu Pana. Gorąco pragnę tylko podsunąć ci parę pytań, wątpliwości albo przebłysków. Może gdzieś tam, pod swoim drzewem figowym, weźmiesz je pod uwagę i rozważysz. A z pewnością będzie Ci towarzyszył Jezus. On już świetnie cię zna i tylko czeka na ten moment twego przyzwolenia, by wzajemna wasza znajomość się zacieśniła.