O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Kto ma uszy, niechaj słucha!

Łk 8,4-21
KKK 80-83

  • Jezusowi bardzo zależało, żeby Jego nauka została przyjęta i przyswojona. Dlatego używał prostego a zarazem obrazowego języka. Podawał przykłady z życia wzięte, spotykane na co dzień. Za każdym razem, gdy widzę siewcę, od razu przypomina mi się Chrystusowa przypowieść. Choć zobaczyć dzisiaj w Katowicach siewcę jest pewnie taka szansa jak zobaczyć kierowcę autobusu w Kafarnaum. Dlatego jestem przekonany, że gdyby dzisiaj Jezus głosiłby nam kazanie z hałdy, użyłby takich obrazów, które byłyby dla nas jednoznaczne i zapadające głęboko w pamięć.
  • I dzieje się tak faktycznie. Jezus bezustannie nas naucza. Współcześni następcy Apostołów, oświeceni Duchem Świętym, przekazują w całości naukę Pana w taki sposób, byśmy ją zachowywali. Im bardziej są otwarci na działanie Ducha Świętego, tym lepiej nam Słowo Boże wyjaśniają. W kościele nie chcę słuchać wykładów z teologii. Nie chcę też znać prywatnych opinii księdza na temat bieżących wydarzeń społeczno-politycznych. Chcę usłyszeć dokładnie to, co Jezus ma mi dziś do powiedzenia.
  • Zależy to nie tylko od wprawy i rozmodlenia kaznodziei. Przede wszystkim liczy się moja otwartość na przyjęcie ziarna Słowa. Jeśli swoimi myślami będę cały czas daleko, wtedy i do mnie będzie się odnosiła smutna refleksja Jezusa, że patrzę, a nie widzę. Słucham, a nie rozumiem. Jeśli nie interesuje mnie nauczanie Kościoła, bo nie ufam księżom, bo to zbyt trudne do zrozumienia, bo nie mam na to czasu… to trudno mi będzie samemu dojść do Prawdy. Nawet jeśli sięgnę do Pisma Świętego, to bardzo prawdopodobne jest, że odkryję w Biblii wyłącznie swoje własne przekonania. «Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma».

Mam ci coś powiedzieć.

Łk 7,36-8,3 KKK 74-79

  • Jeden z faryzeuszy zaprosił Jezusa na ucztę. Pierwszy krok, jeśli jest postawiony we właściwym kierunku, może rozpocząć dotarcie do celu. Jeśli nie odważę się na ten pierwszy gest, pierwszy kontakt, to nie mam co marzyć o zespoleniu z Jezusem. Bóg nie zbawia na siłę. Nie wystarczy, że jestem ochrzczony, nie wystarczy, że bywam w kościele co tydzień. Mucha też może wlatywać do kościoła przez otwarte drzwi. Zaproszenie na ucztę, to wejście w relację. Dzielimy wtedy ze sobą nie tylko posiłek, ale też i własne zdanie, poglądy. Jeśli wejdę z Panem w relację, to przestanę być tylko biernym obserwatorem. Rozpocznę rozmowę, czyli modlitwę.
  • Na to Jezus rzekł do niego: «Szymonie, mam ci coś powiedzieć». On rzekł: «Powiedz, Nauczycielu!» Zamiast imienia Szymon mogę wstawić swoje imię. Jeśli tylko dopuszczę Jezusa do głosu, to z pewnością będzie On miał mi coś do powiedzenia. Coś bardzo ważnego i adresowanego wyłącznie do mnie. Słowa Jezusa to nie propaganda, piękne hasła, które mają się spodobać każdemu. Często mnie drażni, gdy ksiądz podczas homilii albo youtubowej konferencji wejdzie w „kościółkowe tony”. Piękne gładkie słówka, frazesy słyszane tysiące razy. Cóż z tego, że są prawdziwe. Reklamowe slogany też przekazują jakieś prawdy. Jezus ma mi do powiedzenia w tym momencie coś, co poruszy tę najczulszą strunę. Ktoś inny będzie słyszał te same słowa, ale zharmonizują u niego w zupełnie innym tonie. Przeznaczonym właśnie dla niego, dającym szansę na metanoję – kopernikańską zmianę myślenia. Tylko słowo, które mnie poruszy ma tę szansę, by nie okazało się bezowocne.
  • Te wszystkie cudowne słowa przekazał Pan swym uczniom, by zasiewali je w sercach wszystkich ludzi. Na całym świecie i przez wszystkie pokolenia. Właśnie przez nich chce ciągle przemawiać, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania Prawdy. Część z tych słów została zapisana w Ewangelii. Jezus jednakże nakazał przede wszystkich głosić swoją naukę, a nie tylko ją spisać i skodyfikować. Słowo mówione jest bowiem żywe. Może przybrać kształt zrozumiały nawet dla najbardziej zatwardziałego słuchacza. Tym tchnieniem, które przekazuje Chrystusowe słowo jest Duch Święty. Dlatego w Kościele Katolickim wsłuchuję się w Słowo Boże przekazane mi w Piśmie Świętym i wyjaśnione w Tradycji – nauczaniu Kolegium Biskupów.
  • Przyznaję się, że obawiałem się tej jednoczesnej lektury Pisma Świętego i Katechizmu Kościoła Katolickiego. Jak widzicie, teksty te nie zostały przeze mnie jakoś szczególnie dobrane. Czytam kolejne fragmenty. Okazuje się, że dzięki temu zestawieniu mogę dostrzec w dobrze mi znanych fragmentach Ewangelii zupełnie nowe przesłania. Łatwość z jaką mi przychodzi znalezienie wspólnej treści pomiędzy tymi tekstami niezwykle mnie zaskakuje. Jest źródłem radości i wdzięczności Duchowi Świętemu.

Dlaczego widzisz, a nie grzmisz?

Łk 7,18-35 KKK 68-73

  • Święty Jan Chrzciciel – najdoskonalszy narodzony z niewiasty przed przyjściem Jezusa – nawet taki duchowy heros miał wątpliwości. Jedyny z proroków, który imiennie wskazał oczekiwanego mesjasza, szuka pewności, że się nie pomylił. Jezus zachowywał się bowiem zupełnie nie „po mesjaszowemu”. Miał być siekierą przyłożoną do pnia. Tymczasem Mistrz z Nazaretu nie wymierzał natychmiast surowej kary tym, którzy na nią z pewnością zasługiwali, pozwalał się znieważać i zdawał się tolerować zło. Jawnie przekraczał tradycyjne przepisy dotyczące czystości rytualnej. Dotykał publicznie zwłok, uzdrawiał w szabat. Wchodził w spór z pobożnymi faryzeuszami a uzdrawiał pogańskiego sługę setnika. Halo! Czy mi się zdaje, ale chyba coś tu nie gra!?
  • Ileż razy sam jestem zaskoczony postępowaniem Jezusa. Czyżby nie widział, że Kościół Mu się sypie? Ileż razy mógł się mylić, powołując tylu kapłanów, którzy zamiast być alter Christus, stawali się zgorszeniem dla wiernych? Dlaczego zło triumfuje? To może generalne wątpliwości, ale czyż Pan i mnie osobiście niemile zaskakuje? Dlaczego pozwala, że moje dobre intencje są źle odbierane? Dlaczego moje inicjatywy, jak choćby ten blog, nie są wspierane mocą z góry i zdaje mi się, że w pojedynkę zmagam się z własną nieudolnością? Pytania, pytania, pytania…
  • Tymczasem Katechizm twierdzi dobitnie, że Bóg przynosi przeobfitą i ostateczną odpowiedź na pytania człowieka. Poczułem się tak, jakbym nie potrafił zadawać sensownych pytań. Jak podczas turnieju „Miliarderzy”. Przed pytaniem o główną nagrodę wykorzystuję koło ratunkowe i dzwonię do przyjaciela. Zamiast jednak uzyskać konkretną wskazówkę, to tracę czas pytaniami o pogodę, która godzina, jak się czuje, co słychać u sąsiadki, jaki był wynik meczu… Może się nawet dziwię, że Przyjaciel upiera się, żeby mi dać odpowiedź za miliard. Obrażony obruszam się, dlaczego mnie ciągle ignoruje…
  • Jan Chrzciciel nie pytał się o takie bzdury. Siedział w więzieniu. Zło dobitnie dawało mu odczuć, kto tu rządzi. Jego pytanie było krzykiem rozpaczy. Takim samym jak krzyk ofiar księży pedofili, krzyk tysięcy wiernych odmawiających różaniec w intencji odnowy moralnej w Ojczyźnie.
  • Cóż odpowiedział Jezus? «Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię». Wiem, że zło rzuca się w oczy. Uwiera jak odcisk. Jeśli jednak rozejrzę się dookoła,  bez wątpienia zobaczę jak wiele dobra się dzieje. Ile cudów i Bożych prezentów czeka na mnie po każdej nocy! Boże przymierze będzie trwało aż do końca świata. I jest to sojusz silniejszy niż NATO, Rosja, Chiny a nawet kosmici.
  • Kościół chyli się ku upadkowi? Tak mi się zdaje, bo usłyszałem kilka wiadomości na ten temat.  Tymczasem w 2023 roku liczba chrześcijan na całym świecie znacznie wzrosła. Po raz pierwszy przekroczono granicę 2,6 miliarda. Chrześcijaństwo rośnie obecnie w tempie 1,18 proc. rocznie, co oznacza 30 milionów wierzących. Na poziomie globalnym obserwuje się zaskakujący zwrot w kierunku chrześcijaństwa. Każdego dnia społeczność wyznawców Chrystusa powiększa się o 82 tys. osób. Pokazuje to „Study of Global Christianity” przeprowadzone przez badaczy religii z Bostonu.
  • Błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi. Może mi nawet kat ścinać głowę, ale i tak będę spokojny. Bo moja śmierć będzie jak ugryzienie komara tuż przed celnym ciosem gazety.