O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Zmysł wiary

Łk 9,1-17
KKK 91-95

  • Apostołowie zostali posłani do głoszenia Ewangelii i czynienia cudów. W większości przypadków znali Jezusa tylko parę tygodni. Cóż z tego, że nie opuszczali Go na krok. Jak gąbki chłonęli każde Jego słowo. Obserwowali wszystkie jego czyny, gesty. Czy taki przyspieszony kurs wystarczyłby do tak poważnej próby? Jestem uczniem Jezusa teoretycznie od momentu chrztu. Ponad pięćdziesiąt lat. Zacząłem mu służyć jako ministrant we wczesnym wieku szkolnym. Kilkanaście lat katechezy w salkach, dwa lata studiów teologicznych, kilka razy przeczytane Pismo Święte od deski do deski, tysiące wysłuchanych kazań, konferencji, półki przeczytanych książek religijnych, niezliczone godziny na modlitwie… Gdybym dostał polecenie żeby pójść i głosić, pójść i uzdrawiać, moje brwi sprawdziłyby w zdumieniu jak wysokie mam czoło. Mogę pisać bloga, ale żeby uzdrawiać? Za kogo Ty Boże mnie masz?
  • Apostołowie jednak posłusznie poszli. Jak wiemy z Ewangelii, owoce misji wprawiły ich samych w zdumienie. Wrodzony talent? Szczególne wybranie? Jezus w Swej wszechmocy wyszukał nieoszlifowane diamenty? Bynajmniej. Po powrocie wielokrotnie dawali znać, że geniuszami to oni nie są. Do nakarmienia tłumów zebrali tylko pięć chlebków i dwie rybki. Próbując je sprawiedliwie podzielić, pogubili się w ułamkach. To się nie da! – bezgłośnie wykrzykiwali w twarz Nauczycielowi. Nawet podczas Ostatniej Wieczerzy – na koniec intensywnego Jezusowego kursu – zadawali pytania o podstawowe rzeczy niczego nie pojmując. Jak „Janusze”. Sukcesu podczas tego swoistego stażu nie zawdzięczali sobie, choć słowa i uzdrawiająca moc wypływała z nich niemal samoistnie.
  • Wszyscy wierni uczestniczą w przekazywaniu prawdy objawionej. Nawet ci, co mieli kłopoty w utrzymywaniu skupienia na nudnych lekcjach religii, a puste żołądki notorycznie zagłuszają im kazania swym marszem. I jeśli tylko zechcą i się odważą, potrafią owocnie dać świadectwo. Potrafią skłonić do dobra.
  • Jeśli tylko będę otwarty na Jezusa jak apostołowie i będę wiernie trwał we wspólnocie jak oni, dzięki zmysłowi wiary nie zbłądzę sam, ani nie zwiodę innych. Jeśli szczerze będę zadawał sobie pytania w kwestiach duchowych, to Duch w Swoim czasie udzieli mi prawidłowych odpowiedzi. Od kilkudziesięciu lat praktycznie codziennie zaglądam do Pisma Świętego. Te Słowa jak krople przeciskające się przez wapienne skały, utworzyły w mej osobowości szerokie korytarze i jaskinie, gdzie mogą się swobodnie gromadzić. Jak skała niewielkie mam w tym zasługi, ale czuję, że Biblia przemieniła mój sposób patrzenia na świat, na innych i siebie samego.
  • Bardzo mnie boli, gdy słyszę oskarżenia pod adresem papieża i biskupów, że bliżej im do heretyków, bo mają inne poglądy niż mój rozmówca i jemu podobni. Czyż to nie wyraz pychy bycie bardziej papieskim od papieża? Wiem, że duchowni to tacy sami grzesznicy jak ja. Ich grzechy tym bardziej są godne potępienia im bardziej sieją publiczne zgorszenie. Ale to są ich czyny, wypływające z ich słabości. Oficjalne zaś nauczanie Magisterium Kościoła, drogą sukcesji i mocą Ducha Świętego otrzymywanego w Sakramencie Święceń Kapłańskich, jest owocem niezawodnego charyzmatu prawdy. Dlatego Apostołowie posłani po dwóch do wiosek galilejskich mogli czynić cuda. Gdyż to Pan zwołał ich, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób.

Wierz tylko

Łk 8,40-56
KKK 88-90

  • Wierzyć nie jest łatwo. Zwłaszcza w świecie, który od czasów Oświecenia uparcie ufa wyłącznie wynikom rozumowych dociekań i zmysłowych doświadczeń. Dlatego, gdy staję wobec prawd wiary, automatycznie szukam racjonalnych podstaw. Szukam zrozumienia, sensu. Jeśli wiem o co chodzi, jeśli ogarnąć mogę tajemnicę i cud – jest mi łatwiej być wiernym. Trudno mi wierzyć w coś nieokreślonego, bezkształtnego, bezwymiarowego, nienazwanego, ponadczasowego. Dlatego na siłę ubieram transcendencję w słowa, w obrazy, porównania.
  • Kościół wychodzi naprzeciw tej ludzkiej potrzebie formułując dogmaty. Tak jakby mi powtarzał: „Może tego w tej chwili nie rozumiesz, ale zaufaj nam, najtęższe umysły teologiczne, wsparte bezpośrednią pomocą Ducha Świętego, sprawdziły  to i podały w taki sposób, żeby to było jak najbardziej dla ciebie przyswajalne”. Wiara zostaje wsparta zaufaniem.
  • Kobieta cierpiąca na krwotok momentalnie, po dotknięciu się frędzli u Jezusowego płaszcza, przekonała się, że została już uzdrowiona. Z pewnością fizycznie mogła odczuć, że wieloletnie krwawienie ustało. Ale tylko w świetle swej wiary mogła nabrać pewności, że jej dolegliwość ustała definitywnie. To zapewnienie Jezusa, że wiara ją uzdrowiła, dodało jej intuicyjnemu przeświadczeniu pewności.
  • Jairowi rozum, zmysły i domownicy podpowiadali, że się spóźnił. Jego córka umarła zanim przyprowadził do niej Uzdrowiciela. Śmierć jest definitywnym kresem. Zmarły nie usłyszy polecenia Lekarza. Jedynym kontrargumentem stawiającym opór tym bezlitosnym faktom, było zapewnienie Jezusa, że dziewczynka tylko śpi. Czy warto zaufać słowu przeciwko faktom? A jeśli słowa zawiodą ostatnią nadzieję? Czy takie rozczarowanie nie pogłębi jeszcze dramatu, który jest ponad ludzkie siły?
  • Jeśli moje życie duchowe jest prawe, jeśli jestem otwarty na wszystkie słowa Pana, jeśli dostrzegam ich słuszność, spójność i niezawodność, wtedy łatwiej mi będzie wzbić się ponad wątpliwości. Zaufam wbrew rozumowi, a nawet wbrew własnej nadziei. Zaufam, bo Chrystus i Kościół nigdy mnie nie zawiedli. I tyle mi wystarczy za cały logiczny wywód.

Razem

Łk 8,22-39 KKK 84-87

  • Apostołowie rozpaczliwie budzący swego Mistrza podczas burzy na jeziorze – jakże to bliski mi obraz. Chociaż ze wstydem muszę przyznać, że nawet do takiej postawy mi bywa daleko. W krytycznej sytuacji, gdy nie daję sobie rady, zamiast zwracać się do Jezusa, bliżej mi do postawy cierpiętnika użalającego się nad swoim losem. Doświadczeni rybacy z Galilei dobrze znali swoje możliwości. Dlatego podczas gwałtownej burzy podjęli wszelkie działania, by uratować statek lub przynajmniej siebie samych. Nie oglądali się na drugich dając z siebie wszystko, ale zarazem ściśle ze sobą współpracowali. Gdy musieli uznać swoją porażkę – schowali swoją rybacką dumę do przemoczonej kieszeni i obudzili Pana.
  • Kluczowa wydaje się współpraca uczniów. Wypowiadają się jednym głosem. W mniej dramatycznych sytuacjach, rzecznikiem ich jednomyślności był Szymon Piotr. Gdy przestawali być zgodni ze sobą, niejako tracili całą swą siłę. Ów Piotr na Ostatniej Wieczerzy w gronie Dwunastu zdecydowanym głosem deklarował, że jest gotów oddać życie za Pana. Gdy znalazł się sam na dziedzińcu Arcykapłana, przestraszył się służącej odźwiernej. Jezus doskonale znał tę słabość swoich uczniów. Od samego początku przyzwyczajał ich do pracy zespołowej. Na misję posyłał ich po dwóch. A właściwie szli w trójkę, bo gdzie dwaj modlą się w imię Jezusa, tam i On jest pomiędzy nimi.
  • Wspólnotowość Kościoła jest odbiciem jedności Trójcy Świętej. Dopóki żyję i działam w zgodzie z resztą Kościoła, dopóty mam pewność, że Jezus jest przy mnie, poucza mnie i chroni przed wszelkim niebezpieczeństwem. „Cały lud święty zjednoczony ze swymi pasterzami trwa stale w nauce Apostołów, we wspólnocie braterskiej, w łamaniu chleba i w modlitwach, tak iż szczególna zaznacza się jednomyślność przełożonych i wiernych w zachowywaniu przekazanej wiary, w praktykowaniu jej i wyznawaniu.” Jeśli wierzę w to, co podaje do wiary papież i biskupi, mam pewność, że nie błądzę w wierze. Jeżeli do „prawd” dochodzę sam, na podstawie własnych dociekań, własnej lektury Pisma Świętego, prywatnych objawień, wyskakuję niejako z Piotrowej łodzi. Jestem szaleńcem, gdy w takiej sytuacji, będę się upierał, że to ja postępuję właściwie, a reszta jest skazana na zagładę.
  • Wierni z uległością przyjmują prawdy wiary przekazywane im przez ich pasterzy. Ta uległość ma być jednak wyrazem jednomyślności a nie podporządkowania. Biskupi, tak jak Apostołowie w łodzi, nie mają mocy, by rozkazywać wiatrom i uciszać burze. Oni są jedynie wyrazicielami naszych próśb i wołań o pomoc. Jeśli jednak zacznę traktować konsekrowane osoby jak swoistych nadludzi, z przesadnym respektem i czołobitnością, mogę ich wystawiać na pokusę. Mogą zapomnieć o własnej słabości i omylności, typowej dla wszystkich ludzi. „Urząd ten Nauczycielski nie jest ponad słowem Bożym, lecz jemu służy, nauczając tylko tego, co zostało przekazane”. Kapłan to sługa niosący latarnię prawdziwej Nauki. Moim zadaniem jest iść za nim. Jeśli go wyprzedzę, bo kroczyć będę żwawiej od niego, szybko się potknę wkraczając w ciemność. Jeśli zaś upadnę przed nim na kolana, żeby wychwalać jego posługę i dziękować za niesienie lampy – obaj będziemy stali w miejscu zamiast posuwać się do przodu.