Z musu, czy dobrowolnie.

Czwartek w 32 tygodniu zwykłym

Dotline_no_amberine_red.jpg

 

To odwieczny dylemat rodzica. A myślę, że szczególnie ojca. Wymagać, czy nie wymagać? Oto jest pytanie. Jako ten starszy, naturalnym jest, że muszę odpowiadać za swoje dziecko. Niejako swoją odpowiedzialnością obejmuję nie tylko siebie, ale pokrywam też braki odpowiedzialności u swego dziecka. Wynikają one z braku wiedzy, doświadczenia i tego wszystkiego, co kiedyś określało się terminem “pstro w głowie”. Gdy syn chce wyjść z domu pomimo mrozu bez czapki, to moja w tym głowa, by czapka trafiła na jego głowę. On myśli w tej chwili o zepsuciu swojej wyżelowanej fryzurze. Ja nauczony doświadczeniem wiem, że u obłożnie chorego nawet najlepszy grzebień nie pomoże, by wyglądać dobrze. Więc warto zadbać o swoje zdrowie. A właściwie o zdrowie swojego nastolatka.

Tylko jak to wyegzekwować? Jedna szkoła to metoda survivalu i wojskowej musztry. Wykorzystuję autorytet. I mocą tej rodzicielskiej władzy, robię z synów zdyscyplinowanych, twardych mężczyzn.

Drugą szkołę zaprezentował mi święty Paweł w stosunku do Filemona. Mógł mu posłać “biskupi dekret” pozbawiający go praw własności do Onezyma. Z kazaniem o równości wszystkich ludzi i wyższości ubóstwa. Zamiast tego odwołał się do jego dobrej woli. A może przedstawił mu prośbę z gatunku tych nie do odrzucenia? Może grzecznie postawił Filemona “pod ścianą”, egzaminując jego wolę, czy już jest wystarczająco dobra? Po latach trudu wychowawczego.

Trudno odpowiedzieć na to hamletowskie pytanie. “Wymagać, czy nie wymagać.” Każda błędna próba może się skończyć kiepsko. Nie tylko dla wychowanka.

Nie róbcie targowiska

Środa w 32 tygodniu zwykłym.

blurred-21619_640.jpg

 

Jak wynika z raportu „Agentki Cyfrowej Zmiany: Kompetencje cyfrowe kobiet w Polsce”, 88 proc. kobiet w wieku 16-24 korzysta  z komputera codziennie, co stanowi wynik najlepszy w Unii Europejskiej. Są to dane z początku tego roku znalezione w internecie.

Kolejna rzecz wyszukana w sieci. Okazuje się, że codziennie czytam ponad 150 artykułów w czytniku RSS. Do tego śledzenie na bieżąco wyników meczów w najsilniejszych ligach piłkarskich Europy. Ze wszystkimi strzelcami bramek. Ikonki w pasku adresu przeglądarki bezustannie podają mi aktualne dane, co do ilości otwieranych stron, zablokowanych okienek, wejść na WordPressa. Ponadto dane z Windowsa w postaci temperatury procesora, ilości wolnej pamięci RAM i obciążenia procesora. Przychodzące maile, wiadomości na czacie, facebooku, aktualizacje programów.

To dopiero komputer. A jeszcze zalew informacji ze smartfonu, telewizora, prasy. Wszędobylskie reklamy. Strumieniowo puszczana muzyka, przeplatana śmiesznymi filmikami z sieci. Byle przypadkiem nie oszołomiła mnie cisza.

Nawet w trakcie Mszy świętej. Ba! Podczas modlitwy indywidualnej, myśli krążą jednocześnie wokół tysiąca mniej i bardziej ważnych spraw. Niby walczę z rozproszeniami. Ale skuteczniej rozpraszam się na atomy nieuwagi i banału.

Tęsknię za usłyszeniem w tym gwarze głośniejszym niż rwetes bliskowschodnich bazarów świstu Jezusowego bicza. Niech wbije mi do głowy, że moje ciało, serce i mój umysł to świątynia Ducha Świętego. Niech nie robię ze swego życia targowiska.

Któż z was

Wtorek w 32 tygodniu zwykłym

butler-675452_640.jpgPoczątek tych słów Jezusa od razu nasunął mojej pamięci słowa pojawiające się dwa rozdziały wcześniej w Łukaszowej Ewangelii. Te o zaginionej owcy i zgubionej drachmie. Albo jeszcze inne: “Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.” Wszystkie te frazy przedstawiają człowiekowi sytuacje niewyobrażalne. Prawie niedorzeczne.

Porzucenie 99 owiec na rzecz tej krnąbrnej “czarnej owcy”. Spraszanie gości i urządzanie imprezy po znalezieniu równowartości 100zł. Bycie bez grzechu.

Podobnie ów dzisiejszy właściciel, który przygrzewa garnek z obiadem, by nakarmić wypatrywanych z niecierpliwością najemników i niewolników. Nie jak pan, lecz dobry ojciec. A jeszcze lepiej – troskliwa matka.

Tak postępować tylko może ktoś bezgranicznie przepełniony bezinteresowną miłością. Nie liczący się z własnym interesem i wygodą. Ktoś dobry jak Bóg, który kocha nie oczekując niczego w zamian. Gdyż nic nie mogę Mu zaoferować, czego sam nie otrzymałem od Niego wcześniej.

Moje dobre uczynki niejako są dla Boga “nieużyteczną służbą”. Nie są walutą, za którą kupię sobie miłosierdzie i lata odpustu. Wykonuję tylko to, co i tak jest moim obowiązkiem. Utrudzony tymi obowiązkami. Tą orką na własnym poletku i pasterską harówką nad cudzymi owcami, w końcu wrócę do Domu Ojca. A tam zaskoczy mnie suto zastawiony stół. Posiłek nie dla sługi liczącego na najbardziej opłacalny “wikt i opierunek”, z trzynastką i wczasami pod gruszą.