Jak ziarnko gorczycy

Poniedziałek w 32 tygodniu zwykłym.

cubbington-pear-tree

  • Pan odpowiada na prośby w zaskakujący sposób. Z jednej strony stawia jakże trudny w swej prostocie warunek do spełnienia. Z drugiej zaś strony oferuje obietnicę ponad wyobrażenia. Przecież nie  proszę Go o cud na miarę rozkazywania drzewom. Czy w tym paradoksie nie jest może ukryta wskazówka, że poprzeczka zawieszona na wysokości ziarna gorczycy, to nie minimum kwalifikacyjne? Wszak hojność Boga nie zna granic w odpowiadaniu na moją wiarę.
  • Pojedyncze ziarno gorczycy to tak niewiele. Nawet mistrz kuchni z tego jednego składnika nie wymyśli obiadu. Na samej gorczycy doświadczyłbym tylko goryczy. Wiara, jak gorczyca, ma właściwości lecznicze. Dodaje smaku. Najlepszy jednak sos na nic się zda, jeśli danie główne będzie liche. Ode mnie zależy jak pyszna będzie strawa na całe życie. Nie chcę serwować luksusowej musztardy do rowerowej dętki z grilla.
  • Uderza mnie fakt, że Jezus ową mocno zakorzenioną morwę, która stanowi zawadę i przeszkodę, nie chce unicestwić, ale przesadzić. I to w miejsce tak zaskakujące jak morskie bałwany. Wszystko ma bowiem jakiś ukryty sens, zgodny z Bożym zamysłem. To wiara pozwala go odkryć. I poukładać poszczególne klocki zwyczajności według najlepszego porządku. Gdzie nawet zawalidrogi mogą się stać ostatnią deską ratunku dla rozbitka.

Siedmiu braci

32 niedziela zwykła rok C
foggy-road.jpg

  • Trudne chwile po prostu zdarzają się. Jest to naturalna kolej rzeczy. I dotyczy to nie tylko prześladowań. Taka jest konsekwencja moich wyborów, praw natury, zwłaszcza mojej ludzkiej – skażonej grzechem pierworodnym. Trudności zdarzają się, czy chcę tego, czy nie. To jest często ode mnie niezależne. Moim i twoim zadaniem jest godnie stawić trudnościom czoła. Jak owa machabejska rodzina.
  • Jest ich siedmiu. A więc w znaczeniu biblijnym –  wielu. To nie jest tak, że tylko my mamy pecha. Że zły uwziął się jakoś szczególnie na mnie. Że ta właśnie pokusa krąży dokoła, czyhając aby pożreć właśnie mnie. To nie jest tak, że walkę toczę sam. Mam wielu braci i Matkę Kościół. I to nie tylko jako kibiców, sędziów widowiska wewnętrznej walki. Ale współtowarzyszy znojów. Zacnych sojuszników.
  • A pokusa może być kusząco banalna. Czy świat się zawali jeśli przekąszę troszkę wieprzowiny? Przecież tu nie chodzi o publiczne palenie krzyży, zabijanie współbraci czy profanację najwyższych wartości. Nie na darmo się mówi, że diabeł tkwi w szczegółach.