
- Wczorajszy mój tekst o tym, że wiara nie jest prywatną sprawą spotkał się z kolejnym odzewem komentatora podpisującego się trzema literkami P. O ile ktoś nie mieszka w jakiejś bardzo pobożnej rodzinie, to pozostałych 99,999999999999% ludzi nie interesuje, czy byłeś w ostatnią Niedzielę na mszy, czy nie. Twoja wiara JEST Twoją prywatną sprawą tak samo, jak jej praktykowanie. Zdawać by się mogło, że ma rację, gdyż jest jedynym komentującym mój blog. Jego komentarze są zawsze mocno sceptyczne. Dobitnie to pokazuje, że moje refleksje o tematyce religijnej nikogo więcej nie interesują. To moja prywatna sprawa, którą zaśmiecam internet. To miło z jego (jej) strony, że nie tylko wchodzi na moją stronę, ale jeszcze zamieszcza tam komentarze. Czyżby się zaliczał do tego promila człowieka (czasami przesada prowadzi do śmieszności), która zauważa moją obecność w bogucickiej bazylice? Z wdzięczności postanowiłem zatem przyjrzeć się jego postawie.
- Bóg jest rozrzutnym siewcą. Nie kieruje się zdrowym rozsądkiem, czy prawami ekonomii. Jego dobroć jest nieprzebrana, a miłość bezmierna. Może sobie zatem na to pozwolić. Sieje ziarno Swego słowa, gdzie popadnie. Nie selekcjonuje gleby, gdzie ziarno ma upaść. Nie sprawdza, czy Jego posłanie będzie mile widziane, czy też nie. W dodatku jest niezwykle wytrwały i nie zniechęca się niepowodzeniami. Sieje ziarno wiary osobiście przemawiając w sanktuarium sumienia ludzkiego i poprzez karty Pisma Świętego. Wykorzystuje też prawa natury i piękno świata, by przypominać o swojej obecności. W końcu posługuje się drugim człowiekiem, który bezpośrednio lub swoją postawą świadczy o Nim. Moja wiara nie jest prywatną sprawą, skoro jest uwzględniana w planie Bożym. Moje praktykowanie lub niepraktykowanie jest świadectwem dla innych. Od tego zależy, czy wiarę tę przyjmą moi bracia; czy moje otoczenie pozna prawdziwą osobę Jezusa. Śmiem twierdzić, że prawda o Bogu dociera dziś do świadomości każdego człowieka na świecie. Bóg wszechmogący może dotrzeć do każdego. Nie tylko może, ale i tego gorąco pragnie. Dlatego ziarno Jego słowa dociera również do ciebie. Wczoraj, dziś i jutro.
- Możesz iść w zaparte i stanowczo twierdzić, że Bóg jest wymysłem i czczą gadaniną klechów. To wygodna postawa. Skoro Boga nie ma, sam decydujesz co jest dobre, a co złe. Jesteś niczym nieograniczony i czujesz się jak młody Bóg. W oparach używek niejeden podobny tobie stara się zagłuszyć prawdę, że to tylko pozory absolutnej wolności. Bez przerwy muszą bowiem walczyć z nienasyconymi żądzami i pragnieniami, które nimi targają. Ciągle muszą mieć wszystkiego więcej i mocniej. Wchodzą też w prerogatywy innych, podobnych im „bogów” co rodzi bezpardonową rywalizację. Ich walka z Kościołem to tylko jeden z licznych frontów na których toczą ostre boje. Choć starają się żyć beztrosko, dopadają ich stresy i depresje. Ich pozorna wolność i racjonalność nie są bowiem w stanie udzielić odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania. Nie dają nadziei.
- Istnieje też inna możliwość. Ograniczasz sacrum do sfery prywatnej, by nikt nie zauważył co jest w twoim własnym sercu. A tam przerażająca pustka i smutek. Wierzysz w Boga, ale zupełnie Go nie czujesz. Modlitwa jest tylko bezsensowną paplaniną wyuczonych w dzieciństwie paciorków. Wyczucie liturgii znikome – właściwie nie wiadomo po co chodzisz do kościoła. O Bogu nic konkretnego nie potrafisz powiedzieć. Dlatego bezpieczniej zamknąć wiarę w najgłębszej szufladzie swego serca, a klucz do niej głęboko zakopać. Mijany krzyż, czy czyjeś świadectwo budzą jakiś dziwny niepokój. Lepiej unikać takich sytuacji, by nie konfrontować się z prawdą. Odczepcie się od mojej wiary – to moja prywatna sprawa! Odrzucając czyjeś świadectwo, rozpaczliwie jednak prosisz, by ktoś uleczył twe puste serce. A Pan wysłuchuje tę modlitwę.
- Zgadzam się, że wiara jest niesłychanie osobistą sprawą. Dotyczy bowiem osobowej relacji z Bogiem. Jest wyrazem intymnej zażyłości pomiędzy kochającymi się osobami. Podobna jest do małżeńskiej miłości. Nikt normalny nie montuje kamerki, by relacjonować na żywo co dzieje się w sypialni. Pomimo tego, urządzamy huczne wesela, publicznie przyznajemy się do małżonka, żona nawet przyjmuje nazwisko męża, by wszyscy wiedzieli, że teraz jest panią jego serca, a sama oddała się całkowicie jemu. Mieszkają ze sobą razem, a nie spotykają się wyłącznie na sekretnych randkach. Wciąż wielu ludzi nosi na serdecznym palcu obrączki. Obchodzi się uroczyście rocznice ślubu, by inni nacieszyli się ich wspólnym szczęściem. Do tego dochodzi niezliczona poezja miłosna, piosenki o miłości, wspólny taniec, małżeński grobowiec…Choć małżeństwo to „prywatna sprawa” ciągle ma wymiar społeczny. Gdyby tak nie było, małżeństwa jednopłciowe nie walczyłyby tak o zalegalizowanie swych związków.
- Gdy świadczysz o swojej miłości, owocuje ona. Przywraca ona zniechęconym wiarę w drugiego człowieka. Pozwalasz zakiełkować w ich sercu nadziei, że nie każdy człowiek jest wilkiem dla drugiego człowieka. Spójrz – Siewca znów wyszedł siać…
Ewangelia (Mk 4, 1-20)
Przypowieść o siewcy
Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora. Nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:
«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno ziarno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na grunt skalisty, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i uschło, bo nie miało korzenia. Inne padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i wydawały plon, wschodząc i rosnąc; a przynosiły plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»
A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść. On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby „patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona wina”».
I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże więc zrozumiecie inne przypowieści?
Siewca sieje słowo. A oto są ci, którzy są na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi Szatan i porywa słowo w nich zasiane. Podobnie zasiewem na gruncie skalistym są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Potem gdy nastanie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to ci, którzy wprawdzie słuchają słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że pozostaje bezowocne. Wreszcie zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».


