
- Król Dawid jest przepełniony radością. Tańczy przed Arką Przymierza, którą uroczyście wnosi do swojego miasta. Wie, że niejako przyjmuje samego Boga w gościnę. Zaprasza Go nie tylko do Jerozolimy, ale do swojego życia. Gościnność wobec tak zacnego Gościa domaga się hojnego przyjęcia. Dlatego co sześć kroków składa w ofierze wołu i tuczne cielę. Dziś mnie przeraża ta krwawa jatka. Muszę mieć na uwadze mentalność ówczesnych ludzi. Tak liczne ofiary sporo z pewnością kosztowały. Ofiarodawca zatem musiał być pewny sensu tego, co robi. Musiał odczuć dobitnie, że to nie zabawa, ale poważna sprawa. Że Bóg, któremu składa ofiary, jest Panem życia i do Niego tak naprawdę wszystko należy. Czy dziś moneta, którą żona rzuca na tacę (do szafarzy przy ołtarzu nikt nie podchodzi z koszyczkiem) ma taką samą dla mnie wymowę?
- Dawid nie poprzestaje na składaniu ofiar Bogu. Zaprasza na powitalną ucztę cały naród. Wszak oni też należą do Pana. Chociaż jest królem, w pełni utożsamia się z narodem wybranym przez Pana. Jest jednym z nich. Ma tylko więcej powierzonych dóbr w zarządzanie od Pana wszystkiego. Dlatego tymi dobrami się dzieli. Ze szczodrością. To takie ówczesne 500+, które wcale nie jest kupowaniem poparcia, ale prawidłowym odczytaniem swego miejsca w społeczeństwie.
- Jezus przypomina mi, że nie mogę Go mieć wyłącznie dla siebie. Wiara nie jest moją prywatną sprawą. Przeżywam ją bowiem jednocześnie z całym nowym Ludem Bożym – Kościołem. Nawet gdy w intymnej ciszy, jak Maryja i Jego bracia, przywołuję Go do siebie, by rzucić Mu się w ramiona, dobrze jest sobie uświadomić, że w tych otwartych ramionach są już nieprzeliczone tłumy. Również moi wrogowie. Gdy z żarliwością proszę Jezusa o wysłuchanie prośby, zaspokojenie potrzeby, uzdrowienie choroby, moje żałosne jęki są tylko jedną kroplą w oceanie próśb. Gdy burza na morzu zostaje uspokojona, czy pojedyncza kropla nie ma powodów, by czuć się ukojoną?
- Jezus poucza mnie, że mam w modlitwie przywoływać Ojca naszego, a nie mojego. Przypomina mi też, że mam całe mnóstwo braci i sióstr. To nie ode mnie jednak zależy, kogo uznam za członka tej rodziny. To nie tylko ci, z którymi potrafię się dogadać. Ba! To nie tylko wierzący-praktykujący. Wszak żyć w zgodzie z własnym sumieniem i czynić dobro, a więc wypełniać wolę Bożą, zdarza się każdemu człowiekowi. Nawet muzułmaninowi i homoseksualiście. Zaprzeczysz?
1. czytanie (2 Sm 6, 12b-15. 17-19)
Czytanie z Drugiej Księgi Samuela
Poszedł Dawid i sprowadził z wielką radością Arkę Bożą z domu Obed-Edoma do Miasta Dawidowego. Ilekroć niosący Arkę Pańską postąpili sześć kroków, składał w ofierze wołu i tuczne cielę. Dawid wtedy tańczył z całym zapałem w obecności Pana, a ubrany był w lniany efod. Dawid wraz z całym domem izraelskim prowadził Arkę Pańską wśród radosnych okrzyków i grania na rogach.
Przyniesioną więc Arkę Pańską ustawiono na przeznaczonym na to miejscu w środku namiotu, który rozpiął dla niej Dawid, po czym Dawid złożył przed Panem całopalenia i ofiary biesiadne. Kiedy Dawid skończył składanie całopaleń i ofiar biesiadnych, pobłogosławił lud w imieniu Pana Zastępów. Dokonał potem podziału między cały naród, między cały tłum Izraela, między mężczyzn i kobiety: dla każdego po jednym bochenku chleba, po kawałku mięsa i po placku z rodzynkami. Potem wszyscy ludzie udali się do swych domów.
Ewangelia (Mk 3, 31-35)
Prawdziwa rodzina Jezusa
Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie».
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką».

O ile ktoś nie mieszka w jakiejś bardzo pobożnej rodzinie, to pozostałych 99,999999999999% ludzi nie interesuje, czy byłeś w ostatnią Niedzielę na mszy, czy nie. Twoja wiara JEST Twoją prywatną sprawą tak samo, jak jej praktykowanie.
Pozdrawiam.