Żar zazdrosnej miłości

Jl 2,18

  • Mężczyźni są jak lwy. Słyszałem jednakże, że samce lwów są bardzo leniwymi zwierzętami. Większość dnia przesypiają, zostawiając trud polowania w łapach lwic. Ożywiają się jedynie w momencie walki o przywództwo oraz gdy ich najdzie niepohamowana ochota na seks. Podobnie jest i ze mną. Trudno mi wykrzesać z siebie jakikolwiek zapał. Nie przeczę, są odstępstwa od tej reguły. Gdy na czymś mi bardzo zależy, to w usiłowaniach jestem wytrwały jak mało kto. Ostatnimi dniami przejrzałem parametry techniczne setek telefonów, by wybrać ten jeden, szczycący się najlepszym stosunkiem jakości do ceny (przy okazji będący lepszy od najnowszego modelu będącego w posiadaniu starszego syna). Bywam dzielny, namolny i miły, by zdobyć uwagę żony. Potrafię dzień w dzień delikatnie smerać ją po plecach, licząc, że w końcu otrzymam coś w zamian. Ciągle też wracam na ten blog… Szybko jednak spoczywam na laurach i mam kłopoty ze znalezieniem nowej motywacji do działania. Myślę, że nie jestem w tym wyjątkowy.
  • Tymczasem Bóg jest inny. On nie wypala się w sporadycznym słomianym zapale. Jego serce jest jak niegasnący wulkan. Czym jest siła leniwego lwa wobec potęgi tego żywiołu?! Zerkając znów do Pisma Świętego w językach oryginalnych, w osiemnastym wersecie drugiego rozdziału Księgi Joela znalazłem słowo קָנָא (qanah). Na język polski można je przetłumaczyć dwojako: albo jako zazdrosny, albo żarliwy. Bóg w swej miłości do mnie jest zazdrosny. Chce mnie całego, totalnie, na absolutną wyłączność, o każdej porze dnia i nocy. Nie jestem Jego chwilową zachcianką, jednym z miliardów. Bóg oddaje mi się cały i tego samego oczekuje ode mnie. Wciąż jest mnie głodny i nienasycony. Bezustannie stoi u drzwi i kołacze. Jak zakochany Romeo pod balkonem Julii, przyzywa mnie ku sobie. Pełen jest żaru i gorliwości. Szalona miłość zaprowadziła Go na krzyż. Oddał się całkowicie, bym tylko zechciał Go przyjąć. Bóg zazdrosny i żarliwy. Aby odzwierciedlić jak najpełniej tę prawdę, nasze tłumaczenie Biblii w miejsce słowa וַיְקַנֵּ֥א (wayqanne) – będzie zazdrosny, użyło całego wyrażenia: „zapłonął zazdrosną miłością”.
  • Dziś w środę popielcową moja głowa zostanie posypana popiołem. Ma on mi przypominać, że powinienem się w końcu wygrzebać z tego popiołu gnuśności. Mam jak feniks na nowo zapłonąć zazdrosną miłością. Boża miłość przyzywa mojej miłości. Duch Święty dmie w wygasłe węgielki, by rozniecić wielki ogień. Dorzuca też belek krzyża, bym płonął i spalał się dla Boga. Sam z siebie nic bym nie zdołał uczynić. Cóż może taka nadłamana trzcina jak ja. Dlatego Jezus podsuwa w dzisiejszej Ewangelii trzy praktyki. Trzy rozpałki – jałmużnę, modlitwę i post. Ostrzega jednocześnie, bym nie grzeszył bylejakością. Czym się kończy taka bylejakość w małżeństwie, takie pozorne gesty, wymuszone czułe słówka na odczepnego? Niejedna żona wybiłaby nam to z głowy wałkami. Prawdziwa miłość nie cierpi  pokazówki, nie znosi pozorów . Łypania tylko jednym okiem, gdy drugie wciąż jest wlepione w ekran. To jest właśnie ta zdrowa zazdrość. Życzę sobie i tobie, by to był owocny czas. Byś rozpalił się, rozkochał jak napalony młodzieniec. Pokaż na co cię stać i to nie jeden raz, bo cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz. Pan wciąż płonie zazdrosną miłością. A ty?

Ewangelia (Mt 6, 1-6. 16-18)

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».

Siewca wyszedł siać.

Mk 4,3

  • Wczorajszy mój tekst o tym, że wiara nie jest prywatną sprawą  spotkał się z kolejnym odzewem komentatora podpisującego się trzema literkami P. O ile ktoś nie mieszka w jakiejś bardzo pobożnej rodzinie, to pozostałych 99,999999999999% ludzi nie interesuje, czy byłeś w ostatnią Niedzielę na mszy, czy nie. Twoja wiara JEST Twoją prywatną sprawą tak samo, jak jej praktykowanie. Zdawać by się mogło, że ma rację, gdyż jest jedynym komentującym mój blog. Jego komentarze są zawsze mocno sceptyczne. Dobitnie to pokazuje, że moje refleksje o tematyce religijnej nikogo więcej nie interesują. To moja prywatna sprawa, którą zaśmiecam internet. To miło z jego (jej) strony, że nie tylko wchodzi na moją stronę, ale jeszcze zamieszcza tam komentarze. Czyżby się zaliczał do tego promila człowieka (czasami przesada prowadzi do śmieszności), która zauważa moją obecność w bogucickiej bazylice? Z wdzięczności postanowiłem zatem przyjrzeć się jego postawie.
  • Bóg jest rozrzutnym siewcą. Nie kieruje się zdrowym rozsądkiem, czy prawami ekonomii. Jego dobroć jest nieprzebrana, a miłość bezmierna. Może sobie zatem na to pozwolić. Sieje ziarno Swego słowa, gdzie popadnie. Nie selekcjonuje gleby, gdzie ziarno ma upaść. Nie sprawdza, czy Jego posłanie będzie mile widziane, czy też nie. W dodatku jest niezwykle wytrwały i nie zniechęca się niepowodzeniami. Sieje ziarno wiary osobiście przemawiając w sanktuarium sumienia ludzkiego i poprzez karty Pisma Świętego. Wykorzystuje też prawa natury i piękno świata, by przypominać o swojej obecności. W końcu posługuje się drugim człowiekiem, który bezpośrednio lub swoją postawą świadczy o Nim. Moja wiara nie jest prywatną sprawą, skoro jest uwzględniana w planie Bożym. Moje praktykowanie lub niepraktykowanie jest świadectwem dla innych. Od tego zależy, czy wiarę tę przyjmą moi bracia; czy moje otoczenie pozna prawdziwą osobę Jezusa. Śmiem twierdzić, że prawda o Bogu dociera dziś do świadomości każdego człowieka na świecie. Bóg wszechmogący może dotrzeć do każdego. Nie tylko może, ale i tego gorąco pragnie. Dlatego ziarno Jego słowa dociera również do ciebie. Wczoraj, dziś i jutro.
  • Możesz iść w zaparte i stanowczo twierdzić, że Bóg jest wymysłem i czczą gadaniną klechów. To wygodna postawa. Skoro Boga nie ma, sam decydujesz co jest dobre, a co złe. Jesteś niczym nieograniczony i czujesz się jak młody Bóg. W oparach używek niejeden podobny tobie stara się zagłuszyć prawdę, że to tylko pozory absolutnej wolności. Bez przerwy muszą bowiem walczyć z nienasyconymi żądzami i pragnieniami, które nimi targają. Ciągle muszą mieć wszystkiego więcej i mocniej. Wchodzą też w prerogatywy innych, podobnych im „bogów” co rodzi bezpardonową rywalizację. Ich walka z Kościołem to tylko jeden z licznych frontów na których toczą ostre boje. Choć starają się żyć beztrosko, dopadają ich stresy i depresje. Ich pozorna wolność i racjonalność nie są bowiem w stanie udzielić odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania. Nie dają nadziei.
  • Istnieje też inna możliwość. Ograniczasz sacrum do sfery prywatnej, by nikt nie zauważył co jest w twoim własnym sercu. A tam przerażająca pustka i smutek. Wierzysz w Boga, ale zupełnie Go nie czujesz. Modlitwa jest tylko bezsensowną paplaniną wyuczonych w dzieciństwie paciorków. Wyczucie liturgii znikome – właściwie nie wiadomo po co chodzisz do kościoła. O Bogu nic konkretnego nie potrafisz powiedzieć. Dlatego bezpieczniej zamknąć wiarę w najgłębszej szufladzie swego serca, a klucz do niej głęboko zakopać. Mijany krzyż, czy czyjeś świadectwo budzą jakiś dziwny niepokój. Lepiej unikać takich sytuacji, by nie konfrontować się z prawdą. Odczepcie się od mojej wiary – to moja prywatna sprawa! Odrzucając czyjeś świadectwo, rozpaczliwie jednak prosisz, by ktoś uleczył twe puste serce. A Pan wysłuchuje tę modlitwę.
  • Zgadzam się, że wiara jest niesłychanie osobistą sprawą. Dotyczy bowiem osobowej relacji z Bogiem. Jest wyrazem intymnej zażyłości pomiędzy kochającymi się osobami. Podobna jest do małżeńskiej miłości. Nikt normalny nie montuje kamerki, by relacjonować na żywo co dzieje się w sypialni. Pomimo tego, urządzamy huczne wesela, publicznie przyznajemy się do małżonka, żona nawet przyjmuje nazwisko męża, by wszyscy wiedzieli, że teraz jest panią jego serca, a sama oddała się całkowicie jemu. Mieszkają ze sobą razem, a nie spotykają się wyłącznie na sekretnych randkach. Wciąż wielu ludzi nosi na serdecznym palcu obrączki. Obchodzi się uroczyście rocznice ślubu, by inni nacieszyli się ich wspólnym szczęściem. Do tego dochodzi niezliczona poezja miłosna, piosenki o miłości, wspólny taniec, małżeński grobowiec…Choć małżeństwo to „prywatna sprawa” ciągle ma wymiar społeczny. Gdyby tak nie było, małżeństwa jednopłciowe nie walczyłyby tak o zalegalizowanie swych związków.
  • Gdy świadczysz o swojej miłości, owocuje ona. Przywraca ona zniechęconym wiarę w drugiego człowieka. Pozwalasz zakiełkować w ich sercu nadziei, że nie każdy człowiek jest wilkiem dla drugiego człowieka. Spójrz – Siewca znów wyszedł siać…

Ewangelia (Mk 4, 1-20)

Przypowieść o siewcy

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora. Nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:

«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno ziarno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na grunt skalisty, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i uschło, bo nie miało korzenia. Inne padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i wydawały plon, wschodząc i rosnąc; a przynosiły plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»

A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść. On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby „patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona wina”».

I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże więc zrozumiecie inne przypowieści?

Siewca sieje słowo. A oto są ci, którzy są na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi Szatan i porywa słowo w nich zasiane. Podobnie zasiewem na gruncie skalistym są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Potem gdy nastanie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to ci, którzy wprawdzie słuchają słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że pozostaje bezowocne. Wreszcie zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».

Skrzydlatym bohaterom

Iz 40,31

  • Cyrus, tworząc nowe imperium perskie, zerwał z dotychczasową polityką czystek etnicznych, przesiedleń całych narodów i prześladowań religijnych. By utrzymać w spokoju rozległe tereny od Indusu po Dunaj, pozwolił wygnanym ludom wrócić do swoich ojczyzn. Wprowadził też tolerancję religijną. Izraelitom, wygnanym wpierw przez Asyryjczyków, a później przez Babilończyków z Ziemi Świętej, otworzyła się szansa rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Pan Bóg zaoferował im nowy Exodus – swoiste rekolekcje w drodze, podczas których zamierzał przywrócić rozluźnione więzy. Pan przyzywał do powrotu jak ukochany ponaglający swą wybrankę do wyjścia na randkę.
  • To była może trudniejsza decyzja do podjęcia niż w czasach Mojżesza. Na pustynię wzywał bowiem Pan nie dzielnych wojowników, twardych pasterzy, ale w większości wypadków mieszczuchów przyzwyczajonych do wygody. To byli kupcy, bankierzy, urzędnicy, rzemieślnicy. Urodzili się z dala od Jerozolimy. Dla nich, jak dla dzisiejszych dzieci polskich emigrantów zarobkowych w Anglii i Stanach, to był już obcy kraj znany tylko z ponurych wspomnień rodziców. Domy ich dziadków były zrujnowane, a ziemie były już uprawiane przez nowych mieszkańców – Samarytan. Jeśli by zdecydowali się na powrót, jeśli by pomyślnie przebrnęli przez pustynię, musieliby nauczyć się z nimi koegzystować. Wszak za wolą Cyrusa i jego następców to nie miał być ponowny podbój Kanaanu, lecz spokojny powrót na ojcowiznę.
  • Bóg Izraela dodaje zatem otuchy wątpiącym i wahającym się wygnańcom. Ci, co zaufają Panu, odkryją w sobie niezwykłą siłę. Doda ona im skrzydeł skuteczniej niż beczki napojów energetycznych. Tą siłą umocnieni, pokonają wszelkie przeciwności. Tą siłą jest wiara wypływająca z miłości. Jeśli kocham Boga i podejmuję z ufnością Jego wezwanie, nie może mnie zniechęcić byle trud, byle prześladowanie lub jarzmo przykazań. Jeśli kocham, to zdołam dokonać niemożliwego. Jak samotne matki, porzucone przez wiarołomnych mężów, które w pojedynkę, za grosze, wychowują swoje dzieci na wspaniałych ludzi. Jak uczniowie, którzy przezwyciężają presję rówieśników i pozostają na ostatnią lekcję religii, zamiast iść z kumplami do galerii handlowej. Jak rodzice, którzy podejmują nieludzki wręcz trud urodzenia i obdarzenia miłością niepełnosprawne dziecko. Jak misjonarz, duchowny lub świecki, który porzuca wszystko, by nieść światło Ewangelii zupełnie obcym ludziom. Jak kapłan, który pomimo przyklejonej mu niesłusznie metki złodzieja i pedofila, trwa w wierności swojemu powołaniu i pokutuje za swych grzesznych braci. Jak schorowany i biedny staruszek, który innym ofiaruje to, co mu wyłącznie pozostało – wytrwałą modlitwę.
  • Jezus pokrzepiając utrudzonych, nie obiecuje im słodkiego życia nierobów. Nie ukrywa, że opowiedzenie się za Nim, to również przyjęcie uwierającego nie raz brzemienia. Ale zapewnia mnie, podobnie jak proroctwo z księgi Izajasza, że trud ten jest słodki. Ileż słodyczy w sobie ma prawdziwa miłość!

Ewangelia (Mt 11, 28-30)

Chrystus pokrzepia utrudzonych

Jezus przemówił tymi słowami:

«Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».