O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Cieszy się bardziej.

Wtorek w 2 tygodniu Adwentu.

sheep-1822137_1280

I z czego się cieszysz Baranie?  Porzuciłeś nas – swoich 99 kumpli, by mieć całą trawę wyłącznie dla siebie? A może znudził ci się pasterz i jego psy? Postanowiłeś być wolną owcą i żyć na własne kopyta? Marne są twoje szanse, Baranie, w świecie pełnym drapieżników. Gdzie nawet owca owcy wilkiem. Zobaczysz, kto się będzie śmiał ostatni.

I czemu beczycie głupie? Pasterz sobie poszedł i was zostawił? Góry niebezpieczne i zagroda przepełniona? Nawet nie potraficie wychylić nosa, by zobaczyć jaki świat jest piękny wokoło? Nic, tylko się z was śmiać – głupie capy.

A Pan – Dobry Pasterz, przysłuchuje się tej kakofonii pobekiwań i uśmiecha się najszerzej. Cieszy się bowiem z każdej owcy. Zna każdą po imieniu. I każda, bez wyjątku, jest cenniejsza dla Niego, niż wszystkie stada na świecie razem wzięte. Jestem Jego słodkim koziołkiem, a ty jesteś ukochaną owieczką. Czy zazdrośnie sądzisz, że Bóg pokocha bardziej bezimienną ludzkość, niż ciebie? Nawet jeśli jesteś krnąbrną i zbłąkaną owcą?

Gdy się prawdziwie kocha, liczy się tylko Ty i ja. Reszta, to dobry klimat dla nas.

Pomocnicy.


Poniedziałek w 2 tygodniu Adwentu.

Gęsty, zbity tłum. Tłum ludzi, natłok spraw, przesyt bodźców, nadmiar obowiązków. Kłopoty, które nas przytłaczają, stres. Tak wiele rzeczy może mnie oddzielić od Jezusa. Nawet mimo najszczerszych chęci, by nie tracić z Nim więzi. Hałas na zewnątrz i wewnątrz zagłusza skutecznie Jego słowa. Próbuję rozpychać się łokciami. Jak topielec rozpaczliwie odgarniam zalewające mnie wody rozproszeń. I jak tonący miotający się wśród fal, tylko jeszcze mocniej się pogrążam.

Są takie momenty, gdy muszę uznać, że sam sobie nie dam rady. Myślę, że Pan czasami celowo pozwala mi dać się zagracić. Mogę wtedy uwolnić się z narcystycznego zachwytu samowystarczalności. Nie dobrze jest, by człowiek był sam. Wiemy to od czasów Adama. Szukając pomocy, dostrzegam w końcu innych.

To oni, mogą dostrzec rozwiązania, które mi nigdy nie przyszłyby do głowy. Ja bym nigdy się nie zdecydował na zrywanie dachu. Ciężko by mi było nawet spytać się o drogę.

Gdy bliscy i przyjaciele nie są w stanie wyrwać mnie z paraliżu niemocy, na pomoc mogę liczyć nawet z najbardziej nieoczekiwanej strony. To wątpliwości faryzeuszy pomogły choremu z dzisiejszej ewangelii odzyskać nie tylko zdrowie duszy, ale i ciała. Wszystko bowiem dla Opatrzności Bożej ma sens i służyć może dobru. Nawet moje niepowodzenia i upadki. Dlatego jakże małe są stwierdzenia: Po co mi to było. Nawet moja choroba może pomóc we wzrastaniu w cnocie tym, którzy cierpliwie znoszą moje marudzenie.

Pomocników mam bez liku. Od spraw przekraczających ludzkie możliwości służą mi wsparciem święci patronowie z Aniołem Stróżem na czele. Któż jak nie oni znają najszybszą ścieżkę do Bożych stóp! Dlatego cieszę się wielce, że w wakacje będę mógł odwiedzić Świętego Grzegorza z Elwiry. Dla tak zacnego Przyjaciela warto przemierzyć całą Europę.

Nie myślcie sobie.

2 Niedziela Adwentu.

The_Ford_of_River_Jordan

Słuchającym Jana Chrzciciela wydawało się, że jako potomkowie Abrahama zagwarantowane mają niezbywalne prawa. Jesteśmy narodem wybranym przez Boga. On jest naszym Bogiem. Więc do Jego “obowiązków” należy troska o nas. Dopóki się do Niego przyznajemy. Właściwie wystarcza z naszej strony obrzezanie i obchodzenie nakazanych świąt. Nie raz już się sparzyli na takim myśleniu. Choćby wtedy, gdy burzono ich “niezniszczalną” Jerozolimę. Pomimo tego, nie uczyli się na własnych błędach. Łaska to niezasłużony dar od Boga, a nie coś im i nam należnego. Jeśli On zechce, może wzbudzić dzieci Abrahamowi z kamieni. I kamienie przejmą złożone obietnice. Boga nie da się zaszufladkować. On nie jest hurtownikiem , który szafuje łaskami, po uiszczeniu odpowiedniej kwoty. Dziewięć pierwszych piątków miesiąca i “Hulaj duszo, piekła nie ma!” Obyś się nie zdziwił.

Jak łatwo sam daję się złapać w tę pułapkę. “To my się należy.” Wokół tego hasła toczy się sporo dyskusji. Dzieci walczą o swoje przywileje, wypływające z tego, że są dziećmi i że żyją w takim świecie, a nie innym. Ja walczę z nimi o swoje. Kurczowo bronię ojcowskiej władzy. Roszczenia, roszczenia… Dzisiaj bardziej jesteśmy świadomi swoich praw. Pozwala nam to bronić się przed wszelkimi stłamszeniami i wykorzystaniem. Ale też spycha naszą obowiązkowość na odległy plan.

Tak jest wszędzie. Przecież to norma. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Ile razy przechodzi to przez głowę lub uszy. Tymczasem Jan i Izajasz wytykają dziś – Nie myślcie sobie, że skoro tak jest, to  i tak być musi. Jeśli Bóg zechce, to lew będzie się pasł trawą.

Niech się dzieje wola Twoja Panie, a nie moja. Ty jesteś najlepszym obrońcą moich praw.