O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Mądrość usprawiedliwiona przez czyny


Piątek w 2 tygodniu Adwentu.

Jakże to niezwykły widok siedzieć naprzeciwko tylu mężczyzn w różnym wieku i u każdego dostrzec obrączkę na palcu. To rzadkość w dzisiejszych czasach. Taką uwagą podzielił się ze mną jeden z uczestników rekolekcji dla nadzwyczajnych szafarzy Najświętszego Sakramentu, w których właśnie uczestniczę. To błogosławiony czas doładowywania duchowych akumulatorów. Również dzięki temu, że przebywa się w gronie ludzi podobnych, którzy potwierdzają moje życiowe wybory. Jakże to potrzebne w sytuacji odwrotnej. Gdy jestem jedynym tańczącym w gronie płaczących. Albo jedynym płaczącym przy wtórze rozweselających fletów.

Często staję w konieczności obrony własnego zdania. I to nie tylko w fundamentalnych sprawach wiary. Gdy ma się dojrzewających synów, którzy właśnie są w fazie krystalizowania się własnych poglądów, toczyć spory można o wszystko. Nawet o kolejność dni tygodnia. Czy ilość potrzebnego snu. Można przerzucać się argumentami. Można wytoczyć najcięższy z nich: Bo tak! Ale czy to coś da?

Mądrość prawdziwa, którą z dziada pradziada, przez ojca, przejmuje się jako własną, usprawiedliwia się sama. Taką mądrość pragnę przekazać mym synkom. Nie przez logistyczne pojedynki słowne.  Tu dzięki genom prawniczym po dziadku szybko wezmą górę nade mną. Ale przez przykład własnych czynów i postaw.

Cud życia.


Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP.

Wczoraj spotkałem się z Jezusem. Mogłem sobie spokojnie z Nim pogadać o minionych miesiącach. I naszej wspólnej pracy nade mną. Oczywiście nie mam prywatnych objawień, ani przesłania ratującego cały świat. To było przesłanie ratujące właśnie mnie. W sakramencie spowiedzi.

Dziś czuję się lekki i wolny. Choć na szczęście zbyt dużego balastu nie musiałem się pozbywać. Spotkanie osobiste z Jezusem ma jednak zawsze moc odnawiającą i uskrzydlającą. Jestem zatem nowym człowiekiem. Niemal na nowo poczętym, do bycia świętym i nieskalanym przed obliczem Boga.

Dziś znów mogę dostrzec w sobie i się zachwycić cudem życia. Tą łaską jaką obdarza mnie codzień Stworzyciel. I wraz z Maryją wyśpiewuję swoje Magnificat. Bo dobrze sobie uświadamiać jak wielkie cuda działa we mnie i wokół mnie dobry Bóg.

W niewoli.

Środa w 2 tygodniu Adwentu.

handcuffs-921290_1280

Wolność jest najbardziej upragnioną wartością. Obiektywnie jednak rzec biorąc, nie potrafię być wolny. Dobrowolnie poddaję się innym. Może dlatego, że chcę być wolny również od odpowiedzialności?

Nawet wtedy, gdy władze i przełożeni dają mi spokój, rezygnuję z własnej wolności. Otaczam się normami, regułami, konwenansami. Ulegam modom, zniewalają  przyzwyczajenia, nałogi. Jestem niewolnikiem telewizji, komputerów. Ręce jak kajdanki skuwa smartfon. Wysłuchuję z pokorną uwagą trybu rozkazującego reklam. Zrobię wszystko, dla dobrej opinii u innych. W domu dobrowolnie wchodzę pod pantofel żony lub dzieci.

Jeśli będę upartym anarchistą i “róbta co chceta” będzie moją mantrą, z batem popędzą mnie w niewolę popędy i instynkty. Nawet gdy nic nie robię, rozpływając się w pustym pudełku nirwany, pomiata mną grawitacja i ulegać muszę prawom natury. Zdaje się niemal, że jedyną wolnością jest wolność wyboru niewoli.

W jarzmie tych wszystkich zależności, w rozgardiaszu rozkazów i pokus, dociera do mnie kolejne wezwanie do poddania się w niewolę. Słodkie nawoływanie, inną jednak słodyczą, niż słodycz pożądliwości. “Weźcie moje jarzmo na siebie.” Oddajcie się Mnie w niewolę.

Czy znajdę, gdzie indziej lepszego Pana? Pan pokorny. Posłuszny we wszystkim Ojcu. Nic nie musi, gdyż wszystkiego chce. Chce zaś tylko tego, czego pragnie Jego ciche serce pełne miłości. Miłość daje wolność prawdziwą.

Jezu cichy i pokorny sercem, uczyń serce moje według serca Twego.