O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Które poginęły z domu.

Sobota w 1 tygodniu Adwentu.

fog-1208283_1280

Najprzyjemniej jest w gronie swoich bliskich. Otoczony znajomymi, podobnie myślącymi, czuję się bezpiecznie. Mogę swobodnie rozmawiać. Nie obawiając się gwałtownej polemiki. Mogę w takim gronie krytykować tych innych, inaczej myślących. Usłyszę tylko cichy pomruk aprobaty. I zanurzę się wraz z innym we wspaniałej atmosferze bycia tym lepszym.

Tymczasem Jezus posyła mnie właśnie do tych gorszych. Po to by ich zwalczać? By wytykać im błędy i obnażać ich zło? By piętnować odszczepieńców? Właśnie nie! Posyła mnie do nich, bo poginęli. Bardziej lub mniej świadomie zeszli ze ścieżki i gdzieś błądzą w cieniu. A ja swym światłem dobrego przykładu i miłosiernej troski, mam towarzyszyć im w powrocie na drogę do prawdziwego Światła.

Człowiek pijany na ulicy, sprawia jednak, że szybko przechodzę przez ulicę, by szerokim łukiem ominąć “trędowatego”. Nawet nie wiem, gdzie mógłbym spotkać narkomanów. Nie wyobrażam sobie, bym miał prowadzić z nimi jakąkolwiek rozmowę. Ale po co podawać takie ekstremalne przykłady. Czy stać mnie na dyskusję w gronie znajomych, gdy temat rozmowy schodzi na krytykę Kościoła, albo chrześcijańskich norm moralnych? Czy w ogóle z kimkolwiek “niezaangażowanym” rozmawiam na tematy religijne?

W Kościele często obserwuję lub sam prezentuję postawę zamkniętej twierdzy. Spotykamy się wyłącznie we własnym gronie, słuchamy i czytamy wyłącznie media katolickie. Tutaj my, a tam oni. Czy dlatego, tak się od nich odgradzam, że się ich boję? Czy też boję się, że gdy wejdę między wrony, zacznę krakać jak one? Marny ze mnie robotnik, jeśli boję się pracy do której jestem wezwany. A żniwo ciągle jest wielkie.

Jak ślepy.

Piątek w 1 tygodniu Adwentu.
 girl-1149933_1280

Nie zawsze jest pięknie i dobrze. Nie zawsze modlitwa dodaje skrzydeł. Nie zawsze serce rozpromienia się miłością. Jakże często czuję się zostawiony sam sobie. Jest coś dramatyczniejszego niż brak wody na pustyni. To cierpienia z powodu nie doświadczania Bożej bliskości i Jego miłosiernego wsparcia. Jest czas cudów, ale też musi przyjść czas doświadczania wiary. Czas hartowania w ogniu tęsknoty.

Tym ogniem oślepiony, jak ślepiec rozpaczliwie wołam o zlitowanie. Tym rozpaczliwiej, im słabsza jest wiara. Tym głośniej, im słabsza jest nadzieja. Oby miłość nie osłabła. Gdyż miłością kierowany, choćby po omacku, trafię w końcu do domu Tego, którego kocham. I na miarę mojej wiary odzyskam wzrok, by dostrzec ukochanego Jezusa.

Życie ucznia Pana to romantyczne love story. Są odejścia i powroty. Chwile miłosnego scalenia i ślepej zdrady. Są uśmiechy i łzy. Nie ma tylko happy endu. Gdyż ta historia nigdy się nie skończy.

Dom na skale

Czwartek w 1 tygodniu Adwentu.

house-high-in-the-pyrenees-mountains

Cristiano Ronaldo, Lionel Messi. Jesteście naprawdę świetni. Podziwiam waszą technikę, wasze osiągnięcia. Mam tylko jedną prośbę. Zagrajcie dla mnie w duecie. Jeden na harfie, a drugi na flecie.

Życzenie tak niedorzeczne, że aż śmieszne. Gdyż dla tych gwiazd  to futbolówka jest tym, wokół czego kręci się całe ich życie. Ze względu na grę w piłkę poświęcają długie godziny na treningi – indywidualnie i z drużyną. Dla niej dopasowują swój styl życia – co jedzą, gdzie mieszkają, ile, kiedy i gdzie odpoczywają. Wokół niej krążą ich myśli. Piłka jest fundamentem. Skałą na której wybudowali swój dom.

Dom na skale. Przypowieść ta już tak mocno wpisała się w naszą kulturę, tak często jest wykorzystywana, że łatwo ją zbagatelizować. Nie wyobrażam sobie, by wspomniani wyżej piłkarze, potrafili przejść obok fundamentalnego tematu jakim jest dla nich piłka nożna. Są w końcu profesjonalistami w każdym calu.

Jezus budującym dom swojego życia nie narzuca konkretnego planu. Nie ustala ilości pokojów, kolorów ścian. Nie jest też deweloperem, który zameldowuje w już wybudowanych szeregowcach – jednakowych dla wszystkich. Zostawia mi wolną rękę. Pragnie jednak, bym te samodzielne decyzje opierał na fundamencie Jego słowa. Bym na swój dom popatrzył niejako z Jego punktu widzenia. To zapewni zdrowy rozsądek w działaniu. Trwałość oraz solidność wszystkiego co buduję.

Czasami z żalem, smagany wichrami przeciwności, stwierdzam, że domy stawiane na piasku ciągle stoją – jak bajkowe hotele w Dubaju. Coś jest nie tak. Ale przecież Jezus słuchającym Jego słów nie obiecuje bezstresowego życie. Kto poddał się królowaniu Jezusa nie jest wolny od wojen, a nawet porażek. Nie ma zagwarantowanych luksusów. Święty spokój też nie jest wyłączną domeną świętych. Spada deszcz, wzbierają potoki, zrywają się wichry i rzucają się na wszystkie domy. Bez wyjątku. Jednak dla tych, którzy budują na sobie, na pieniądzu, na sukcesie, czy na czymkolwiek innym, są one katastrofą, dramatem. Jakiekolwiek kłopoty, przed którymi nie da się uciec chowając głowę w piasek, powodują poważny kryzys. Nadmierny stres, depresję, agresję, samobójstwa. Dom budowany na piasku trzeszczy i upada, nawet jeśli w ruinach nadal będzie koczował miliarder.

Kto prawdziwie ufa Jezusowi, ten znajdzie wyjście z każdej burzy i nie podda się. Jak nie poddają się Ronaldo i Messi po przegranych meczach, czy kontuzjach. Grają dalej w piłkę, do czego są powołani, a nie sięgają po harfę czy flet.