O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Relacja

Wpierw przeczytaj Łk 11,1-4

rosary-716250_960_720

Przychodzili i wciąż przychodzą do Jezusa z różnymi prośbami. Abym przejrzał! Powiedz memu bratu, by oddał moje pieniądze! Ulituj się nade mną. Chcę być bogaty. Daj mi dobrą żonę. Ulecz mnie z trądu. Tysiące próśb w tysiącach sytuacji, gdy moje potrzeby są nie zaspokojone i znikąd już nie znajduję pomocy. Jezus – ostatnia instancja, ostatnia nadzieja lub… skarbonka bez dna.

On cierpliwie wysłuchuje i zaradza brakom mojego serca. Choć jakże często nie po mojej myśli, tak małostkowej i egoistycznej.

Uczniowie, a więc ci, którzy mają odwagę podążać za Chrystusowym wezwaniem, ci którzy bacznie obserwują Jego kroki, by się do Niego jak najbardziej upodobnić, też przychodzą z prośbą. Może też coś im uwierało, czegoś brakowało, o czymś od dawna marzyli, ale nie o to prosili. Nauczyli się już bowiem, że Pan i tak zadba o nich. O wiele lepiej niż sami są w stanie sobie wyobrazić. Dlatego proszą Go o dar dobrej modlitwy. O łaskę zacieśniania relacji z Bogiem. Proszą o furtkę do absolutnej Pełni. Do spełnienia, które daje rzeczywiste i trwałe szczęście.

I otrzymują od Jezusa – najlepszego Przyjaciela dar najcenniejszy. Relacja moja z Bogiem może być najbliższa z możliwych. On może być moim Ojcem, Tatusiem.

Muza

Wpierw przeczytaj Rdz 2,18-24

El_primer_beso_Salvador_Viniegra_y_Lasso_de_la_Vega_(1891)

Czy zwróciłeś uwagę, jakie są pierwsze słowa wypowiedziane przez Boga i zapisane w Biblii? „Niechaj się stanie!” Słowa pełne mocy, słowa zdecydowane i twórcze; słowa oddające charakter Boga. O ile marne ludzkie słowa są w stanie objąć niezmierzoną tajemnicę istoty Stworzyciela. Jakie są zatem pierwsze ludzkie słowa zapisane w Piśmie Świętym? Czy też oddające nadzwyczajność, inteligencję i szczególne powołanie człowieka? Czy to będzie wspaniały hymn pochwalny i dziękczynna pieśń za cud powołania do życia? Czy może też pełna mądrości deklaracja programowa, w której Adam przedstawi swoje miejsce w świecie? „Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce.” „Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.” Albo przynajmniej „E=mc2”? Otóż musimy się lekko zawstydzić, gdyż Adam nas zawiódł. Dostawszy misję nazwania wszelkich zwierząt i ptaków wykazał się typowo męską indolencją. Podobnie jak ja, każdy amarant, karmin, szkarłat i magentę nazywam czerwienią, tak i Adam wszystko co Pan Bóg przeprowadził przed jego oczami nazwał „istotą żywą”. Czyli „jakimś tam zwierzem”. Mało twórczo ale zupełnie praktycznie, bo czy to coś zmieni, że krzyżodzioba modrzewiowego nazwę ptakiem? Obrazi się, albo zatraci zdolność popiskiwania z najwyższej gałęzi? Z męskiego punktu widzenia, nie ma to żadnego znaczenia.

Wszystko się diametralnie zmieniło, gdy przed tym pragmatycznym facetem Pan Bóg postawił Ewę. Z całym jej pięknem, wdziękiem i komplementarnością. Adam z realisty momentalnie stał się poetą. Z ust jego popłynęły słowa pełne zachwytu i energii. Słowa pełne miłości, polotu, inteligencji. Dokładnie to, czego od niego od początku oczekiwaliśmy. Gdyż dopiero z Ewą Adam stał się w pełni człowiekiem.

Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam, gdyż nasze człowieczeństwo przejawia się dopiero wtedy w całej swej okazałości, gdy zaczynamy żyć dla innych. Życie nabiera nadzwyczajnej wartości, gdy staje się darem. Ewa została oddana Adamowi jako odpowiednia pomoc dla niego. Adam przyjął z zachwytem Ewę, gdyż wreszcie odnalazł w niej tę jedyną istotę żywą na świecie, której mógłby służyć, którą mógłby adorować, dla niej uprawiać pole i jej przynosić trofea myśliwskie. Tylko żona pozwala chłopcowi stać się prawdziwym mężczyzną. Tylko miłość do mężczyzny (i wspólnym z nim dzieciom) nadaje sens wszelkim czynnościom wykonywanym przez kobietę. Wzajemne służenie sobie w miłości, to wpatrywanie się w oczy ukochanej osoby, by odgadnąć jej życzenia, to sprawiło, że pierwsza para połączyła się ze sobą tak ściśle, że stanowili jedno ciało. Seks jako całkowite oddanie się ukochanemu, też był tego wyrazem.

Kiedy ten miodowy miesiąc w rajskim ogrodzie skończył się dla Adama i Ewy? Spójrzmy do kolejnego rozdziału Pisma Świętego. „Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc.” To pierwsze zdania w Biblii, gdzie człowiek myśli o sobie. Gdy zapragnął czegoś dla siebie. I cóż z tego, że Ewa szybko podzieliła się owocem z Adamem? Już było po ptokach. Albo po innej czeczotce. A chłop zamiast upilnować swej kości z jego kości i ciała z jego ciała, zawiódł już przy pierwszej próbie.

Raj został utracony, ale misja dana człowiekowi wciąż trwa. Dlatego choć świat wychowuje coraz większą ilość wpatrzonych wyłącznie w siebie narcyzów, którzy szukają tylko tego, co im się opłaca i co jest przyjemne, wciąż zdobywam się na wysiłek, by kochać. I być prawdziwie sobą.

Dziecko

Wpierw przeczytaj: Łk 9,46-50

arms-baby-birth-47219

Szczerze powiedziawszy, im starsze mam dzieci, tym trudniej mi przyjąć ewangeliczne wezwania do stawania się jak dziecko. Roszczeniowość dzieci mnie poraża. Wedle argumentów przytaczanych przez mych chłopców, w innych rodzinach jest znacznie gorzej. Jakby zmieniono przykazanie dekalogu na „Czcij dziecko swoje.” Coraz powszechniejszą normą staje się bezrefleksyjne spełnianie każdej dziecięcej zachcianki. Zasypując dziecko kosztownymi upominkami, rodzic staje się podobnym do starożytnych pogan składających hekatomby przed złotą figurką bożka. Quad na pierwszokomunijny prezent? Już ktoś dostał, nasze dziecko nie może być gorsze i nieszczęśliwe z tego powodu. A że potem wjedzie na ulicy pod autobus? Bóg, tak chciał… Chce się żywić słodyczami i słonymi przekąskami a w piłkę woli pograć na monitorze niż na boisku? Przecież nie odbierzemy dziecku uroków dzieciństwa? Siedzi godzinami przed telewizorem zamiast odrabiać lekcje i uczyć się? Jakim prawem nauczyciele zamęczają moje dzieci, a te słabe oceny, to dlatego, że się na mojego syna uwzięli. Bez żadnego powodu! Albo uczyć nie potrafią, dlatego moje dziecko źle zrozumiało. Poraża mnie widok dorosłego, który w szatni szkolnej ubiera jak lalkę ucznia podstawówki i kornie zgina swój kark, by zawiązać mu sznurówki.

A dziecko dorasta i coraz silniej jest przekonane, że jest pępkiem świata, że jest największe, najlepsze, najpiękniejsze. Jeśli jego rówieśnicy myślą podobnie (a czemu nie?) po trupach udowodni, że ono jest zwycięzcą tego swoistego wyścigu szczurów wśród dzieci. Ja mam najnowszy model telefonu; przeszedłem wszystkie levele w tej strzelance; nie masz jeszcze tego najnowszego skina do gry za 50 zł? Ale z ciebie dzieciak, ja chodzę spać po północy. Te szmaty to chyba masz z ciucholandii, przecież ta bluza wyszła już z mody miesiąc temu! Chyba jesteś idiotą, że idziesz na ten nudny różaniec.

Czyż pełna pychy i chciwości postawa części duchowieństwa, która gorszy tak wiele osób nie ma swych początków już w pierwszych latach ich życia? Takich mamy wszak kapłanów, jakie mamy dziś rodziny. Nie zmieniło się to od lat. Nawet Jezus miał problemy ze swymi apostołami. Jego umiłowany uczeń Jan zazdrośnie strzegł swoich „przywilejów” przed „świeckimi”.

Czyż zatem mam się stać, jak te zepsute dzisiejsze dzieci?

Zaraz, zaraz. Przeczytałem uważniej perykopę ewangeliczną i się uspokoiłem. Największym jest ten, KTO PRZYJMUJE DZIECKO. Zdecydować się na dziecko, to dzisiaj nie lada wyzwanie. Wygodniej mieć pieska lub kotka. Wychować je na uczciwego człowieka, wobec tak wielu negatywnych przykładów – to absolutna wielkość. Przyjąć tak zrozumiane wyzwanie, zamiast spełniać dla świętego spokoju zachcianki dziecka, to droga do świętości.

Choć niejednokrotnie słyszałem, że jestem z najgorszych spośród rodziców, nie poddaję się.