O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Panie, Panie!

Wpierw przeczytaj Mt 7,21.24-27

people-2587954_1280

Spoglądając daleko wstecz swego życia, do początków swojej żywej relacji z Jezusem, trudno mi znaleźć jakiś jeden konkretny moment nawrócenia. Jakieś cudowne zdarzenie, wysłuchana modlitwa, usłyszany głos… Nie przypominam sobie nic szczególnego. Pomimo tego, pamiętam ten zapał nieśmiałego i zahukanego dzieciaka z podstawówki, by zostać ministrantem, by czytać Pismo Święte, by pójść na kolejną mszę. Dzień w dzień, aż do głębokiej zażyłości i zadomowienia się przy ołtarzu. To nie była sprawa wychowania. Ze smutkiem muszę przyznać, że dom rodzinny nauczył mnie w tamtych latach szacunku do wiary, ale nie dawał żywego świadectwa modlitwy czy życia sakramentalnego. Bo i nie mógł. Pobożnych przyjaciół też nie miałem. Nie miałem właściwie żadnych. I to może być klucz do tej zagadki.

Młody człowiek potrzebuje akceptacji, zrozumienia, czyjejś bliskości. Jeśli jest jednak inny i nie potrafi się dostosować, skazany jest na ostracyzm i samotność. Życie na pustyni jest nieludzkie. Dziś wielu młodych znajduje ucieczkę z tej nieludzkiej krainy w świecie wirtualnej rzeczywistości. W moich czasach wyobraźnia, choć dużo bardziej bogatsza niż dzisiaj, nie dawała aż takich możliwości bezpiecznej interakcji z innymi osobami. Dlatego łatwiej było mi usłyszeć słodką obietnicę obecności z ust Jezusa. Jakże łatwo było mi się zakochać w słowach: A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Brakowało mi miłości – On jest Miłością!

Piękny jest ten moment. Chce się żyć dla tej chwili, gdy uświadamia się, że się jest bezwarunkowo kochanym, że Ktoś nigdy mnie nie opuści, nigdy nie zawiedzie, wszystko wybaczy, odda za mnie Swoje życie i zawsze gotów jest mnie wysłuchać. Chce się wznieść do góry ręce i w uwielbieniu śpiewać „Panie, Panie!”

Ale czy poprzestając na tym, nie tworzę sobie Boga na miarę niezaspokojonych potrzeb? Jezus sprowadzony do roli słodziaka i złotej rybki do wysłuchiwania próśb? Czy Jego krew po to tylko została przelana, by była balsamem na rany mego serca?

Fajnie mi się modliło. Alleluja! Na modlitwie jednak nie ma być mi fajnie. Niejednokrotnie to czas operacji na otwartym sercu bez znieczulenia. Jezus nie chce mnie zagłaskać, on pragnie mnie przemienić. Jego słowa nie są miodem – to ostry miecz, który wykrawa to co nieświęte. On nie jest mięciutkim, pluszowym misiakiem – to twarda skała, na której mam zbudować swój dom. Dom – a nie przytulną kryjówkę.

Królestwo Prawdy

Prawda jest tym, co się głosi. Prawdę też można ukrywać. Prawda się rozprzestrzenia, albo jest stłumiona, przywłaszczona, skołtuniona. Służyć prawdzie to uczynić wszystko i wbrew wszystkim, by zajaśniała blaskiem i chwałą. Jest cenna nawet wtedy, gdy nie jest do końca przyjemna. O prawdę trzeba dbać, bronić jej. Jest powodem do chluby i najważniejszym dziedzictwem, przekazywanym kolejnym pokoleniom.

Zgadzasz się z tym?

Przeczytaj zatem ten tekst ponownie lecz tym razem w miejsce słowa „prawda” wstaw „Królestwo Jezusa”. I jeszcze raz ze słowem „ojczyzna”, „rodzina”, „Kościół”…

Czujesz to? Jeśli tak, to z dumą będziesz obserwował jak Królestwo Jezusowe się rozprzestrzenia. Każde świadectwo Prawdzie, które zakiełkuje wokół ciebie, będzie radosną nadzieją obfitych żniw. Każde dobro, każda służba stanie się jak cenny łup.

Dołączysz się do tego wzrastającego narodu sług Prawdy? Przyłączysz się do tej radości? A może jak Piłat palniesz jakimś oklepanym sloganem i wzruszając ramionami rzucisz w pustkę pytaniem: Cóż to jest Prawda?

Mów do mnie jeszcze

Wpierw przeczytaj Łk 11, 5-13

door-1057498_960_720

Wszystko ma być jak najszybciej, natychmiast. Otacza mnie świat instant. I nie chodzi mi tylko o obiady w proszku czy speed dates. Szybkość wciska się w każdy kąt i aspekt życia z prędkością światła. Gotowe odpowiedzi na wszelakie pytania wyszukuję w internecie od ręki. By nie tracić przy tym czasu, dopłacasz kilkanaście złotych miesięcznie, by strona otwierała ci się nie w jedno mgnienie oka, lecz trzy razy szybciej (Ja jestem już zbyt stary – nie widzę różnicy). Samochody pędzą, by dotrzeć do miejsca, które jest tuż za rogiem. Nawet kierowniczka w pracy oczekuje ode mnie, że teczkę dokumentów posortuję nie w minutę, lecz w 20 sekund. W ten sposób wyrobię w końcu oczekiwaną normę tysiąca teczek dziennie.

Wszystko wokół pędzi, jest pod jednym przyciskiem, tylko Bóg oczekuje, że będę Go prosił rano, w wieczór, we dnie, w nocy. A przecież deklaruje, że zna moje pragnienia wcześniej ode mnie. Czyżby Go bawiły te litanie próśb, czyżby był przygłuchy, uparty? Bóg nie potrzebuje czasu, by spełnić prośby swoich dzieci. On nie potrzebuje tej zwłoki. Ten czas dany jest mnie i tobie.

  • Być może to natrętne, niecierpliwe pukanie do Jego drzwi jest mi potrzebne, bym w końcu odczuł radość i wdzięczność, gdy zostaną mi otworzone podwoje łask.
  • Być może to oczekiwanie na zaspokojenie jest konieczne, bym zrozumiał, że to Bóg jest mi najbardziej niezbędny i Jego wezwania są ważniejsze od wszelkich moich zachcianek (nawet tak ważnych z ludzkiego punktu widzenia jak zdrowie własne i dzieci, praca, małżeństwo).
  • Być może Bóg cierpliwie czeka, aż pojmę, że to o co proszę, nie jest zgodne z Jego wolą.
  • A może po prostu Bóg tęskni za mną i odkłada spełnienie mojej prośby, by choć przez chwilę zatrzymać moją uwagę, potrzymać mą dłoń w Swojej i z miłością szeptać wprost do serca: „Mów do mnie jeszcze.”