Muza

Wpierw przeczytaj Rdz 2,18-24

El_primer_beso_Salvador_Viniegra_y_Lasso_de_la_Vega_(1891)

Czy zwróciłeś uwagę, jakie są pierwsze słowa wypowiedziane przez Boga i zapisane w Biblii? „Niechaj się stanie!” Słowa pełne mocy, słowa zdecydowane i twórcze; słowa oddające charakter Boga. O ile marne ludzkie słowa są w stanie objąć niezmierzoną tajemnicę istoty Stworzyciela. Jakie są zatem pierwsze ludzkie słowa zapisane w Piśmie Świętym? Czy też oddające nadzwyczajność, inteligencję i szczególne powołanie człowieka? Czy to będzie wspaniały hymn pochwalny i dziękczynna pieśń za cud powołania do życia? Czy może też pełna mądrości deklaracja programowa, w której Adam przedstawi swoje miejsce w świecie? „Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce.” „Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.” Albo przynajmniej „E=mc2”? Otóż musimy się lekko zawstydzić, gdyż Adam nas zawiódł. Dostawszy misję nazwania wszelkich zwierząt i ptaków wykazał się typowo męską indolencją. Podobnie jak ja, każdy amarant, karmin, szkarłat i magentę nazywam czerwienią, tak i Adam wszystko co Pan Bóg przeprowadził przed jego oczami nazwał „istotą żywą”. Czyli „jakimś tam zwierzem”. Mało twórczo ale zupełnie praktycznie, bo czy to coś zmieni, że krzyżodzioba modrzewiowego nazwę ptakiem? Obrazi się, albo zatraci zdolność popiskiwania z najwyższej gałęzi? Z męskiego punktu widzenia, nie ma to żadnego znaczenia.

Wszystko się diametralnie zmieniło, gdy przed tym pragmatycznym facetem Pan Bóg postawił Ewę. Z całym jej pięknem, wdziękiem i komplementarnością. Adam z realisty momentalnie stał się poetą. Z ust jego popłynęły słowa pełne zachwytu i energii. Słowa pełne miłości, polotu, inteligencji. Dokładnie to, czego od niego od początku oczekiwaliśmy. Gdyż dopiero z Ewą Adam stał się w pełni człowiekiem.

Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam, gdyż nasze człowieczeństwo przejawia się dopiero wtedy w całej swej okazałości, gdy zaczynamy żyć dla innych. Życie nabiera nadzwyczajnej wartości, gdy staje się darem. Ewa została oddana Adamowi jako odpowiednia pomoc dla niego. Adam przyjął z zachwytem Ewę, gdyż wreszcie odnalazł w niej tę jedyną istotę żywą na świecie, której mógłby służyć, którą mógłby adorować, dla niej uprawiać pole i jej przynosić trofea myśliwskie. Tylko żona pozwala chłopcowi stać się prawdziwym mężczyzną. Tylko miłość do mężczyzny (i wspólnym z nim dzieciom) nadaje sens wszelkim czynnościom wykonywanym przez kobietę. Wzajemne służenie sobie w miłości, to wpatrywanie się w oczy ukochanej osoby, by odgadnąć jej życzenia, to sprawiło, że pierwsza para połączyła się ze sobą tak ściśle, że stanowili jedno ciało. Seks jako całkowite oddanie się ukochanemu, też był tego wyrazem.

Kiedy ten miodowy miesiąc w rajskim ogrodzie skończył się dla Adama i Ewy? Spójrzmy do kolejnego rozdziału Pisma Świętego. „Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc.” To pierwsze zdania w Biblii, gdzie człowiek myśli o sobie. Gdy zapragnął czegoś dla siebie. I cóż z tego, że Ewa szybko podzieliła się owocem z Adamem? Już było po ptokach. Albo po innej czeczotce. A chłop zamiast upilnować swej kości z jego kości i ciała z jego ciała, zawiódł już przy pierwszej próbie.

Raj został utracony, ale misja dana człowiekowi wciąż trwa. Dlatego choć świat wychowuje coraz większą ilość wpatrzonych wyłącznie w siebie narcyzów, którzy szukają tylko tego, co im się opłaca i co jest przyjemne, wciąż zdobywam się na wysiłek, by kochać. I być prawdziwie sobą.

Popatrzcie

Piątek w 34 tygodniu zwykłym

Dziś urzekło mnie piękno jednego z wpisów na blogu. W niezwykle poetyckich słowach autorka przedstawiała czar jesiennego Krakowa. Po lekturze z żalem spojrzałem na swoje wpisy. Jak daleko mi do formy sprzed lat, gdy czułem się bardziej poetą niż archiwistą. Teksty me dziś toporne i kanciaste. Jak szkice Picassa. Ale przecież i Picasso uznawany jest za mistrza! Nadzieja wróciła.

Jakże wiele zależy od tego, w jaki sposób patrzymy na rzeczywistość. Gdy jestem zmęczony i zniechęcony, przygniata mnie „szaroniówka”. Marzę o ferii barw, jak w michelangelowych freskach kaplicy papieża Sykstusa. Tymczasem jak pokolorować życie, gdy wokół wszystko w odcieniach szarości? Czy taki świat może inspirować pięknem? A arcydzieła kina niemego? Czyż ich magia nie oczarowuje bardziej niż jałowe wytryski efektów współczesnego kina? Meloniki z głów przed Charlie Chaplinem mydlane gwiazdeczki!

Poezja bierze się z właściwego patrzenia. Oczy są zwierciadłem duszy. Jeśli ona jest zbrukana, nie dostrzegę wokół siebie wyraźnych znaków Piękna i Miłości.