Piątek w 34 tygodniu zwykłym
Dziś urzekło mnie piękno jednego z wpisów na blogu. W niezwykle poetyckich słowach autorka przedstawiała czar jesiennego Krakowa. Po lekturze z żalem spojrzałem na swoje wpisy. Jak daleko mi do formy sprzed lat, gdy czułem się bardziej poetą niż archiwistą. Teksty me dziś toporne i kanciaste. Jak szkice Picassa. Ale przecież i Picasso uznawany jest za mistrza! Nadzieja wróciła.
Jakże wiele zależy od tego, w jaki sposób patrzymy na rzeczywistość. Gdy jestem zmęczony i zniechęcony, przygniata mnie „szaroniówka”. Marzę o ferii barw, jak w michelangelowych freskach kaplicy papieża Sykstusa. Tymczasem jak pokolorować życie, gdy wokół wszystko w odcieniach szarości? Czy taki świat może inspirować pięknem? A arcydzieła kina niemego? Czyż ich magia nie oczarowuje bardziej niż jałowe wytryski efektów współczesnego kina? Meloniki z głów przed Charlie Chaplinem mydlane gwiazdeczki!
Poezja bierze się z właściwego patrzenia. Oczy są zwierciadłem duszy. Jeśli ona jest zbrukana, nie dostrzegę wokół siebie wyraźnych znaków Piękna i Miłości.

