Wpierw przeczytaj Mt 11,25-27

Czytając ten tekst, czuję się troszkę jak ta żaba w kawale, która stanęła przed wyborem, że mądrzy idą na prawo, a piękni na lewo. Przecież się nie rozerwę! Chciałbym być mądrym i roztropnym i poznawać wolę Bożą. Nie chcę być prostaczkiem! Albo co gorsze prostakiem.
Czy Bóg lekceważy mądrość? Wolę postawić inne pytania. Czy mądrością jest szukanie dziury w całym? Czytanie między linijkami nawet tam, gdzie przekaz jest bezpośredni? Czy mądrością jest rozpatrywanie wszystkich, nawet hipotetycznych możliwości, przy podejmowaniu decyzji? Czy trzeba tysiąc razy powtórzyć, by mieć pewność, że się będzie wysłuchanym?
Jesteśmy mistrzami w komplikowaniu sobie sprawy. Im większą wagę do czegoś przykładamy, tym bardziej drobiazgowo to rozpatrujemy. Aż się gubimy we wszystkim. Uparcie płyniemy pod prąd do upatrzonego celu. Walczymi z nurtem życia, marnując czas i energię. Tymczasem nasze szczęście zazwyczaj jest na wyciągnięcie ręki. Lub jeszcze prościej – w tym co już posiadamy.
Pan oczekuje od nas pełni zaufania. Po prostu prostoty. On zajmie się trudniejszymi detalami, nam zostawiając to co najprostsze. Czy myślisz, że On jest taki wredny, że każe ci rozsupływać węzeł gordyjski życia, jeśli wczesniej dał do ręki miecz? Gdy musisz walczyć z pokusą, czy nie lepiej skorzystać jak Indiana Jones z oręża Słowa, które dał ci już Pan?
Myślę, że prostaczek to ten, kto „po prostu żyje”. Nie komplikuje swojego życia, nie szuka wielkich rozwiązań w swojej codzienności, a po prostu żyje tym, co mu Bóg daje. Nie musisz być uczonym w Piśmie i nadgorliwym faryzeuszem, by usłyszeć i zrozumieć głos Boga.


