Oddalił się

Wpierw przeczytaj: Łk 4,16-30

Sun Sky Walk Landscape Shadow Person Man Trees

Utarło się błogie przekonanie, że Miłosierdzie Boże nie zna granic. Bóg tak pragnie mojego zbawienia, tak bardzo na mnie Mu zależy, że zrobi wszystko, żeby mnie mieć przy sobie. Zapłaci każdą cenę – nawet krew Jednorodzonego Syna. To prawda. Ale czy to mnie zwalnia z troski o własne zbawienie? Czy Bóg będzie mnie ciągnął za uszy do nieba?

W przypowieści o marnotrawnym synu ojciec nie rozsyła ekip ratunkowych w poszukiwaniu zbiegłego syna. Nie nęka go bezustannymi listami przynaglającymi do powrotu, lecz cierpliwie czeka w domu, z utęsknieniem wyglądając go w oddali. Czeka na jego nawrócenie, a nie sprowadza siłą z powrotem w ojcowskie ramiona.

Dopóki z mojej strony nie ma choć cienia dobrej woli pojednania, Bóg niejako jest bezsilny. Nie zbawi mnie na siłę.

A gdy odrzucony kolejny raz, strącony z należnego Mu miejsca, zamilknie w końcu i oddali się. Widok wygnanego z życia Pana niech przerazi. I skruszy zadufane w sobie serce.

Oto teraz dzień zbawienia!

2 Kor 5, 20-21
6, 1-3

Popielec

Dziś w kościele na mym czole popiołem wyrysowano znak krzyża. Prorok Ezechiel otrzymał przed wiekami Boże polecenie:  „Przejdź przez miasto, przez środek Jerozolimy, i napisz literę Taw na czołach ludzi wzdychających i bolejących z powodu wszystkich obrzydliwości, które się w niej dokonują”. (Ez 9,4). Warto wyjaśnić, że litera taw jaką najpewniej miał przed oczami Ezechiel, miała kształt krzyża. Mając dość obrzydliwości wewnątrz i wokół siebie, pozwoliłem się oznaczyć znakiem krzyża. Niech aniołowie wiedzą, że z tym złem nie chcę mieć nic wspólnego.  Przyjąłem znak popiołu.

Z marnego prochu Bóg ulepił człowieka. To co liche, podłe, brudne, zostało w raju ręką Bożą przemienione w Jego najwspanialsze dzieło. Dlatego nie waham się przyznać, że jestem popiołem, byś wziął mnie Boże w swoje twórcze dłonie. Wydobądź ze mnie to co najpiękniejsze. Niech duch zapanuje nad mą łakomą naturą, by podobieństwo do Ciebie stało się moją chlubą i nagrodą.

Teraz właśnie jest ten czas błogosławiony. Nie warto odkładać niczego na później. Dziś mam szansę wznieść się na wyższy poziom. By nie był to tylko słomiany zapał, przyjąłem znak uczyniony spopielonymi gałązkami palmowymi. Pragnę pamiętać, że jestem jak ta gałązka palmowa, która miota się tam, gdzie ją wiatr powieje. Jeśli wbiję sobie to mocno do głowy, nie poprzestanę tylko na słomianym zapale Niedzieli Palmowej. Wiem bowiem, że czeka mnie trud Wielkiego Piątku. Tylko wytrwali doświadczą autentycznej radości w poranek Zmartwychwstania. Przyjąłem popiół. W proch się obrócę, by z prochu powstać. Przez Ciebie i dla Ciebie Panie. Amen.