Możemy iść.

Czwartek w 34 tygodniu zwykłym.

Komputer buczy za drzwiami. Swoją łuną z monitora wzmacnia wyraz uporu na twarzy synków. Gry komputerowe nie tylko wciągają, ale pożerają, wysysając z mózgów resztki rozsądku. (Oczywiście doceniam też ich walory, ale co za dużo to nie zdrowo.) Żadne argumenty nie trafiają, odbijając się od haseł: 

  • Już kończę. 
  • Przecież dopiero zacząłem. 
  • A on grał dłużej. 
  • Tylko się skuszę.
  • Inni rodzice pozwalają grać całą noc.
  • Mam prawo grać tak długo, po tylu godzinach nauki w szkole…


Wtedy, czasami pozostaje mi radykalny krok w postaci wyłączenia Wi-Fi lub bezpieczników. I następuje koniec świata. Apokalipsa. Brat występuje przeciwko bratu. Spadają gwiazdy i krzyk rozpaczy podnosi się aż do nieba.

Gdy jesteśmy tutaj do czegoś zbyt mocno przywiązani lub wprost zniewoleni, to wtedy koniec świata budzi lęk. Absolutny dramat. Jawi się on nam jako niezawiniona krzywda, nieodżałowana strata, niesprawiedliwość.

Tymczasem ja marzę, aby w dniu ostatecznym, końca całego świata lub tylko mojego, nucić sobie piosenkę Elektrycznych Gitar.

To już jest koniec. Nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść.

I jak po trudnej, całożyciowej dniówce, z ciężkimi nogami, ale lekkim sercem, pójdę na wymarzony urlop. Do wiecznego raju.

Żebym przejrzał.

Poniedziałek w 33 tygodniu zwykłym

gold-1022229_1280.jpg

 

Każdy chyba zna motyw o złotej rybce. Może nawet się nam śni lub marzy. Zasadniczy problem tkwi w tym, że jeśliby taka bajeczna rybka wpadła w nasze ręce, ma ona do zaoferowania spełnienie TYLKO trzech życzeń. I na co się zdecydować? Cokolwiek się wybierze, nie będzie to szczęśliwy wybór. Taki morał przynoszą bajki i kawały.

Pragnień jest bowiem nieskończenie wiele, które cisną się do głowy, za każdym razem, gdy otworzy się im furtkę marzeniem. Nawet w raju, Adam i Ewa dali się skusić pragnieniem, by być jak Bóg. Pomimo tego, że niczego im w życiu nie brakowało.

Dziś Jezus, prawie jak złota rybka, pyta się mnie: “Co chcesz, abym ci uczynił?”. Tylko jedno życzenie? To nie fair! chciałoby się zakrzyknąć. Ale nie czas na to wobec tak istotnego pytania. Od odpowiedzi zależy wszak wiele.

Prosić o pieniądze? Jest tyle rzeczy do kupienia, że każda kwota szybko okazuje się zbyt mała. To zły wybór – rodzący lęk i chciwość we własnym sercu, a zazdrość u innych. Prosić o zdrowie? Znam wielu chorych, którzy dopiero dotknięci chorobą odnaleźli sens życia i prawdę o sobie i innych. Znam też wielu tryskających zdrowiem osiłków – silnych, a głupich. Zdrowie i tężyzna na nic sensownego im się nie przydaje. Prosić jak Salomon o mądrość? Zazwyczaj ludzie mądrzy cierpią więcej od innych, gdyż dostrzegają wiele spraw, których inni błogo sobie nie uświadamiają. Niejednokrotnie dotyka też ich samotność, gdyż większość ludzi unika jak ognia przebywania z mądrzejszymi od siebie. Prosić o miłość? Miłość ludzka w najlepszym wypadku trwa tylko do śmierci. Takich szczęśliwców i tak dręczy niepokój, że to szczęście może nie trwać dalej, a i o zazdrość nietrudno. A miłość Boga? Czy jest sens “marnować” jedyne życzenie o coś, co jest pewniejsze niż 2+2=4?

Dlatego za niewidomym zakrzyknę: Panie, żebym przejrzał! Żebym wreszcie mógł Cię zobaczyć przy sobie i w sobie samym. Żebym wreszcie zobaczył wszystkie bogactwa, jakie mam. Żebym zobaczył, po co te siły i  zdrowie, gdy jeszcze je mam. Żebym przejrzał sens choroby, gdy już przyjdzie. Żebym na kartach Pisma Świętego zobaczył wszystkie mądre rady, jakie mi dajesz. Właśnie mnie i właśnie teraz. I żebym dostrzegł wszystkich tych, których mi dajesz do pokochania. I tych, przez których pozwalasz mi doświadczyć własnej miłości.

Panie! Jezusie, Synu Dawida! Ulituj się nade mną i otwórz moje ślepe oczy.