Z wieczystą gwarancją

J 9, 26

  • Mój młodszy syn Marek czasami skarży się, że koledzy naśmiewają się z niego, gdyż nie posiada drogich i modnych zabawek, ciuchów, sprzętów, tylko ich tańsze zamienniki. Równie wartościowe ale bez rozpoznawalnego znaku firmowego. Pocieszam go wówczas żartobliwie, że dzięki swemu imieniu, wszystko co posiada jest markowe, a takim wyczynem nawet najbogatsi koledzy nie mogą się pochwalić. Z cierpliwością mu tłumaczę, że wysoka cena na metce nie zawsze gwarantuje jakość. Zeszyt bez kreskówkowego bohatera na okładce służy dokładnie tak samo, jak zwykły. A oszczędność zawsze popłaca. Podobnie jak chodzenie za głosem rozsądku, a nie za wskazówkami reklam.
  • Maryja zdruzgotana bólem, wpatrując się w skatowane ciało Jej ukochanego Jezusa, usłyszała z Jego ust: „Niewiasto, oto syn Twój.” Miał być Jej oszczędzony żałosny los bezdzietnych wdów, pozbawionych wsparcia i środków do życia. Umiłowany uczeń podjął się zaopiekować zrozpaczoną Matką swego Mistrza. Ale czyż w żalu nie mogła wykrzyczeć Bogu, że miliardy Janów nigdy nie zrównoważą umierającego Syna? Czy faryzeusze mogli jej rzec w tym momencie przysłowiowe: „Zamienił stryjek siekierkę na kijek.” Zaszczytny tytuł Niewiasty, nawiązujący do wielkich biblijnych proroctw, dobitnie wskazuje, że ten gest to nie tylko wyraz troski o ziemski byt Maryi.
  • Ta, która w Betlejem powiła Słowo, które się stało ciałem, teraz jest również Matką Kościoła – Mistycznego Ciała Chrystusa. Każdy zaś umiłowany uczeń Pana – a zatem w równym stopniu ja, jak i ty, opatrzony zostaje w sakramencie chrztu niezatartym znakiem Dziecka Bożego i członka Kościoła. Jest to znak o wiele wartościowszy niż wszystkie marki świata razem wzięte. Przyznaje się z dumą do  nas sam Bóg oraz instytucja nieprzerwanie trwająca już 2000 lat. Objęci jesteśmy pełnym serwisem i wieczystą gwarancją, respektowaną w każdym zakamarku wszechświata. Nawet jeśli w jakikolwiek sposób jesteśmy wybrakowani przez grzech i diabelski sabotaż, nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy byli najwyższej próby skarbem, świecącym blaskiem wokoło i wyznaczającym innym najwyższe standardy. Dzięki Miłosierdziu Bożemu. Nie jesteśmy żadną niedoróbką, ani tanią chińską podróbką (nawet mając żółtą cerę i skośne oczy). Zapłacono za nas szczodrze najcenniejszą walutą – Krwią Chrystusa z przebitego włócznią boku.
  • Czyż to nie powód do dumy, nawet wtedy, gdy konkurencja nachalnie próbuje nas zdyskredytować antyreklamą?

    Ewangelia (J 19, 25-27)

    Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.

    Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”.

    I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Ambicja

Wpierw przeczytaj: J 1,19-34

Ecce Agnus Dei

Zaszczyty same pchały mu się w ręce. Wystarczyło, by Jan zwany Chrzcicielem na którekolwiek pytanie oficjalnych posłańców odpowiedział twierdząco. A przecież mógł! Był przecież prorokiem. Był najlepszym prorokiem!  Nie tyle dał wskazówki, jaki będzie Mesjasz, gdzie się urodzi, jakie będzie miał uprawnienia. On wskazał Go dosłownie i imiennie. „To jest Ten.” I wypełnił wiernie swoje posłannictwo. Pozostał sobą, choć zdawało się, że miał szansę być „Kimś” przez duże K. Ale czyż przez tą swoją autentyczność nie dał mi wzoru swojej wielkości?

Ambicja jest wpisana w moją naturę. To takie ludzkie, że chcemy zaistnieć. Najlepiej pozytywnie. Choć zawsze znajdą się Herostratesy, żądni jakiegokolwiek rozgłosu. W dobie globalnej cyberwioski sława trwa jednakże do odświeżenia serwisu internetowego. Nim wrócisz od fryzjera, twoja fryzura będzie już niemodna. Nim z Chin przypłynie statek z najnowszym modelem sprzętu, w sklepach internetowych wystawią modele z wyższej półki.  Szokowanie ekstrawagancją to również droga donikąd. Wystarczy spojrzeć na dziwactwa awangardowych „artystów”. To wyścig, którego nie sposób wygrać. Zawsze będzie ktoś lepszy, oryginalniejszy ode mnie. Już taki był, jest obok mnie, albo puka do drzwi. A porażka potęguje frustrację. Wymarzona atmosfera dla Złego, który szepcze do ucha: „Jesteś zerem.”

Tymczasem pozostając sobą, czyli wiernie realizując swoje powołanie, pomnażając wszystkie swoje (a nie cudze) talenty, blasku nabierze moja autentyczna wartość. Zwracając się do Pana, nie muszę udawać skromnisia, oczekując gwałtownych zaprzeczeń, mile łechcących ego. On mnie doskonale zna. Zna więcej moich mocnych stron, niż sam w sobie je odkrywam. Bóg traktuje mnie poważnie – wszak jestem Jego przybranym Synem. Czy to nie powód do dumy?