Pod gałęziami figowca

  • Spoglądam na figowiec za wskazaniem Pana i się zastanawiam. Mógłbym zerwać parę listków figowych, by przysłonić nagą prawdę o sobie i odejść. Ale Pan koncentruje moją uwagę na pąkach. Ani nie piękne, ani smakowicie wyglądające. Moja wyobraźnia już jednak widzi w nich smaczne figi. Słodycz rozlewa się w ustach na samo wspomnienie konfitury z fig, których słoik niedawno spałaszowaliśmy. W tej chwili jednakże drzewo może mi dać co najwyżej figę z makiem. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Doczekać się owocowania i czasu zbiorów. Choć kubki smakowe domagają się natychmiastowych wrażeń, wiem, że po wiośnie musi przyjść lato. To nieuniknione, choć rozłożone w czasie.
  • Moje owocowanie też ma swój czas. Jeśli otworzyłem się na ziarno Słowa Bożego, ono w końcu zakiełkuje. To naturalna kolej rzeczy. Gleba może być licha, deszczów łask jednak nie braknie. Słowo wypowiedziane nie wraca do ust, lecz poszerza wciąż krąg swojego oddziaływania. Królestwo Boże – dźwiękowa fala uderzeniowa, doskonała harmonia, do której dostraja się cała rzeczywistość.
  • Potrzeba jedynie czasu i cierpliwości z mojej strony. Bym nie zniechęcał się widokiem lichych pączków, cierpkością niedojrzałych jeszcze owoców. Od samego początku, od pierwszego zielonego listka przebijającego się przez twardą skorupę gruntu, muszę mieć na uwadze ostateczny cel tego wszystkiego. A wtedy niebo i ziemia może przeminąć, świat cały runąć, lecz w sercu pozostanie pewność, że czas płynie nieubłaganie wciąż w tym samym kierunku. Nie cofnie się, ani nie zatrzyma. Królestwo Boże jest już blisko.

Żniwa

Wtorek w 34 tygodniu zwykłym.

vincent-van-gogh-74018_640

Za oknem gołe drzewa czekają na łaskawy śnieg, który przykryje ich nagość. Nie czas zatem pisać o żniwach. Klimaty jakże odległe od tego co widzimy za oknem i czujemy w kościach. Ale właśnie taką tematykę podsuwa mi dzisiaj Kościół. Ostateczny czas Pana Żniwa będzie zapewne jeszcze bardziej “ nie w porę”. A na sto procent przyjdzie. Prędzej, czy później.

Klasyczny wizerunek śmierci to zakapturzony szkielet z zakrwawioną kosą. Spotkać kogoś takiego nie w komercyjny Halloween nie jest czymś przyjemnym. Zwłaszcza z zaskoczenia. Wredny typ, który nigdy nie zakrzyknie “pieniądze albo życie!” Tymczasem Kosiarz zapuszczający sierp w dzisiejszym I czytaniu ma twarz Jezusa. To nie słodki Ponjezusek z obrazka.

Sierp czeka na każdego. Niezależnie, czy jest dobry, czy zły. Wierzący, czy niewierzący. Tnie równo. Nie ma bocznej furtki do nieba. Zbawienia spod lady lub na wynos. Bolesny proces przejścia jest jedyną opcją. Jak każdego innego, czeka mnie przemiana. Nie wiem, czy jestem kłosem zboża, czy winnym gronem, ale moim naturalnym przeznaczeniem jest ścięcie i przeobrażenie w to, co stanowi sens mego powołania – chleb lub wino.

Okazuje się jednak, że wino z zepsutych gron nie rozweseli niebiańskich weselników. Cierpkość i gorycz złych ludzi, którzy się nie ogrzali przez całe życie w Słońcu Niezwyciężonym – Jezusie, nie przystoi do tego miejsca. Nikt nie ma pretensji, że zepsute wino wylewa się.

Obym Panie wydał plon miły Tobie w dniu żniw, a nie zapłakał nad rozlanym…winem.