Czuwajcie

Wpierw przeczytaj: Mk 13,33-37

Sky Colors Sunset Good Looking Clouds

Tak często słyszę, zwłaszcza podczas Adwentu, Jezusowy apel o czujność, że niejako stałem się głuchy na to wezwanie. Jak długo przecież człowiek może być maksymalnie zmobilizowany?! Czuwać – cóż to bowiem dla mnie oznacza? Pierwsze skojarzenia, to stać na baczność, z bronią gotową do strzału, nie zmrużywszy oka. To czekać na coś, co jest nie-oczekiwane. Spodziewać się niewiadomego, które przyjdzie niespodziewanie.

Ale czyż takie czekanie nie zakłada przezwyciężania lęku? Czy każdy pracownik oczekujący na wejście do pokoju swego szefa ma w stresie wypatrywać poruszenia klamki? Czyż Jezusowe: „Czuwajcie” ma brzmieć w moich uszach „Bójcie się, bo już wracam!”?

Takie myśli i obrazy może wzbudzać sumienie rozpaczliwie wzywające do poprawy. Albo Zły, który robi wszystko, by zohydzić w moich oczach Księcia Pokoju.

Ponurość grudniowych dni za oknem działa przygnębiająco. Widząc szarugę i ziąb za oknem, z trudem przychodzi mi wywleczenie się z wygrzanego łóżka, by pójść do pracy. W ciągu dnia wcale nie jest lepiej. Wiele rzeczy odsuwam na później, wiele spraw jest w zawieszeniu. Czuję, jak ucieka mi dzień po dniu, a ja najchętniej schowałbym się pod ciepłą kołderką i zapadłbym w niedźwiedzi sen. I właśnie w tym czasie przez grubą warstwę pierzynki dociera ten głos: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie (…) By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących”. Nie traktuję tych słów jako groźby. To pełne nadziei przypomnienie.

Być czujnym, to uważnie wypatrywać dobra w swoim życiu. Z radością wypatrywać, każdego daru z rąk Ojca. Rozpoznawać szczęście w pozornej prozaiczności. Pisałem o tym przed laty w wierszu.

Skarby

Szukać skarbów

Nienazwanych

Nieuchwytnych

bo wdeptanych w błoto

przez rozpędzonych ludzi

Znaleźć

i rozpłakać się

nad znalezionym

szczęściem

Czuwać, to nie tylko zachwycać się Bożą miłością, która mnie niepostrzeżenie dotyka. Mam być czujnym, by nie przegapiać żadnej okazji, do rozprzestrzeniania dobroci wokół siebie. Tyleż dobroci przecieka między moimi palcami, miast trafiać do innych! Przecież tak niewiele kosztuje dobre słowo, drobny gest, uśmiech życzliwości, ustąpienie. Zerknięcie do Pisma Świętego choćby w reklamach podczas obowiązkowych seriali telewizyjnych. Modlitewny akt strzelisty zamiast przekleństwa w chwilach nadmiernych emocji. Możliwości jest tak wiele. To Jezusowe „czuwaj”, docierające do mojej kryjówki, jest aktywne, twórcze, pełne zaangażowania. Wiem z doświadczenia, że właśnie taka postawa sprawia, że naprawdę żyję. Tylko muszę być czujny.

Być czujnym, to wreszcie nie przeoczyć tego momentu, gdy już jest za późno. Jak to pisał ksiądz Twardowski: „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.” Gdy relacje  z drugim człowiekiem się zaplątały; nieważne czy z mojej, czy jego winy, niewybaczalnym błędem jest odkładanie wyjaśnienia tego problemu w nieskończoność. Ani się nie obejrzę, gdy przepaść, która ciągle się między nami poszerza, stanie się przeszkodą nie do przebycia. To nie jest łatwe. Zwłaszcza przebaczenie krzywdy. Pięknie to przedstawia pewien spot, którego obejrzenie niech zastąpi mój komentarz.

 

Nie bójcie się!

3 Niedziela Adwentu

USMC-081218-M-4507D-001

Nie bójcie się!  Gdy słyszę te słowa w ustach kogoś potężniejszego ode mnie, albo kogoś komu porządnie podpadłem, są one niezwykłą pociechą. Usłyszeć je i pozostać wciąż małodusznym karzełkiem stłamszonym przez lęk – to rzeczywiście małość.

Nie bój się! Woła do mnie Izajasz. Oto twój Bóg. Już się zbliża. Nadchodzi, aby podnieść mnie z omdlałych kolan. Przychodzi, by pokrzepić osłabłe ręce. Nie czas zanurzać twarz w roztrzęsionych dłoniach. Nie czas na kolanach mieszać się z prochem. Pan jest blisko, by wypełnić swoje obietnice.

Na Jego słowie można bowiem polegać bardziej, niż na słowie harcerza i Zawiszy. Jeśli On powie, stanie się. Niezawodnie. Wszak rzekł słowo i świat stał się. Jego słowo otwiera oczy niewidomym i przywraca słuch głuchym. Przypomina o tym Jezus Janowi pogrążonemu w mroku więziennego zwątpienia. Przypomina również mnie oraz tobie.

Nie bój się małoduszny – Pan przychodzi aby cię zbawić, dać radość i szczęście. Nic nie stanie Mu na przeszkodzie. Nie bój się. Nie daj się zwątpieniu.

Wątpić, to ludzka rzecz. Świadczy o tym, że do wiary i nadziei nie podchodzi się bezmyślnie i bezrefleksyjnie. Jeśli wątpię, mogę jak Jan zadawać pytania. Usłyszę odpowiedź i przekonam się. Powróci otwarcie się na Bożą Prawdę. A Prawda mnie wyzwoli. Porażką jest ulec zwątpieniu i pozwolić mu kierować własnymi wyborami. A wtedy otworzyłbym się i zaufałbym słowom innym niż Pana. Czy będzie to harcerz, czy Zawisza? Lepiej zacząć się bać, jeśli mam ufać tylko w człowieka.

Tobie Panie zaufałem; nie zawstydzę się na wieki! Mów zatem Panie, bo sługa Twój słucha.

Czujni, zwarci, gotowi.


Pierwsza niedziela adwentu.

W ten weekend wraz z całą rodziną byliśmy w Warszawie. Wieczorem, wracając z Centrum Kopernika, zauważyliśmy pewne poruszenie pod hotelem. Zajechała tam dłuuuga limuzyna oczekując na wyjście z hotelu swego przyszłego pasażera. Musiała już tam stać dłuższą chwilę. Celebryta wyraźnie się nie spieszył. Jakby podgrzewał atmosferę. Wokół biegali podekscytowani dziennikarze z aparatami fotograficznymi. Szukali najlepszych pozycji do dobrego ujęcia.

Na drugi dzień, przed innym luksusowym hotelem, widziałem podobną scenę. Elegancka para wychodzi z budynku. Pan niedbałym ruchem podnosi rękę. Kierowca przejeżdżającej właśnie taksówki natychmiast zawraca, by zatrzymać się tuż przed parą, która nawet na chwilę nie zwolniła kroku.

Jedni czujni, uważni. Drudzy nonszalanccy, żyjący chwilą obecną. I właśnie ci pierwsi potrafią być gotowi na każdą chwilę, gdyż ci drudzy oduczyli się czekać.

Adwent to czas oczekiwania. Święty Bernard mówił o trzech przyjściach Jezusa. Pierwsze w Betlejem, trzecie w dniu ostatecznym. Drugie zaś bezustannie dokonuje się tu i teraz. Jezus jest Panem, który był, który jest i który przychodzi.

Niech ten Adwent będzie czasem, kiedy wzmocnię w sobie czujność godną paparazzich. Niech dostrzegam Jezusa i Jego działania wokół siebie. Życzę też sobie i tobie gotowości i cierpliwości taksówkarza. Bym był gotowy do służby na każde skinienie ręki.