Pod gałęziami figowca

  • Spoglądam na figowiec za wskazaniem Pana i się zastanawiam. Mógłbym zerwać parę listków figowych, by przysłonić nagą prawdę o sobie i odejść. Ale Pan koncentruje moją uwagę na pąkach. Ani nie piękne, ani smakowicie wyglądające. Moja wyobraźnia już jednak widzi w nich smaczne figi. Słodycz rozlewa się w ustach na samo wspomnienie konfitury z fig, których słoik niedawno spałaszowaliśmy. W tej chwili jednakże drzewo może mi dać co najwyżej figę z makiem. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Doczekać się owocowania i czasu zbiorów. Choć kubki smakowe domagają się natychmiastowych wrażeń, wiem, że po wiośnie musi przyjść lato. To nieuniknione, choć rozłożone w czasie.
  • Moje owocowanie też ma swój czas. Jeśli otworzyłem się na ziarno Słowa Bożego, ono w końcu zakiełkuje. To naturalna kolej rzeczy. Gleba może być licha, deszczów łask jednak nie braknie. Słowo wypowiedziane nie wraca do ust, lecz poszerza wciąż krąg swojego oddziaływania. Królestwo Boże – dźwiękowa fala uderzeniowa, doskonała harmonia, do której dostraja się cała rzeczywistość.
  • Potrzeba jedynie czasu i cierpliwości z mojej strony. Bym nie zniechęcał się widokiem lichych pączków, cierpkością niedojrzałych jeszcze owoców. Od samego początku, od pierwszego zielonego listka przebijającego się przez twardą skorupę gruntu, muszę mieć na uwadze ostateczny cel tego wszystkiego. A wtedy niebo i ziemia może przeminąć, świat cały runąć, lecz w sercu pozostanie pewność, że czas płynie nieubłaganie wciąż w tym samym kierunku. Nie cofnie się, ani nie zatrzyma. Królestwo Boże jest już blisko.

Gdy na głowę walą się z mozołem wznoszone mury.

Łk 21,21

  • Czytając karty Ewangelii, można poczuć klimat Judei z tamtych lat. Wypieszczana przez budowniczych Świątynia tętniła życiem. Stronnictwa polityczne zażarcie walczyły o dominującą rolę. Faryzeusze z uczonymi w Piśmie i z saduceuszami wydzierali sobie ludzkie umysły i dusze. Tetrarchowie stwarzali pozory, że rządzą. Prokuratorzy rzymscy lawirowali pomiędzy korzyściami i wadami życia w cieniu wielkiego Rzymu. Celnicy budowali swoje małe fortuny, arcykapłani dzielili swoją uwagę pomiędzy czystością wiary, a dobrze kręcącym się biznesem na dziedzińcu pogan. Życie toczyło się wartko wprost do nieuniknionej zagłady. Lecz zdecydowana większość mieszkańców Jerozolimy tego nie dostrzegała pochłonięta swoimi sprawami. Gdy nastał wielki ucisk i miasto zostało zdeptane przez legionistów ich świat runął. Mdleli ze strachu, gdyż innego świata nie znali. Czuli, że pozostaje im tylko nicość. Bezradnie szli pod miecz nie mając żadnej nadziei.
  • Spoglądając na pędzący do przodu współczesny świat, dostrzegam w nim wiele lęku i tak mało nadziei. Tak wielu łapczywie karmi się tym, co oferuje im konsumpcyjna rzeczywistość. Biorą więcej, niż mogą utrzymać, więcej niż potrzebują, niż kiedykolwiek zużyją. Gdyż podświadomie czują, że wkrótce wszystko się może skończyć. Łapią dzisiejszy dzień i nie myślą o jutrze. By oswoić czający się podskórnie lęk, próbują nadać mu imię. Chcą go oswoić i ogarnąć rozumem, który tak dobrze im służy. Zmiany klimatu, mknący ku ziemi meteoryt, epidemie… Sądzą, że zdołają powstrzymać nadchodzący kres. Ale nadziei wielkiej nie mają.
  • Jezus otwiera swoim uczniom oczy. Nie kryje nadchodzącej katastrofy. Nie mydli oczów, że właściwie nic się nie stanie groźnego. Z troską przekazuje praktyczne wskazówki jak ocalić swoje życie w czas wojennego gwałtu. Chrześcijanie, przestrzeżeni przez swojego Mistrza, nie skryli się w mieście skazanym na porażkę, lecz rozeszli się po całym świecie. Ewangelia niejako mimochodem zaczęła się rozprzestrzeniać. Chwila, gdy mury waliły się na głowę, okazała się początkiem triumfalnego marszu pod sztandarem krzyża.
  • Nie łudzę się, że ominą mnie w przyszłości wszelkiej maści kryzysy i dramaty. Ale z nadzieją spoglądam w przyszłość, gdyż jestem przekonany, że Jezus ma moc, by nawet z największego zła wyciągnąć dobro. Ufam Mu. Mogę zatem nabrać ducha i podnieść wysoką głowę. Spoczywając w troskliwych dłoniach Pana, armagedon nie jest już sytuacją beznadziejną. Ale granicą, za którą jest wieczna chwała.

Ewangelia (Łk 21, 20-28)

Powtórne przyjście Chrystusa

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Skoro ujrzycie Jeruzalem otoczone przez wojska, wtedy wiedzcie, że jego spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci, co po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby spełniło się wszystko, co jest napisane.

Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni! Nastanie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jeruzalem będzie deptane przez pogan, aż czasy pogan się wypełnią.

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec huku morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie».

A może jednak wypada?

  • Mam dwóch kolegów w pracy, którzy za każdym razem, gdy się spotkają, wykrzykują do siebie hasła w stylu: „Ave Satan!”, „Apage Satanas!”. Coraz bardziej mnie to irytuje. Ale nie mam ochoty i odwagi, by podejść do nich i przedstawić im swój punkt widzenia na tę sprawę. Przecież to oni robią w żartach. Ani ten pierwszy nie jest wszak satanistą, ani ten drugi egzorcystą. Nawet mając  ponad 50 lat mają prawo mieć szczeniackie poczucie humoru. Reagując na te pokrzykiwania, okazałbym się nawiedzonym gburem… Tygodnie mijają, a zza ściany wciąż dobiegają głupie hasła.
  • Łatwiej przechodzi dziś przez usta każde plugawe słowo, niż imię Jezus. Nawet jako praktykujący katolik, zamykam je pod grubymi okładkami modlitewników, za murami kościołów i w hermetycznych kręgach małych wspólnot religijnych. Wystarczy, że opuszczę strefę sacrum i już zaczynam krakać jak wrony wśród których się obracam. Gdy zbierze się grupa odważnych, którzy wyjdą z Ewangelią na ulicę, potulnie przechodzę obok z podkulonym ogonem, gdyż nie stać mnie na taką odwagę. Może nawet kiwam z niechęcią głową. Nie róbmy takich happeningów, bo niewierzący wytkną nam nasze oburzenie na wszelkiego maści parady. Jeśli wzbraniamy im manifestować swoich dziwactw, nie narzucajmy się ze swoją pobożnością. Nie naśladujmy ich metod, tylko w kościołach módlmy się o ich nawrócenie.
  • Wypowiadając święte imię Jezus, sprawiam, że staje się On obecny. Z Jego imieniem na ustach, uobecniam Pana w swoim środowisku. Dlatego będąc autentycznym świadkiem, wzbudzam niejednokrotnie drwinę, pogardę i prześladowania. Nawet ze strony najbliższych. To nie ja jednak jestem obiektem tych ataków. To nie ci ludzie są mi wrogami. To walka pomiędzy panoszącym się wokoło demonami, a Królem Wszechświata, który przychodzi niezwłocznie na moje wezwanie. Czy z obawy na opinię innych mam być tchórzem, który kryje się w okopach na polu tej bitwy?
  • Otóż zapewniam was, że nikt, pozostając pod natchnieniem Ducha Bożego, nie może mówić: «Niech Jezus będzie przeklęty!». Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus» (1 Kor 12,3) Jeżeli nie ma imienia Jezus na moich ustach – nie poddaję się działaniu Ducha. Jeżeli nie ma we mnie Ducha – nie jestem prawdziwym katolikiem tylko zombie, bez życia. Lepiej z mocą Boga samego stawić czoła przeciwnościom, czy też za życia być martwym dezerterem? Wybieraj.

Ewangelia (Łk 21, 12-19)

Jezus zapowiada prześladowanie swoich wyznawców

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić.

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».