Kim jestem?

Wpierw przeczytaj: J 1,19-28

Alessandro_Allori_-_The_Preaching_of_St_John_the_Baptist_-_WGA0183

Kim jestem? Z pozoru jest to proste pytanie, na które chętnie odpowiadam. Zwłaszcza wtedy, gdy mam okazję przedstawić się w korzystnym świetle i zyskać podziw oraz uznanie słuchaczy. Jednakże prawda o nas jaką prezentujemy na zewnątrz, jest tylko propagandową karykaturą, fotoszopowym potworkiem. Zaprzeczysz, że nie jesteś z tych i zawsze mówisz o sobie całą prawdę? Nie kryjesz swoich wad i niedoskonałości? Ciągle to jednak półprawdy. Bo czy sami dokładnie wiemy, kim tak naprawdę jesteśmy? Co nas gryzie, jakie drzemią w nas możliwości? Ile lat życia nam pozostało? Ba! Co się nam przydarzy za chwil parę?

Łatwiej nie mijać się z prawdą, gdy przyznaję się do własnej ograniczoności. Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce. Najbardziej zaś ludzka jest słabość. Wszak tylko to wiem z pewnością, że nic nie wiem. Tak często doświadczam zdumienia, tak łatwo mnie zaskoczyć. Cały czas męczy mnie głód wiedzy i informacji.

Jak Jan Chrzciciel od siebie mogę tylko wyznać, a nie zaprzeczyć, że nie jestem Bogiem wszystkowiedzącym, nieomylnym. Nie znam odpowiedzi na pytania, które mnie nurtują, tym bardziej na twoje, drogi czytelniku. Nie jestem w stanie zapewnić nam szczęścia i nieba. Choćbym nie wiem jak się starał, choćbym mnożył dobre uczynki i pisywał tutaj nie wiadomo jak pobożne hasełka, nie ukręcę sobie autentycznej aureoli nad głową, nie odfrunę z anielskimi skrzydłami. Żadne noworoczne postanowienia mi w tym nie pomogą.

Jedynie Bóg zna całą prawdę o mnie. To co św Jan powiedział o sobie, było cytatem z proroka Izajasza – a więc słowem Bożym. Właśnie w świętych księgach jest zapisana prawda. Zgłębiać Biblię, to poznawać prawdziwego siebie.

 

Panie, Panie!

Wpierw przeczytaj Mt 7,21.24-27

people-2587954_1280

Spoglądając daleko wstecz swego życia, do początków swojej żywej relacji z Jezusem, trudno mi znaleźć jakiś jeden konkretny moment nawrócenia. Jakieś cudowne zdarzenie, wysłuchana modlitwa, usłyszany głos… Nie przypominam sobie nic szczególnego. Pomimo tego, pamiętam ten zapał nieśmiałego i zahukanego dzieciaka z podstawówki, by zostać ministrantem, by czytać Pismo Święte, by pójść na kolejną mszę. Dzień w dzień, aż do głębokiej zażyłości i zadomowienia się przy ołtarzu. To nie była sprawa wychowania. Ze smutkiem muszę przyznać, że dom rodzinny nauczył mnie w tamtych latach szacunku do wiary, ale nie dawał żywego świadectwa modlitwy czy życia sakramentalnego. Bo i nie mógł. Pobożnych przyjaciół też nie miałem. Nie miałem właściwie żadnych. I to może być klucz do tej zagadki.

Młody człowiek potrzebuje akceptacji, zrozumienia, czyjejś bliskości. Jeśli jest jednak inny i nie potrafi się dostosować, skazany jest na ostracyzm i samotność. Życie na pustyni jest nieludzkie. Dziś wielu młodych znajduje ucieczkę z tej nieludzkiej krainy w świecie wirtualnej rzeczywistości. W moich czasach wyobraźnia, choć dużo bardziej bogatsza niż dzisiaj, nie dawała aż takich możliwości bezpiecznej interakcji z innymi osobami. Dlatego łatwiej było mi usłyszeć słodką obietnicę obecności z ust Jezusa. Jakże łatwo było mi się zakochać w słowach: A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Brakowało mi miłości – On jest Miłością!

Piękny jest ten moment. Chce się żyć dla tej chwili, gdy uświadamia się, że się jest bezwarunkowo kochanym, że Ktoś nigdy mnie nie opuści, nigdy nie zawiedzie, wszystko wybaczy, odda za mnie Swoje życie i zawsze gotów jest mnie wysłuchać. Chce się wznieść do góry ręce i w uwielbieniu śpiewać „Panie, Panie!”

Ale czy poprzestając na tym, nie tworzę sobie Boga na miarę niezaspokojonych potrzeb? Jezus sprowadzony do roli słodziaka i złotej rybki do wysłuchiwania próśb? Czy Jego krew po to tylko została przelana, by była balsamem na rany mego serca?

Fajnie mi się modliło. Alleluja! Na modlitwie jednak nie ma być mi fajnie. Niejednokrotnie to czas operacji na otwartym sercu bez znieczulenia. Jezus nie chce mnie zagłaskać, on pragnie mnie przemienić. Jego słowa nie są miodem – to ostry miecz, który wykrawa to co nieświęte. On nie jest mięciutkim, pluszowym misiakiem – to twarda skała, na której mam zbudować swój dom. Dom – a nie przytulną kryjówkę.

Królestwo Prawdy

Prawda jest tym, co się głosi. Prawdę też można ukrywać. Prawda się rozprzestrzenia, albo jest stłumiona, przywłaszczona, skołtuniona. Służyć prawdzie to uczynić wszystko i wbrew wszystkim, by zajaśniała blaskiem i chwałą. Jest cenna nawet wtedy, gdy nie jest do końca przyjemna. O prawdę trzeba dbać, bronić jej. Jest powodem do chluby i najważniejszym dziedzictwem, przekazywanym kolejnym pokoleniom.

Zgadzasz się z tym?

Przeczytaj zatem ten tekst ponownie lecz tym razem w miejsce słowa „prawda” wstaw „Królestwo Jezusa”. I jeszcze raz ze słowem „ojczyzna”, „rodzina”, „Kościół”…

Czujesz to? Jeśli tak, to z dumą będziesz obserwował jak Królestwo Jezusowe się rozprzestrzenia. Każde świadectwo Prawdzie, które zakiełkuje wokół ciebie, będzie radosną nadzieją obfitych żniw. Każde dobro, każda służba stanie się jak cenny łup.

Dołączysz się do tego wzrastającego narodu sług Prawdy? Przyłączysz się do tej radości? A może jak Piłat palniesz jakimś oklepanym sloganem i wzruszając ramionami rzucisz w pustkę pytaniem: Cóż to jest Prawda?