Ujrzałem i daję świadectwo.

Wpierw przeczytaj J 1, 29-34
Chrystus z przyjacielem

Chrystus z przyjacielem

Jeśli jesteś ochrzczony, otrzymałeś udział w misjach królewskiej, kapłańskiej i prorockiej. Twoim powołaniem jest panować nad sobą, jak przystało na Bożego dziedzica. Masz też uświęcać siebie i wszystkiego wokół poprzez składanie ofiar miłości i błogosławienie. Wezwany w końcu jesteś do dawania świadectwa Prawdzie i głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie. I nie ma co zrzucać tego obowiązku na księży i zakonnice. To nie przykry obowiązek – to twój zadatek nieba. Wypełniając swoje chrześcijańskie powołanie, stajesz się niejako regentem Boga tu na ziemi. Jego dłońmi, Jego ustami. Czyż tylko dla własnej wygody warto zrezygnować z tego przywileju i zaszczytu?

Całe dzieciństwo wpajano mi, że nie wolno pokazywać palcem, zwłaszcza wskazywać innego człowieka. Tymczasem za Janem Chrzcicielem jestem ponaglany, by wskazywać innym na Jezusa. By nazywać Go po imieniu. By robić to jak najprecyzyjniej i najdobitniej.

By móc kogoś wskazać, trzeba go samemu dobrze widzieć, dobrze wiedzieć gdzie się znajduje, jak można do niego trafić. Wskazać mogę Jezusa tylko wtedy, gdy jestem blisko Niego, gdy utrzymuję z nim bliską relację, gdy jesteśmy zjednoczeni przyjaźnią, więzami miłości. Jeśli Jezusa wyłącznie z lękiem czczę, padając na kolana i nie śmiąc na Niego spojrzeć, uwielbię Jego Boski Majestat. Ale czy dam tym skuteczne świadectwo innym? Czyż w oczach tych, którzy nie znają Jezusa, będę się różnił od wyznawców bożków, którzy też z lękiem ściśle przestrzegają przepisanych rytuałów?

Święty Jan Chrzciciel ogłaszał rychłe nadejście Mesjasza, takiego jakiego pragnął; jakiego oczekiwał z utęsknieniem wraz z całym wiernym Izraelem. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym». (Mt 3,11n) Jednakże kiedy dostrzegł swojego młodszego o parę miesięcy kuzyna Jezusa, rozpoznał w Nim swego Pana. Nie rozpoznał Go po ognie i wiejadle. Dostrzegł Go solidarnie stojącego pośród zwyczajnych grzeszników oczekujących na oczyszczające zanurzenie w Jordanie. Czekał na mocarza, rozpoznał i wskazał Baranka.

Pragnę wszystkim ukazać Tego, który jest moim Panem, ale i zarazem Przyjacielem. Tego, który jest moim Królem i starszym Bratem. Chcę stanąć przed wami pełen dumy i zachwytu, by powiedzieć wam z niezachwianą pewnością. Nie muszę Go wskazywać palcem, gdyż stoi obok mnie i serdecznie obejmuje jak swego druha. Oto Jezus – mój Przyjaciel. On jest Synem Bożym! 

Nowy człowiek

Wpierw przeczytaj czytania z 18 niedzieli zwykłej, rok B

fatima

Trochę mnie nie było na blogu, gdyż pielgrzymowałem do Fatimy. Jestem urzeczony tym miejscem. Jego pięknem wypływającym z prostoty i przesiąknięcia światłem. Szczególnie mocno przeżyłem modlitwę w Kaplicy Najświętszego Sakaramentu w podziemiach nowej bazyliki. Białe ściany bez żadnych malowideł, dekoracji, witraży. Tylko dwa świeczniki, dwa wazony z kwiatami, prosty ołtarz i On. Bez złotej, ozdobnej monstrancji. Żadnych rozproszeń, niczego, co by odciągało uwagę od Gospodarza tego miejsca. Rzeczywisty namiot spotkania z Bogiem twarzą w twarz. Nic nie mogło zakryć przed Panem mojej nagości i pustki. Nic nie mogło stłamsić Prawdy.

Rzeczywistość własnej marności i bałaganu w sercu może być przygnębiająca. Dysproporcja pomiędzy ogromem Bożego Miłosierdzia a lichością dotychczasowego życia może wpędzić w rozpacz. Gdyż żadną miarą nie zasłużyłem na mnogość łask z Jego strony. Stojąc twarzą w twarz z Najświętszym ma się dość dotychczasowego życia. Pamiętając swe grzechy, trudno mieć nadzieję, że można żyć inaczej. Bardziej godnie.

Rzeczywiście nie można. Nie da się żyć po staremu, pozostać sobą i spoglądać ze spokojem w Oblicze Pana. Trzeba porzucić starego człowieka z jego zepsuciem i gnilizną. Przed Panem stanąć z czystą kartą, jak nowo narodzony. Bo tylko na czystej, białej kartce, tak czystej i białej jak adorowana Hostia, można zapisywać czytelnie słowa pełne nadziei i wiary.

Narodzić się na nowo – pobożny slogan, który łatwo powiedzieć, trudno zrealizować. Trudno porzucić swoje wieloletnie przyzwyczajenia, nałogi, sposób myślenia. Czym się otaczasz, czym się żywisz, na co patrzysz i czego słuchasz, ma wpływ na to kim się stajesz. Dlatego Izraelici byli karmieni przez Pana nowym pokarmem, którego wcześniej nie znali. Który miał zaspokoić ich głód, by tęsknota za egipskimi garnkami mięsa nie przeszkadzała im w przemianę w Naród Wybrany. Ten pokarm też był prosty, czysty, niby szron na ziemi.

Jezus zaprasza mnie do siebie. Woła mnie, bym porzucił za sobą starego człowieka. Nie oczekuje niczego więcej niż tylko wiary. Autentycznej wiary, która niesie za sobą cud przemiany w nowego człowieka. Na trud tej drogi daje mi prawdziwy pokarm z nieba.

Panie dawaj mi zawsze ten chleb! Niech inni, którzy mnie jutro zobaczą, zadziwią się, gdy ujrzą mnie wraz z Tobą na przeciwległym brzegu. By pytając się, kiedy tu przybyliśmy, sami zapragnęli dotrzeć do Twych stóp.

Lekkie

Wpierw przeczytaj Iz 26, 7-9. 12. 16-19 oraz Mt 11, 28-30

6878530449_59a9804976_b

W historii Eliasza wielkie wrażenie robi na mnie scena próby sił pomiędzy tym wielkim prorokiem a całym tłumem kapłanów Baala. Dochodzi do swoistego testu prawdziwości Boga. Czyje modlitwy zostaną wysłuchane w postaci ognia z nieba, który strawi przygotowaną ofiarę? Kapłani Baala odprawiali długie nabożeństwa pełne ekstatycznego śpiewu, tańców, krzyków, samookaleczeń. Na darmo. Eliasz z wiarą wypowiedział tylko krótką modlitwę i został wysłuchany.

Sceptycznym okiem przyglądając się wielu „modnym” praktykom dzisiejszych chrześcijan, coraz bardziej przypominają mi oni owych pogańskich czcicieli. Rozpaczliwie kładą oni coraz większy nacisk na formę. Wybaczcie mi to uogólnienie, bo ufam, że to tylko moje złudzenie, albo problem dotyczący tylko niewielu.

Ale czy nie dziwi cię, że coraz większej ilości osób nie wystarcza odmówienie dziesiątki różańca, tylko od razu porywają się na kolejne pompejanki? Nie wystarcza odprawienie w kościele drogi krzyżowej, tylko zapisują się na te ekstremalne, całonocne? Nie pielgrzymują do Piekar albo na Jasną Górę, tylko na rowerze pokonują Camino de Santiago? Zbyt prozaiczna wydaje im się msza na parafii więc praktykują „churching” w poszukiwaniu najbardziej oryginalnego kaznodziei albo mszy trydenckiej? Nie wystarcza im lektura Pisma Świętego, tylko chcą je czytać w oryginale lub poszukują charyzmatycznych proroków z darem Słowa adresowanego właśnie dla nich? Dlaczego takie modne są wszelkie prywatne objawienia, wyznania stygmatyczek? Dlaczego tłumy oczekują na cud albo choćby własny spoczynek w Panu podczas wieczorów uwielbień?

Broń Boże, nie uznaję żadnych z tych praktyk za coś złego i niewskazanego. Obawiam się jednak, że w kilku przypadkach są to desperackie kroki ludzi, którzy „nie czują” kontaktu z Bogiem. Którzy wątpią, czy ich modlitwy są wysłuchiwane. Dlatego, jak owi kapłani Baala, krzyczą coraz głośniej, modlą się coraz dłużej, by obudzić śpiącego Boga. By obudzić własną wiarę. Wiją się z bólu, jakby mieli rodzić. Nakładają na siebie coraz cięższe jarzma.

Tymczasem jarzmo Pana jest słodkie, a brzemię Jego lekkie. On równa drogę sprawiedliwego, a nie gmatwa ją i wydłuża niemiłosiernie. Przemawia w lekkim powiewie, a nie w trzęsieniu ziemi, w zgiełku narodów na stadionie. On jest cichy i pokornego serca.