Wpierw przeczytaj Iz 26, 7-9. 12. 16-19 oraz Mt 11, 28-30

W historii Eliasza wielkie wrażenie robi na mnie scena próby sił pomiędzy tym wielkim prorokiem a całym tłumem kapłanów Baala. Dochodzi do swoistego testu prawdziwości Boga. Czyje modlitwy zostaną wysłuchane w postaci ognia z nieba, który strawi przygotowaną ofiarę? Kapłani Baala odprawiali długie nabożeństwa pełne ekstatycznego śpiewu, tańców, krzyków, samookaleczeń. Na darmo. Eliasz z wiarą wypowiedział tylko krótką modlitwę i został wysłuchany.
Sceptycznym okiem przyglądając się wielu „modnym” praktykom dzisiejszych chrześcijan, coraz bardziej przypominają mi oni owych pogańskich czcicieli. Rozpaczliwie kładą oni coraz większy nacisk na formę. Wybaczcie mi to uogólnienie, bo ufam, że to tylko moje złudzenie, albo problem dotyczący tylko niewielu.
Ale czy nie dziwi cię, że coraz większej ilości osób nie wystarcza odmówienie dziesiątki różańca, tylko od razu porywają się na kolejne pompejanki? Nie wystarcza odprawienie w kościele drogi krzyżowej, tylko zapisują się na te ekstremalne, całonocne? Nie pielgrzymują do Piekar albo na Jasną Górę, tylko na rowerze pokonują Camino de Santiago? Zbyt prozaiczna wydaje im się msza na parafii więc praktykują „churching” w poszukiwaniu najbardziej oryginalnego kaznodziei albo mszy trydenckiej? Nie wystarcza im lektura Pisma Świętego, tylko chcą je czytać w oryginale lub poszukują charyzmatycznych proroków z darem Słowa adresowanego właśnie dla nich? Dlaczego takie modne są wszelkie prywatne objawienia, wyznania stygmatyczek? Dlaczego tłumy oczekują na cud albo choćby własny spoczynek w Panu podczas wieczorów uwielbień?
Broń Boże, nie uznaję żadnych z tych praktyk za coś złego i niewskazanego. Obawiam się jednak, że w kilku przypadkach są to desperackie kroki ludzi, którzy „nie czują” kontaktu z Bogiem. Którzy wątpią, czy ich modlitwy są wysłuchiwane. Dlatego, jak owi kapłani Baala, krzyczą coraz głośniej, modlą się coraz dłużej, by obudzić śpiącego Boga. By obudzić własną wiarę. Wiją się z bólu, jakby mieli rodzić. Nakładają na siebie coraz cięższe jarzma.
Tymczasem jarzmo Pana jest słodkie, a brzemię Jego lekkie. On równa drogę sprawiedliwego, a nie gmatwa ją i wydłuża niemiłosiernie. Przemawia w lekkim powiewie, a nie w trzęsieniu ziemi, w zgiełku narodów na stadionie. On jest cichy i pokornego serca.

W czasie rekolekcji, naszło mnie ogromne pragnienie, by zjeść porządny bigos. W domu na takie specjały zbyt często nie mogę liczyć, gdyż moja żona, jako kucharka preferuje bardziej wykwintne lub szybsze specjały. Ale w Koniakowie? Westchnąłem tylko, wyraziwszy przed przyjaciółmi swoje pragnienie. Jaka zatem była wielka moja radość, gdy za parę godzin na stołach zmaterializowała się moja zachcianka. Nałożyłem sobie pełny talerz i pochłonąłem jego zawartość w mgnieniu oka. Boże jesteś wielki, że tak mi dogadzasz! Bigos był wspaniały więc rzuciłem się na drugi talerz dokładki. Ponieważ miłośników kapusty z mięsem nie było aż tak wielu, zwłaszcza wśród kobiet i dzieci ( a w sumie stanowią one zdecydowaną większość Domowego Kościoła) poprosiłem kuchnię, by to co zostało, trafiło na stoły również na kolację. I znów powtórzyło się moje szczęście. Choć drugi czubaty talerz znikał już dużo wolniej. W przeciwieństwie do obwodu mojego brzucha. Na pytanie kucharek czy jutro też mają mi podać resztki pysznego bigosu, grzecznie odmówiłem.